Służba Zdrowia - strona główna
SZ nr 51–66/2019
z 11 lipca 2019 r.


>>> Wyszukiwarka leków refundowanych


Pistolet pod kitlem

Krzysztof Boczek

Chodzą na kursy taekwondo, noszą broń przy pasie, by bronić się przed linczem ze strony rodziny chorego. Nawet odmawiają leczenia umierających, by nie uznano ich winnymi śmierci pacjenta. W Indiach lekarzy paraliżuje strach.

Rohit Tated – rezydent w Sion Hospital w Bombaju – kończył już 36. godzinę dyżuru, gdy przywieziono nieprzytomną 60-latkę ze schyłkową niewydolnością nerek. Ciśnienie krwi drastycznie jej spadało. Zmarła. Gdy Tated poinformował jej syna o tragedii, mężczyzna zaczął płakać. Dwie minuty później rzucił się z krewnymi na lekarza. Dwójka ochroniarzy na oddziale nie mogła dać sobie rady z agresorami. Dopiero wezwanie posiłków z zewnątrz wypłoszyło linczujących.

W czasie ataku, pod opieką tego rezydenta na OIOM-ie było 45 pacjentów, w tym 7 w stanie ciężkim. Tated chorował kiedyś na polio – kuśtykał, używał zacisku na nogę do chodzenia. Napastników to nie obchodziło.

W ciągu 2 tygodni tego marca 2017 r., w stanie Maharasztra (stolica: Bombaj) aż 5 lekarzy zostało pobitych przez grupy kilkunastu, kilkudziesięciu krewnych pacjentów. Jednego z medyków, dr. Rohana Mhamunkariego, tłum pobił w Dhule Civil Hospital za to, że skierował chorego do innej placówki z neurochirurgiem, bo w tej nie było takiego specjalisty. W wyniku linczu medykowi groziła utrata wzroku.


Lincz nasz codzienny

Całe Indie, nie tylko stan Maharasztra, od wielu lat zalewa fala ataków na lekarzy. Ale tak źle, jak przez ostatnie 4–5 lat, nie było jeszcze nigdy. W ciągu roku zdarza się min. kilkanaście linczów na lekarzach.
W Kalkucie takie ataki tłumu czy większej grupy krewnych stały się wręcz... regularne: w styczniu 2016 r. w RG Kar Hospital, a 2 miesiące później w Nil Ratan Sircar Medical College and Hospital. W połowie 2017 r. te ataki w tym mieście stały się już tak częste, że NRS Medical College and Hospital zaczął organizować dla swoich studentów i rezydentów lekcje taekwondo. To była pierwsza szkoła medyczna w kraju, która zdecydowała się na taki program. Dwaipayan Bispas – lekarz, który opiekuje się projektem, twierdzi, że dzięki niemu spadła liczba ataków fizycznych na ich medyków. – Stali się też mentalnie silniejsi i lepiej rozwiązują konfliktowe sytuacje w kontakcie z krewnymi pacjentów – tłumaczy Bispas. Wie co mówi – sam ma 2 dan i czarny pas taekwondo.

Dzięki nagraniom z kamery monitoringu, sceny ze szpitala w Dhule z 12 marca 2017 r. obejrzały miliony osób. Rezydenta ortopedii w sali szpitalnej dopadło kilkudziesięciu mężczyzn. Widać, jak go kopią, biją, ale w tak gęstym tłumie ginie z oczu jego postać. Dopiero po 2–3 minutach, gdy gawiedź się uspokaja, wynurza się poszarpany i krwawiący. Uderza któregoś z napastników i wtedy kilkadziesiąt męskich szerszeni rzuca się na niego, by dokończyć dzieła. Paradoksalnie – na pustym dotąd łóżku szpitalnym.

Gdy w styczniu 2016 r. w Maulana Azad Medical College w New Delhi zmarła ciężarna kobieta, do szpitala wpadł tłum ok. 50 krewnych. Rzucali krzesłami, butelkami i sprzętem medycznym. Chcieli dorwać lekarzy na dyżurze. Ci uniknęli linczu, zamykając się w bezpiecznym pomieszczeniu. Pomoc tym razem nadeszła.

