Służba Zdrowia - strona główna
SZ nr 43–50/2018
z 14 czerwca 2018 r.


>>> Wyszukiwarka leków refundowanych


Od porozumienia do rozczarowania

Małgorzata Solecka

– Minister zdrowia szybko zużył kredyt zaufania, jakim go w lutym obdarzyliśmy – mówią rozgoryczeni liderzy Porozumienia Rezydentów OZZL. Projekt nowelizacji ustawy o świadczeniach finansowanych ze środków publicznych, która ma zostać w czerwcu uchwalona przez sejm, spotkał się z niezwykle ostrą krytyką ze strony młodych lekarzy. Zresztą – nie tylko młodych, i nie tylko lekarzy. Ale to rezydenci mają do ministra największy żal. I to oni mówią: „Czujemy się oszukani”.

Ministerstwo Zdrowia opublikowało projekt ustawy, gdy majowy numer „Służby Zdrowia” wysyłaliśmy do drukarni. Zdążyliśmy go tylko pokrótce omówić.

Kluczowe punkty projektu to:
• skrócenie okresu dochodzenia do 6 proc. PKB wydatków na zdrowie ze środków publicznych do 2024 roku (projekt nowelizacji stanowi, że w tym roku na zdrowie zostanie wydanych ponad 2 mld zł więcej w stosunku do ustawy z jesieni 2017 roku, natomiast w latach 2019–2020 żadnego dodatkowego wzrostu nie będzie);
• wprowadzenie dla rezydentów tzw. dodatku lojalnościowego. Lekarze, którzy zobowiążą się do przepracowania po zakończeniu specjalizacji dwóch z pięciu kolejnych lat, będą otrzymywać dodatkowe pieniądze (600 zł brutto, 700 zł w przypadku specjalizacji deficytowej);
• ustalenie stałego wynagrodzenia dla części specjalistów, pracujących w szpitalach, na poziomie 6750 zł. Takie wynagrodzenie obwarowane jest jednak licznymi warunkami.
Labirynt ustaleń

Na opinie i analizy, co oznaczają propozycje ministra zdrowia, trzeba było czekać, zwłaszcza że w pierwszej chwili liderzy PR OZZL najwyraźniej nie dowierzali własnym oczom. „Wyjaśniamy to z ministerstwem”, „To prawdopodobnie pomyłka”, „Musiał się wkraść błąd urzędnika” – próbowali uspokajać tych, którzy w mediach społecznościowych pytali, co oznaczają np. zapisy dotyczące wymogów odpracowywania bonu lojalnościowego. W lutym, po podpisaniu porozumienia, jego sygnatariusze zapewniali kolegów, że do odpracowania dodatku, pobieranego podczas rezydentury, wystarczy podjęcie jakiejkolwiek pracy w Polsce w okresie dwóch lat (z pięciu po zakończonej specjalizacji).

Projekt przedstawiony przez resort zdrowia nie pozostawia jednak złudzeń: lekarz będzie musiał odpracować bon w publicznym systemie opieki zdrowotnej (w placówce mającej kontrakt z NFZ przynajmniej na część świadczeń) i to w wymiarze czasu odpowiadającym jednemu etatowi. Tak jak przypuszczaliśmy, dla rezydentów jest to propozycja nie do przyjęcia. W trakcie konsultacji publicznych zażądali od ministra zdrowia przywrócenia w ustawie tego, co zostało ustalone w czasie lutowych negocjacji. Problem w tym, że zapisy porozumienia w tej akurat sprawie są bardzo – za bardzo – ogólne. Gdyby czytać je literalnie, lekarz, który wykazałby podjęcie jakiejkolwiek pracy w Polsce (niezależnie od formy, miejsca zatrudnienia, wymiaru godzin etc.) lub udowodniłby odprowadzanie w Polsce podatków przez wymagany w ustawie okres dwóch lat, mógłby spełnić warunek rozliczenia bonu lojalnościowego. Na to jednak ani rząd, ani parlament zgody nie wyrażą. Notabene w ciągu kilku tygodni od opublikowania projektu pojawiło się wiele głosów, że dyskusja na temat odpracowywania bonu lojalnościowego przez lekarzy może się – na przykład w Komisji Zdrowia – rozwinąć w kierunku absolutnie przez lekarzy nieakceptowalnym. – Wśród posłów już dziś słychać, że warunki zaproponowane w projekcie są zbyt liberalne. Że lekarze powinni odpracowywać bon np. w placówkach wskazywanych przez resort zdrowia. Tam gdzie lekarzy danej specjalizacji jest za mało – usłyszeliśmy od jednego z posłów.