W stanach Maharasztra i Bengal Zachodni odnotowano przypadki pobicia lekarzy nawet przez policjantów czy lokalnych liderów politycznych.


Zemsta, zemsta, na wroga...

Przed tą eskalacją przemocy lekarze bronią się, jak mogą. Gdy w kwietniu 2018 roku w Nagpur’s Indira Ghandi Government Medical College and Hospital zmarł pacjent, który trafił na intensywną terapię, kilkudziesięciu wściekłych krewnych wdarło się do budynku. Pobili ochronę i zaczęli plądrować placówkę. Niszczyli wentylatory i sprzęt medyczny. Byli uzbrojeni w noże, krzyczeli, że domagają się krwi. Szukali rezydentów, których winili za śmierć krewnego.

To był już kolejny taki atak w tym szpitalu w ciągu 2 miesięcy. Następnego dnia lekarze zbuntowali się. Zażądali od władz zezwolenia na noszenie... broni pod fartuchem. I dostali je – każdy może aplikować o to indywidualnie.

Bojąc się reakcji krewnych po śmierci pacjenta, lekarze też odmawiają leczenia osób w stanie ciężkim. Ale i to ich nie chroni. 20 kwietnia 2016 r. w szpitalu Udham Singh Nagar, krewni dziewczynki, która zmarła, zastrzelili dr. Sunil Kumar Singha, 51-letniego pediatrę. Bo ten odmówił pomocy schorowanej. We wrześniu ub.r. sąd, stwierdził, że śmierć dziewczynki, była niezależna od decyzji lekarza. Orzekł również, iż wykonywanie tego zawodu wiąże się z... zagrożeniem życia.

W kraju od dawna pojedyncze placówki nie ratują umierających. Problem przerzucają na inne ośrodki leczenia. W 2014 r. w dystrykcie Mansa w Pendżabie, ze względu na fatalny stan, chłopczyka nie przyjęły 2 szpitale. Trzecia klinika się ulitowała, chorego wzięła. Zmarł. Tuż po tym krewni... spalili ten szpitalik.

W Agrze – metropolii ze słynnym Taj Mahal – prywatne szpitale przestały przyjmować pacjentów w stanie krytycznym. Odsyłają ich do państwowych placówek. Ravi Pachouri – prezes elekt Indyjskiego Stowarzyszenia Medycznego – we wrześniu ub.r. z rozbrajającą szczerością wyznał: „Obawiamy się wzięcia ryzyka na siebie”.

Tymczasem przynajmniej ofiarom wypadków drogowych każdy lekarz w Indiach ma obowiązek śpieszyć z pomocą, bo inaczej grozi mu 6 miesięcy więzienia. „Indian Journal of Medical Ethics” jednak stwierdza, że mimo grożących im kar, medycy odmawiają pomocy.


Mamy dość!

W marcu 2017 r., w ramach protestu po kolejnych aktach przemocy, lekarze z kompleksu medycznego AIIMS w Delhi przyjmowali pacjentów w... kaskach motocyklowych. Obok nich wisiały transparenty „Pacjenci nie umierają z powodu lekarzy, a chorób”, „Nie wprowadzajcie lekarzy w poczucie zagrożenia, bo będą uprawiali medycynę defensywną”.

Po tym, gdy w sierpniu 2016 r. w Puri District Headquarters Hospital tłum zdemolował szpital i zaatakował lekarza oraz kilku paramedyków, z pracy w tym miejscu zrezygnowało czterech ich kolegów po fachu, a 25 zawiesiło swoje obowiązki. Dyrekcja wprowadziła silniejszą ochronę.
Gdy w Safdarjung Hospital, w stolicy kraju, krewni niezadowolonego pacjenta pocięli twarz rezydentowi, lekarze w tym ośrodku rozpoczęli strajk głodowy. Wsparcie okazali im inni medycy ze stolicy, żądając bezpieczeństwa w szpitalach. W sumie, w czerwcu 2016 r., przeciwko agresji protestowało w New Delhi aż 20 tys. lekarzy!

Strajki to najpowszechniejsza forma walki – masowe odbyły się już w kilkunastu stanach. W niektórych wielokrotnie. Tylko w samym Bombaju, tylko jednego dnia, z powodu strajku musiano odwołać aż 500 operacji.

Lekarze mają po prostu dość. Hinduskie Stowarzyszenie Medyczne donosi, że aż 75 proc. jego członków doświadczyło przemocy fizycznej w pracy. Z innych badań wynika, że aż 88 proc. specjalistów dotknął gniew i przemoc ze strony pacjentów i/lub ich krewnych.

Między 2007 a 2016 r. aż 18 stanów Indii wprowadziło prawo specjalnie chroniące lekarzy. Zazwyczaj przewiduje ono karę do 3 lat więzienia za jakikolwiek atak fizyczny na pracowników szpitala lub jego infrastrukturę. To nie odstrasza intruzów.


Dwie minuty na pacjenta

Powodów agresji jest wiele. Niedofinansowanie państwowej służby zdrowia to podstawowy. Indie – mocarstwo atomowe, z olbrzymią armią i rakietami wysyłanymi w kosmos – na ochronę zdrowia swoich obywateli wydaje ledwo 1 proc. PKB. W stanie Andhra Pradesh na 1 szpital państwowy przypada grubo powyżej 300 tys. mieszkańców. Pracują w nich piekielnie przeciążeni rezydenci. Całe oddziały przypadają na jednego medyka, dopiero uczącego się, który przeciętnie haruje 18–20 godzin dziennie. Według badań „British Medical Journal”, statystyczny lekarz w tym kraju poświęca na pacjenta mniej niż... 2 minuty. O ile w szpitalach państwowych robią to z powodu przeciążenia, o tyle w prywatnych to efekt nacisków szefostwa – doktor jest maszynką do zarabiania pieniędzy, ma przyjąć jak najwięcej chorych.

Przyczyną agresji jest także fatalna komunikacja medyków z pacjentami i ich bliskimi. Brak im empatii. Informacja o śmierci jest tak podawana przez doktora, że krewnych ogarnia wściekłość. W tłumie żądają linczu. Tu i teraz.

Mało jednak kto wie, że bardzo istotnym powodem agresji jest gigantyczny wzrost kosztów służby zdrowia w Indiach. Według „New India Express” koszty hospitalizacji w prywatnych szpitalach w ciągu 10 lat (2004–2014) wzrosły aż 3-krotnie! Średni dochód całej przeciętnej rodziny w tym kraju, w 2014 r. wystarczał na... 1,5 dnia hospitalizacji! Dodatkowo w prywatnych szpitalach standardem jest zlecanie zupełnie niepotrzebnych testów, badań, procedur i leków. Wszystko, aby jak najwięcej zarobić na kliencie – tego dowiodło śledztwo agencji Reuters. Leczenie oznacza więc monstrualne wydatki, bo przygniatająca większość – 85 proc. na wsiach i 82 proc. w miastach – z tego liczącego ponad miliard trzysta milionów obywateli narodu, nie ma żadnego ubezpieczenia zdrowotnego! Bez oszczędności, zapożyczają się u lichwiarzy i wpadają w spiralę, z której ciężko wyskoczyć. A jeśli już to... oknem – 16 proc. samobójców w Indiach decyduje się na taki krok z powodu zadłużenia na leczenie, lub braku pieniędzy na nie. Według danych WHO, z ponad 100 mln ludzi na świecie, którzy co roku wpadają w nędzę i ubóstwo z powodu wydatków na leczenie, aż połowa to... Hindusi! Kiedy więc rodzina zadłuży się na długie lata, a lekarz nie uratuje jej członka, krewni wpadają we wściekłość.

Kolejna sprawa to „kultura przemocy” – Indie to kraj, w którym bardzo często suweren wymierza sprawiedliwość linczem (patrz: ramka).


Reguła wahadła

„Od 28 lat wykonuję praktykę kliniczną. Miałem okazję obserwować dni chwały medycyny, gdy pacjent z prawidłowym pęcherzem żółciowym, chociaż został błędnie zoperowany, to nadal dotykał stóp chirurga”. W podzięce.