Jednak rezydenci w ogóle nie rozważają, że ktoś (posłowie) mógłby pójść krok dalej. Dla nich propozycje ministerstwa to wręcz prowokacja. – Z dzisiejszej perspektywy żałuję, że podpisałem to porozumienie. Rząd próbuje nas oszukać – mówił w maju mediom Damian Patecki, jeden z liderów PR OZZL negocjujących z ministrem Łukaszem Szumowskim treść porozumienia. Rezydenci mówią, że „w środowisku wrze”, że „siedzimy na beczce prochu”, a jeśli rząd się nie cofnie i nie zmieni projektu tak, by uwzględniał nie tylko literę, ale i ducha lutowych rozmów, „wyciągną konsekwencje”. Żądają, by po pierwsze z projektu zniknął zapis dotyczący konieczności odpracowywania dodatku w publicznym systemie, po drugie – by ministerstwo zrezygnowało z zapisu o „wymiarze odpowiadającym minimum jednemu etatowi”. Argumentują, że wielu specjalistów – na przykład patomorfolodzy, stomatolodzy – nie ma możliwości odpracowania bonu na zakładanych przez resort warunkach, co z góry wyklucza ich z możliwości otrzymania dodatkowych pieniędzy, nawet jeśli po ukończeniu specjalizacji pozostaną w Polsce.

Sęk w tym, że na razie to nie rząd, a Ministerstwo Zdrowia odpowiada za kształt projektu. Etap uzgodnień międzyresortowych zakończył się równolegle do konsultacji publicznych, a resort zdrowia obiecywał, że projekt ustawy (wraz z poprawkami) będzie gotowy do końca maja. Tak się jednak nie stało i tylko częściowo można to wyjaśnić niesprzyjającym dotrzymywaniu terminów długim weekendem. Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że w rządzie nie będzie zgody na uwzględnienie postulatów rezydentów dotyczących bonu lojalnościowego. Z kolei po stronie rezydentów w tej sprawie zdecydowanie wypowiedział się nowo wybrany prezes Naczelnej Rady Lekarskiej, co może zwiastować bliskie zwarcie na linii rząd – samorząd lekarski.

Kolejnym punktem zapalnym są wynagrodzenia specjalistów. W porozumieniu zapisano, że specjaliści zatrudnieni na etacie, którzy podpiszą z placówką macierzystą umowę na wyłączność w zakresie świadczeń tożsamych, będą otrzymywać wynagrodzenie zasadnicze w wysokości 6750 zł brutto. I projekt ustawy realizuje ten punkt porozumienia, jednak w znaczący sposób rozszerzając pojęcie „świadczeń tożsamych”. Początkowo, z zapowiedzi ministra sprzed kilku miesięcy wynikało, że umowa na wyłączność będzie dotyczyć tylko dyżurów na oddziałach szpitalnych. Jednak ministerstwo poszło w projekcie znacznie dalej, rozszerzając listę „zakazanych” prac dodatkowych o zatrudnienie w zespołach ratownictwa medycznego, hospicjach, zakładach opiekuńczo-leczniczych czy uzdrowiskach. Specjalistom zostanie więc praca w POZ i poradniach specjalistycznych – ale pod warunkiem że nie są one prowadzone przez podmiot, który ma podpisany kontrakt z NFZ na któreś „zakazane” świadczenie. Rezydenci zwracają uwagę, że w ten sposób bez opieki lekarzy może zostać np. duża część pacjentów w hospicjach onkologicznych. Ministerstwo chce również, by z gwarantowanej pensji mogli skorzystać lekarze, którzy udzielają świadczeń zdrowotnych w trybie całodobowym (a więc wyłącznie ci, którzy są zatrudnieni w strukturze oddziałów i dyżurują). Rezydenci twierdzą, że również ten punkt łamie porozumienie, w którym aż tak licznych obostrzeń nie było.

Czarne scenariusze

Z zupełnie innych powodów propozycje ministerstwa krytykuje wielu dyrektorów szpitali. Co prawda w projekcie resort zobowiązuje się do pokrycia w latach 2018–2020 kosztów podniesienia wynagrodzeń zasadniczych tych specjalistów, którzy podpiszą umowy lojalnościowe, ale szpital nie otrzyma środków choćby na wyższe składki ZUS czy stawki dyżurowe – te obciążenia będzie musiał ponieść samodzielnie. Nie to jednak – jak się wydaje – najbardziej przeraża dyrektorów, zwłaszcza mniejszych szpitali. Bo wszyscy czekają, który z czarnych scenariuszy – po wejściu w życie ustawy w proponowanym brzmieniu – zacznie się realizować.

Wariant A. Z dużym prawdopodobieństwem zakładany przez Ministerstwo Zdrowia, w którym wyższe wynagrodzenie – na tych warunkach – skusi znikomą liczbę lekarzy, nie więcej niż kilka procent w skali kraju (czyli kilka tysięcy). Głównie kobiet i starszych lekarzy, którzy i tak są najmniej skłonni do tzw. turystyki dyżurowej. System nie odczuwa skutków wypadnięcia z rynku lekarzy, którzy w tej chwili zabezpieczają dyżury, bo lekarze, którzy wezmą wyższą gwarantowaną pensję i tak nie pełnili dyżurów.

Wariant B. Okazuje się, że 6750 zł brutto z wyższymi stawkami dyżurowymi to kusząca propozycja dla tych specjalistów, którzy przyjmują pacjentów w prywatnym gabinecie lub poradniach nieudzielających „świadczeń tożsamych” i kilkanaście procent specjalistów pracujących w szpitalach rezygnuje z dyżurowania i pracy poza jednostką macierzystą. Szpitale, zwłaszcza te, które w tej chwili zabezpieczają ciągłość obsady głównie lekarzami kontraktowanymi z zewnątrz, staną przed diabelską alternatywą: podnieść stawki godzinowe, oferować specjalistom pracę na etacie (oczywiście po rynkowych, wyższych stawkach), czyli – zadłużać szpital lub godzić się na coraz mniejszy kontrakt lub nawet wypadnięcie z sieci na skutek niemożności zrealizowania umowy z NFZ. Po stronie właścicieli szpitali (samorządów powiatowych i wojewódzkich) będzie zaś decyzja o ewentualnym zamknięciu lub radykalnym przeprofilowaniu placówki.