To wspomnienie opisuje dr Neeraj Nagpal z Medicos Legal Action Group. Artykuł jest o agresji wobec doktorów, a jego tytuł wiele mówi: „Czy Indie są na wojnie z lekarzami?”. Tekst Nagpala powstał w 2013 r., tj. 1–2 lata wcześniej, niż zaczęły się najbardziej masowe ataki na medyków.



Kultura przemocy

Samosądy lekarzy to zaledwie nieznaczny procent linczów dokonywanych w Indiach. Kiran Kumbhar, lekarz, felietonista, pisze w „The Wire”, że lincz to nie jest doświadczenie jedynie jakiegoś wąskiego skrawka obywateli tego kraju. To coś, co wyrasta z „kultury przemocy”. Twierdzi, że konstytucja Indii jakby gdzieś w ukrytych zapisach dawała Hindusom „prawo do bicia”, wymierzania kary własnymi rękoma. Linczowanie przez tłum podejrzanych osób jest nadal relatywnie częste nad Gangesem – z danych zebranych przez „India Express” czy Amnesty International w Indiach (AI), wynika, że ponad 100 osób rocznie ginie w samosądach tłumu. Szef AI, Aakar Patel pisze, że tylko w czerwcu 2017 r. doliczył się 14 ofiar linczów. Obserwatory Research Foundation (ORF) wyliczyła z kolei, że bywały miesiące między 2014 a 2017 r., gdy tłum dokonywał ponad 20 samosądów. W skali roku można je liczyć w setkach. Tłum „wymierza sprawiedliwość” z poczucia braku sprawiedliwości w sądownictwie i prokuraturze. Łatwo przekupić prokuratorów, sędziów. Zbrodniarze, gwałciciele, kryminaliści, biznesmeni, ludzie wpływowi, politycy faktycznie mogą uniknąć kary. Ale też często tłum zabija osoby tylko pomówione o popełnienie jakiegoś czynu: gwałtu, zabójstwa, napaści. Wystarczy pogłoska, plotka puszczona szeptem czy na Facebooku. Najczęściej takie ofiary oskarżane są o kradzież krów, czy handel ich mięsem, albo o... porywanie dzieci. 8 czerwca 2017 r. w wiosce Panjuri Kachari, w stanie Assam, tłum 500 osób zatłukł na śmierć Nilotpala Dasa (29 lat) oraz Abhijita Natha (30 lat). Pierwszy był inżynierem dźwięku, który pracował w wiosce, zbierając odgłosy, drugi – jego przyjacielem, który mu pomagał. Te dwie artystyczne dusze w dredach, kolczykach, wałęsające się po wsi, nie spodobały się mieszkańcom. Tydzień wcześniej poszła na forach plotka, że porywacze dzieci krążą po okolicy. Wieczorem, pod koniec pracy przyjaciół, tłum dopadł ich i zatłukł. Wioskowe zabójstwa ludzi pomawianych o porywanie dzieci stały się na tyle powszechne, że urzędy wysłały tam pracowników, którzy mieli tłumaczyć, iż to są bzdury. Sukanta Chakrabarta był jednym z nich – prostował takie plotki rozsiewane przez media społecznościowe. Przemawiał do mieszkańców przez megafon, towarzyszyło mu 2 pomocników. W jednej z wiosek tłum zabił Sukantę, a jego kolegów ciężko pobili. Powód? Podejrzenie o... porywanie dzieci.






Najpopularniejsze artykuły

Właściwe rozpoznanie swojego typu stopy

Każda stopa jest inna, a jej budowa wpływa na sposób chodzenia, komfort noszenia obuwia i zdrowie całego układu ruchu. Właściwe rozpoznanie swojego typu stopy to pierwszy krok do dobrania odpowiednich butów i wkładek. Niewłaściwe dopasowanie może prowadzić do bólu kolan, przeciążeń ścięgien, a nawet zmian w postawie ciała. Warto więc poświęcić chwilę, by sprawdzić, jaki masz typ stopy i jak o nią zadbać.

Ile trwają studia medyczne w Polsce? Podpowiadamy!

Studia medyczne są marzeniem wielu młodych ludzi, ale wymagają dużego poświęcenia i wielu lat intensywnej nauki. Od etapu licencjackiego po specjalizację – każda ścieżka w medycynie ma swoje wyzwania i nagrody. W poniższym artykule omówimy dokładnie, jak długo trwają studia medyczne w Polsce, jakie są wymagania, by się na nie dostać oraz jakie możliwości kariery otwierają się po ich ukończeniu.

Powrót do aktywności po zabiegu – jak bezpiecznie wrócić do ruchu i sportu?

Powrót do aktywności fizycznej po zabiegu wymaga ostrożności i dobrze zaplanowanego działania. Organizm potrzebuje czasu, aby na nowo przystosować się do wysiłku. Zbyt szybkie tempo wydłuży rekonwalescencję. Sprawdź, jak bezpiecznie wrócić do ruchu.

Gdzie kupić naturalne kosmetyki bez chemii – sprawdź sklep Miodowa Mydlarnia

Szukasz autentycznych, naturalnych kosmetyków bez chemii prosto od producenta? Miodowa Mydlarnia oferuje unikalne rzemieślnicze produkty, bazujące w ponad 95% na składnikach naturalnych. Odkryj moc darów natury z Podlasia, łączącą tradycyjne pszczelarstwo z nowoczesną wiedzą, bez sztucznych barwników i konserwantów. Zamawiając bezpośrednio, wspierasz lokalne rzemiosło i masz pewność świeżości dla świadomej pielęgnacji.

W jakich specjalizacjach brakuje lekarzy? Do jakiego lekarza najtrudniej się dostać?

Problem z dostaniem się do lekarza to dla pacjentów codzienność. Największe kolejki notuje się do specjalistów przyjmujących w ramach podstawowej opieki zdrowotnej, ale w wielu województwach również na prywatne wizyty trzeba czekać kilka tygodni. Sprawdź, jakich specjalizacji poszukują pracodawcy!

Suplementacja na diecie ketogenicznej — czego potrzebuje organizm i jak uzupełniać niedobory

Dieta ketogeniczna, znana również jako dieta keto, to sposób żywienia charakteryzujący się bardzo niskim spożyciem węglowodanów (zazwyczaj poniżej 50 gramów dziennie), umiarkowaną ilością białka i wysoką zawartością zdrowych tłuszczów. Taka proporcja makroskładników zmusza organizm do zmiany głównego źródła energii z glukozy na ketony – związki powstające z rozkładu tłuszczów w wątrobie. Stan metaboliczny, w którym ciała ketonowe stają się podstawowym paliwem dla komórek, nazywamy ketozą. Z medycznego punktu widzenia dieta niskowęglowodanowa może wspierać redukcję masy ciała, poprawę kontroli glikemii u osób z insulinoopornością oraz korzystnie wpływać na profil lipidowy krwi, choć wymaga świadomego planowania, aby uniknąć niedoborów składników odżywczych.

Testy wielogenowe pozwalają uniknąć niepotrzebnej chemioterapii

– Wiemy, że nawet do 85% pacjentek z wczesnym rakiem piersi w leczeniu uzupełniającym nie wymaga chemioterapii. Ale nie da się ich wytypować na podstawie stosowanych standardowo czynników kliniczno-patomorfologicznych. Taki test wielogenowy jak Oncotype DX pozwala nam wyłonić tę grupę – mówi onkolog, prof. Renata Duchnowska.

10 000 kroków dziennie? To mit!

Odkąd pamiętam, 10 000 kroków było złotym standardem chodzenia. To jest to, do czego powinniśmy dążyć każdego dnia, aby osiągnąć (rzekomo) optymalny poziom zdrowia. Stało się to domyślnym celem większości naszych monitorów kroków i (czasami nieosiągalną) linią mety naszych dni. I chociaż wszyscy wspólnie zdecydowaliśmy, że 10 000 to idealna dzienna liczba do osiągnięcia, to skąd się ona w ogóle wzięła? Kto zdecydował, że jest to liczba, do której powinniśmy dążyć? A co ważniejsze, czy jest to mit, czy naprawdę potrzebujemy 10 000 kroków dziennie, aby osiągnąć zdrowie i dobre samopoczucie?