Problem może dotyczyć nawet kilkudziesięciu szpitali w Polsce. I uważna lektura projektu każe sądzić, że ministerstwo bierze pod uwagę i ten wariant rozwoju sytuacji. Zawarto bowiem zastrzeżenie, że dyrektor oddziału NFZ może opublikować wykaz placówek, które – ze względu na konieczność zapewnienia dostępności świadczeń zdrowotnych dla pacjentów – zostaną wyłączone z zakazu wykonywania „świadczeń tożsamych”. Część szpitali otrzyma więc zielone światło na zatrudnianie lekarzy, którzy będą otrzymywać gwarantowaną wyższą pensję, część takiej zgody nie dostanie.
Skądinąd – w zamknięciu części szpitali czy oddziałów nie należy upatrywać żadnego armagedonu. Nie od dziś wiadomo, że liczba łóżek w Polsce jest dużo wyższa niż średnia UE i OECD, co przy niskim poziomie finansowania czyni nasz system absurdalnie rozrzutnym. Jednak brak odwagi i woli politycznej kolejnych ekip rządowych nie pozwoliły na żadne radykalne decyzje, które doprowadziłyby do pożądanej koncentracji strumienia finansowego i kapitału ludzkiego. Mniej łóżek, mniej oddziałów, mniej szpitali przynajmniej częściowo pozwoliłoby na rozwiązanie problemów kadrowych. Zawarte w lutym porozumienie otworzyło furtkę do przeprowadzenia przynajmniej minimalnych zmian – i to bez ponoszenia większej politycznej odpowiedzialności. Jeśli bowiem część oddziałów zostanie zamkniętych, a kilkanaście szpitali stanie przed wizją bankructwa, będzie to „wina” lekarzy, nie polityków.

Wariant C. Lekarze – zarówno pracujący na umowach o pracę, jak i kontraktowi – nie czekają na 6750 zł brutto obwarowane licznymi ograniczeniami i przystępują do negocjacji płacowych na poziomie krajowym lub lokalnym. Krajowy Zjazd Lekarzy potwierdził, że dla samorządu lekarskiego postulat ustalenia płac minimalnych dla lekarzy w schemacie 1–2–2,5–3 (średnia krajowa, od stażysty przez lekarza bez specjalizacji i lekarza z „jedynką” po specjalistę) pozostaje niezmienny.
Wiadomo, że płacowe propozycje Ministerstwa Zdrowia – zarówno zawarte w projekcie nowelizacji ustawy o wynagrodzeniach minimalnych, jak i w nowelizacji ustawy o świadczeniach zdrowotnych finansowanych ze środków publicznych – nie satysfakcjonują środowiska lekarskiego. W części placówek już w tej chwili lekarze negocjują znacząco wyższe (niż te, które wynikają z propozycji resortu zdrowia) stawki. Pod koniec maja porozumienie ze specjalistami wynegocjowała dyrekcja Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Lublinie – zasadnicza pensja od września ma wynieść 2 średnie krajowe. Porozumienie obejmuje również pielęgniarki (1,5 średniej krajowej), a swoje pensje chcą renegocjować również inni pracownicy. Tymczasem dług WSS w Lublinie wynosi 250 mln złotych. Szpital nie ma jeszcze informacji, jak będzie wyglądać kontrakt na drugie półrocze 2018 roku.
Nie ma, bo zmiany w planie finansowym NFZ nastąpią dopiero w lipcu. A rezydenci obawiają się, że i w tym punkcie rząd nie zamierza dotrzymać umowy. Dlaczego? Wiele wskazuje, że wzrost finansowania na 2018 rok zostanie pokryty wyłącznie (lub niemal wyłącznie) z wyższej składki zdrowotnej.

Wzrost bez wzrostu

GUS podał w maju wstępne dane dot. PKB za 2017 rok. Na podstawie wskaźnika zostanie wyliczony poziom publicznych wydatków na ochronę zdrowia. PKB Polski za 2017 rok wyniosło 1 982,1 mld zł. Zgodnie z ustawą o świadczeniach zdrowotnych finansowanych ze środków publicznych na ochronę zdrowia mamy wydać w 2018 roku 4,67 proc. PKB. Czyli 92,56 mld zł. Na tę kwotę składają się: składka zdrowotna, która wpływa do NFZ, wydatki budżetowe w części budżetu państwa, której dysponentem jest minister właściwy do spraw zdrowia, wydatki budżetowe w dziale „ochrona zdrowia” w innych częściach budżetu państwa oraz wydatki budżetowe w innych działach budżetu państwa przeznaczone na finansowanie składki na ubezpieczenie zdrowotne, koszty związane z realizacją staży podyplomowych lekarzy i lekarzy dentystów oraz specjalizacji lekarzy, lekarzy dentystów, pielęgniarek i położnych.

Na koniec maja, zgodnie z obowiązującą ustawą, do osiągnięcia 92,56 mld zł brakuje ok. 2 mld zł. To prawdopodobnie mniej, niż kwota, o którą zostanie skorygowany plan NFZ.

Projekt nowelizacji ustawy zakłada jednak, że wydatki wzrosną w 2018 roku do 4,78 proc., co daje 94,7 mld zł. To kolejne 2 mld zł więcej. Niewykluczone jednak, że dzięki tegorocznemu szybszemu wzrostowi PKB (instytucje międzynarodowe korygują prognozy dla Polski mocno w górę), wzrostowi płac i malejącemu bezrobociu pobór składki zdrowotnej wystarczy, by pokryć i tę różnicę.

Rezydenci uważają, że zapisy projektu to nic innego jak kreatywna księgowość, która ma wykazać wzrost… bez wzrostu. – W porozumieniu ustaliliśmy, że nakłady na służbę zdrowia będą sukcesywnie rosły do sześciu procent PKB. Rozpisaliśmy to dokładnie, o ile procent mają one wzrosnąć każdego roku. Tymczasem, jak się wczytamy w rządowy projekt ustawy, to te zapisy są tak mało precyzyjne, jakby ktoś chciał sprawę rozmydlić. I wygląda na to, że w praktyce pieniędzy na ochronę zdrowia będzie mniej, choć pozornie, na papierze wszystko niby się będzie zgadzało – podsumował w rozmowie z Onet.pl Damian Patecki.




Z ostatniej chwili

6 czerwca przedstawiciele PR OZZL spotkali się z ministrem Łukaszem Szumowskim, który obiecał, że część ich uwag zostanie uwzględniona. Złagodzona ma zostać definicja „świadczeń tożsamych” (hospicja i ZOL-e będą mogły zatrudniać specjalistów pobierających gwarantowaną pensję za pracę na wyłączność). Zliberalizowane mają zostać zapisy o dodatkach lojalnościowych: będzie można je odpracowywać w mniejszym wymiarze czasu pracy niż jeden etat, ale dłużej (do pięciu lat), pracując w placówkach z kontraktem na NFZ, choć niekoniecznie wykonując świadczenia z zakresu swojej specjalizacji. Jeśli lekarz będzie musiał zwrócić dodatek, będzie to kwota netto powiększona o składki na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne (ale już nie o podatek dochodowy, jak przewiduje projekt). Łukasz Szumowski obiecał też rezydentom m.in., że poprawi projekt nowelizacji ustawy o wynagrodzeniach minimalnych, tak by gwarancje podwyżek pensji do 2021 roku obejmowały również tę grupę lekarzy.





Najpopularniejsze artykuły

Ile trwają studia medyczne w Polsce? Podpowiadamy!

Studia medyczne są marzeniem wielu młodych ludzi, ale wymagają dużego poświęcenia i wielu lat intensywnej nauki. Od etapu licencjackiego po specjalizację – każda ścieżka w medycynie ma swoje wyzwania i nagrody. W poniższym artykule omówimy dokładnie, jak długo trwają studia medyczne w Polsce, jakie są wymagania, by się na nie dostać oraz jakie możliwości kariery otwierają się po ich ukończeniu.

Super Indukcyjna Stymulacja (SIS) – nowoczesna metoda w fizjoterapii neurologicznej i ortopedycznej

Współczesna fizjoterapia dysponuje coraz szerszym wachlarzem metod terapeutycznych, które pozwalają skuteczniej i szybciej osiągać cele rehabilitacyjne. Jedną z technologii, która w ostatnich latach zyskuje na znaczeniu w leczeniu schorzeń układu mięśniowo-szkieletowego oraz neurologicznych, jest Super Indukcyjna Stymulacja, w skrócie SIS. Ta nieinwazyjna metoda wykorzystuje wysokoenergetyczne pole elektromagnetyczne do głębokiej stymulacji tkanek, oferując alternatywę dla tradycyjnych form elektroterapii i kinezyterapii.