Najlepsze systemy opieki zdrowotnej na świecie

W jednych rankingach wygrywają europejskie systemy, w innych – zwłaszcza efektywności – dalekowschodnie tygrysy azjatyckie. Większość z tych najlepszych łączy współpłacenie za usługi przez pacjenta, zazwyczaj 30% kosztów. Opisujemy liderów. Polska zajmuje bardzo odległe miejsca w rankingach.

Super Indukcyjna Stymulacja (SIS) – nowoczesna metoda w fizjoterapii neurologicznej i ortopedycznej

Współczesna fizjoterapia dysponuje coraz szerszym wachlarzem metod terapeutycznych, które pozwalają skuteczniej i szybciej osiągać cele rehabilitacyjne. Jedną z technologii, która w ostatnich latach zyskuje na znaczeniu w leczeniu schorzeń układu mięśniowo-szkieletowego oraz neurologicznych, jest Super Indukcyjna Stymulacja, w skrócie SIS. Ta nieinwazyjna metoda wykorzystuje wysokoenergetyczne pole elektromagnetyczne do głębokiej stymulacji tkanek, oferując alternatywę dla tradycyjnych form elektroterapii i kinezyterapii.

Polisa jako element wsparcia finansowego – jak zadbać standard życia najbliższych?

Materiał marketingowy: W dynamicznie zmieniającym się świecie poczucie stabilizacji staje się jedną z najcenniejszych wartości. Ubezpieczenie na życie może pomóc złagodzić finansowe skutki trudnych sytuacji i wesprzeć bliskich w razie zdarzeń losowych.

Wczesny hormonozależny rak piersi – szanse rosną

Wczesny hormonozależny rak piersi u ponad 30% pacjentów daje wznowę nawet po bardzo wielu latach. Na szczęście w kwietniu 2022 roku pojawiły się nowe leki, a więc i nowe możliwości leczenia tego typu nowotworu. Leki te ograniczają ryzyko nawrotu choroby.

Lecytyna sojowa – wszechstronne właściwości i zastosowanie w zdrowiu

Lecytyna sojowa to substancja o szerokim spektrum działania, która od lat znajduje zastosowanie zarówno w medycynie, jak i przemyśle spożywczym. Ten niezwykły związek należący do grupy fosfolipidów pełni kluczową rolę w funkcjonowaniu organizmu, będąc podstawowym budulcem błon komórkowych.

Czy szczoteczka soniczna jest dobra dla osób z aparatem ortodontycznym?

Szczoteczka soniczna to zaawansowane narzędzie do codziennej higieny jamy ustnej, które cieszy się rosnącą popularnością. Jest szczególnie ceniona za swoją skuteczność w usuwaniu płytki nazębnej oraz delikatne, ale efektywne działanie. Ale czy szczoteczka soniczna jest odpowiednia dla osób noszących aparat ortodontyczny? W tym artykule przyjrzymy się zaletom, które sprawiają, że szczoteczka soniczna jest doskonałym wyborem dla osób z aparatem ortodontycznym, oraz podpowiemy, jak prawidłowo jej używać.

Na czym polega świadoma pielęgnacja twarzy?

Świadoma pielęgnacja twarzy to trend, który wykracza poza zwykłe stosowanie kosmetyków. To przede wszystkim umiejętność słuchania swojej skóry, rozumienia jej aktualnych potrzeb i podejmowania decyzji pielęgnacyjnych opartych na wiedzy o składnikach aktywnych. Na czym polega świadoma pielęgnacja twarzy? Na zastąpieniu przypadkowych zakupów celowanym działaniem, minimalizacji ryzyka podrażnień i maksymalizacji efektywności.

Leki, patenty i przymusowe licencje

W nowych przepisach przygotowanych przez Komisję Europejską zaproponowano wydłużenie monopolu lekom, które odpowiedzą na najpilniejsze potrzeby zdrowotne. Ma to zachęcić firmy farmaceutyczne do ich produkcji. Jednocześnie Komisja proponuje wprowadzenie przymusowego udzielenia licencji innej firmie na produkcję chronionego leku, jeśli posiadacz patentu nie będzie w stanie dostarczyć go w odpowiedniej ilości w sytuacjach kryzysowych.



© 2026 SANITAS sp. z o.o. | Ustawienia cookies

bot