Czynniki wpływające na wyniki badań laboratoryjnych

Diagnostyka laboratoryjna jest nieodłączną składową procesu diagnostyczno-terapeutycznego, a wyniki badań laboratoryjnych stanowią nieocenione źródło informacji o stanie zdrowia pacjenta. Pod warunkiem że wynik taki jest wiarygodny.

Potencjalne interakcje i "ukryta" farmakologia. Wyzwania w diagnostyce pacjentów stosujących zaawansowaną suplementację sportową

Współczesny pacjent trafiający do gabinetu lekarza POZ lub specjalisty (endokrynologa, kardiologa) różni się znacząco od profilu chorego sprzed dwóch dekad. Dostęp do wiedzy medycznej – często niezweryfikowanej – oraz globalizacja rynku e-commerce sprawiły, że zjawisko samoleczenia (self-medication) wykroczyło daleko poza stosowanie witamin czy leków przeciwbólowych dostępnych bez recepty. Coraz większym wyzwaniem staje się tzw. "ukryta suplementacja" środkami z pogranicza farmakologii i dopingu, o której pacjenci rzadko wspominają w wywiadzie, a która może mieć kluczowy wpływ na wyniki badań laboratoryjnych oraz dobór terapii.

Suplementacja kolagenem jako wsparcie zdrowia stawów u osób aktywnych fizycznie

Kolagen to podstawowe białko strukturalne organizmu, które stanowi fundament tkanki łącznej. Odgrywa kluczową rolę w funkcjonowaniu stawów, kości oraz całego układu ruchu. Niestety, naturalna produkcja kolagenu w organizmie zaczyna spadać już po 25 roku życia, co może prowadzić do problemów takich jak ból stawów, sztywność czy ograniczona mobilność. Dla osób aktywnych fizycznie, których stawy są regularnie poddawane zwiększonym obciążeniom, suplementacja kolagenem może być szczególnie korzystna w utrzymaniu zdrowia aparatu ruchu i zapobieganiu kontuzjom.

Soczewki kontaktowe jednodniowe i miesięczne – wady i zalety obu opcji

Soczewki kontaktowe są popularnym wyborem wśród osób potrzebujących korekcji wzroku. Oferują one wiele korzyści w porównaniu do tradycyjnych okularów, takich jak lepsze pole widzenia czy łatwość w uprawianiu sportów. Wśród różnych typów soczewek kontaktowych, jednodniowe i miesięczne to dwie z najbardziej popularnych opcji. Każda z nich ma swoje specyficzne zalety i wady, które warto rozważyć przed podjęciem decyzji.

10 000 kroków dziennie? To mit!

Odkąd pamiętam, 10 000 kroków było złotym standardem chodzenia. To jest to, do czego powinniśmy dążyć każdego dnia, aby osiągnąć (rzekomo) optymalny poziom zdrowia. Stało się to domyślnym celem większości naszych monitorów kroków i (czasami nieosiągalną) linią mety naszych dni. I chociaż wszyscy wspólnie zdecydowaliśmy, że 10 000 to idealna dzienna liczba do osiągnięcia, to skąd się ona w ogóle wzięła? Kto zdecydował, że jest to liczba, do której powinniśmy dążyć? A co ważniejsze, czy jest to mit, czy naprawdę potrzebujemy 10 000 kroków dziennie, aby osiągnąć zdrowie i dobre samopoczucie?

Właściwe rozpoznanie swojego typu stopy

Każda stopa jest inna, a jej budowa wpływa na sposób chodzenia, komfort noszenia obuwia i zdrowie całego układu ruchu. Właściwe rozpoznanie swojego typu stopy to pierwszy krok do dobrania odpowiednich butów i wkładek. Niewłaściwe dopasowanie może prowadzić do bólu kolan, przeciążeń ścięgien, a nawet zmian w postawie ciała. Warto więc poświęcić chwilę, by sprawdzić, jaki masz typ stopy i jak o nią zadbać.

Czy Unia zakaże sprzedaży ziół?

Z końcem 2023 roku w całej Unii Europejskiej wejdzie w życie rozporządzenie ograniczające sprzedaż niektórych produktów ziołowych, w których stężenie alkaloidów pirolizydynowych przekroczy ustalone poziomy. Wszystko za sprawą rozporządzenia Komisji Europejskiej 2020/2040 z dnia 11 grudnia 2020 roku zmieniającego rozporządzenie nr 1881/2006 w odniesieniu do najwyższych dopuszczalnych poziomów alkaloidów pirolizydynowych w niektórych środkach spożywczych.

Przyszłość leczenia hemofilii w Polsce – jednym głosem na temat koniecznych zmian

W leczeniu hemofilii w Polsce odnieśliśmy sukces, ale Narodowy Program Leczenia Chorych na Hemofilię i Pokrewne Skazy Krwotoczne i cały model, jaki przyjęliśmy, muszą ewoluować. Przemawiają za tym zarówno postęp medycyny, oczekiwania pacjentów, jak i zmieniające się, niekoniecznie pozytywnie, uwarunkowania w jakich funkcjonuje płatnik – takie wnioski płyną z debaty, w której udział wzięli eksperci kliniczni, pacjenci, eksperci systemowi oraz przedstawiciele regulatora i płatnika publicznego.

Wrzody żołądka – objawy i przyczyny. Jakie badania wykonać?

Choroba wrzodowa żołądka i dwunastnicy (potocznie określana również mianem wrzodów żołądka) jest kojarzona przede wszystkim ze stresem – przy czym tak naprawdę ma on niewielkie znaczenie w procesie powstawania tego schorzenia. Jak rozpoznać wrzody żołądka? Gdzie boli brzuch w przebiegu choroby wrzodowej i z jakimi objawami należy zgłosić się do lekarza?

Na czym polega świadoma pielęgnacja twarzy?

Świadoma pielęgnacja twarzy to trend, który wykracza poza zwykłe stosowanie kosmetyków. To przede wszystkim umiejętność słuchania swojej skóry, rozumienia jej aktualnych potrzeb i podejmowania decyzji pielęgnacyjnych opartych na wiedzy o składnikach aktywnych. Na czym polega świadoma pielęgnacja twarzy? Na zastąpieniu przypadkowych zakupów celowanym działaniem, minimalizacji ryzyka podrażnień i maksymalizacji efektywności.

Ból pleców przy pracy siedzącej – jak mu zapobiegać?

Jeszcze kilka lat temu ból pleców kojarzył się głównie z pracą fizyczną. Dziś coraz częściej dotyczy osób, które przez większość dnia siedzą przy komputerze.

Rekrutacja na medycynę krok po kroku – wymagania, egzaminy, dokumenty

Planujesz spełnić swoje marzenie i pójść na studia medyczne? Sprawdź, jakie formalności musisz spełnić podczas rekrutacji na polskie i zagraniczne uczelnie!

Najlepsze systemy opieki zdrowotnej na świecie

W jednych rankingach wygrywają europejskie systemy, w innych – zwłaszcza efektywności – dalekowschodnie tygrysy azjatyckie. Większość z tych najlepszych łączy współpłacenie za usługi przez pacjenta, zazwyczaj 30% kosztów. Opisujemy liderów. Polska zajmuje bardzo odległe miejsca w rankingach.

W jakich specjalizacjach brakuje lekarzy? Do jakiego lekarza najtrudniej się dostać?

Problem z dostaniem się do lekarza to dla pacjentów codzienność. Największe kolejki notuje się do specjalistów przyjmujących w ramach podstawowej opieki zdrowotnej, ale w wielu województwach również na prywatne wizyty trzeba czekać kilka tygodni. Sprawdź, jakich specjalizacji poszukują pracodawcy!



© 2026 SANITAS sp. z o.o. | Ustawienia cookies

bot