Służba Zdrowia - strona główna
SZ nr 67–76/2019
z 5 września 2019 r.

Stuknij na okładkę, aby przejść do spisu treści tego wydania


>>> Wyszukiwarka leków refundowanych


Nie taki Czarnobyl straszny, jak go malują

Krzysztof Boczek

Katastrofa w ukraińskiej elektrowni atomowej zabiła setki razy mniej osób niż nawyk palenia papierosów czy picia alkoholu w krajach byłego ZSRR. Prawdopodobieństwo zachorowania na raka zwiększyło się dla Europejczyka – wskutek awarii z 1986 r. – z 43 do… 43,1 procent.

Rozmowa z dr. Robertem Peterem Gale’em, amerykańskim specjalistą od przeszczepów szpiku kostnego, międzynarodowej sławy profesorem kilku uczelni medycznych, pierwszym naukowcem i lekarzem z Zachodu, dopuszczonym do leczenia ofiar katastrofy w Czarnobylu. Dr Gale jest autorem ponad 800 publikacji naukowych, 20 książek, fragmentów scenariuszy kilku filmów oraz… aktorem.

Krzysztof Boczek: Czy często wraca Pan do czasów spędzonych w Moskwie i ówczesnym ZSRR tuż po wybuchu w Czarnobylu?

Robert Gale: Oczywiście.

K.B.: To był ważny czas w Pana karierze zawodowej?

R.G.: Tak bym to określił.

K.B.: Co Pana najbardziej zaskoczyło w szpitalach Moskwy, Kijowa, gdy oglądał Pan poszkodowanych po tej katastrofie?

R.G.: Nie powiedziałbym, że coś mnie zaskoczyło. My, lekarze, zwłaszcza specjaliści od przeszczepów czy transfuzji, jesteśmy przygotowani na takie widoki, na działanie w sytuacji katastrofy. I tak się też stało tam, gdy spotykałem w większości mocno napromieniowanych pacjentów.

K.B.: Co było dla Pana najbardziej istotnym doświadczeniem z tego okresu?

R.G.: Przez dekadę z kolegami testowaliśmy na małpach i myszach molekuły/hormony, które stymulowały szybsze odbudowywanie zniszczeń, jakich w ciele dokonywało promieniowanie radioaktywne. Ale do maja 1986 r. nie testowaliśmy ich na ludziach. Wypadek w Czarnobylu stworzył taką możliwość. Przetestowaliśmy ten specyfik pierwszy raz na ofiarach Czarnobyla i lek okazał się bardzo efektywny – uratował życie wielu osób.

Obecnie jest podawany tysiącom pacjentów na świecie, którzy przechodzą intensywne terapie antyrakowe i cierpią na białaczkę.

Ciekawostką jest, że pierwszą osobą, której podano ten lek... byłem ja. Doszliśmy do wniosku z kolegami, że lepiej będzie, aby to nie obywatele radzieccy, jako pierwsi ludzie, przyjęli ten specyfik. Dlatego z moim rosyjskim kolegą – Andriejem Worobiowem (słynny rosyjski hematolog, red.) – zdecydowaliśmy, że najpierw wstrzykniemy sobie nawzajem specyfik. I jeśli następnego dnia będzie z nami wszystko OK, to dopiero zastosujemy to u ofiar Czarnobyla. I tak się stało. Na zastosowanie leku uzyskaliśmy wcześniej zezwolenie z radzieckiego Politbiura.

K.B.: Czytałem wiele raportów nt. długoterminowego wpływu Czarnobyla na zdrowie ludzi. Różniły się znacząco – od kilkuset ofiar po kilkaset tysięcy, nawet prawie milion. Pan długo prowadził też takie badania. Jakie więc Pana zdaniem są efekty tej katastrofy?

R.G.: Staraliśmy się ustalić jedyną, istotną dla zdrowia zmianę spowodowaną przez tę katastrofę – wzrost zachorowań na raka. Do obliczeń musieliśmy użyć jakichś modeli. Mieliśmy takie, ale tylko gdy w grę wchodziła ekspozycja na wybuch atomowy – dane zebrane w Japonii. Krótka ekspozycja – 1-2 sekundy – i silna, z wielkimi dawkami promieniowania. Tymczasem w Czarnobylu ludzie byli eksponowani na niskie promieniowanie, ale przez lata, a nie sekundy, więc model z bombą atomową musieliśmy przenieść na sytuację z Czarnobyla. Dodatkowo wiele wątpliwości mieliśmy co do tego, jakie zmiany w człowieku dokonuje ekspozycja na niskie dawki promieniowania.

Nie znaleźliśmy dowodów na wzrost białaczki po Czarnobylu, może z jednym wyjątkiem – możliwego wzrostu zachorowań na przewlekłą białaczkę limfocytową. Ta zaś jest jedyną, której zachorowalności nie odnotowaliśmy po wybuchu atomowym. Musieliśmy być więc bardzo ostrożni w swoich ustaleniach. Opierając się na danych, jakie mieliśmy, nie widzieliśmy zbyt wielkiej groźby na radykalny wzrost zachorowalności na raka. Wyliczyliśmy, że dodatkowych przypadków nowotworu, spowodowanych promieniowaniem z Czarnobyla, może być między 4 a 16 tys. Tymczasem bez Czarnobyla i tak byłoby w populacji Europy ok. 200 mln przypadków raka. Te 4-16 tys. są bardzo trudne albo może nawet niemożliwe do odnalezienia w tej liczbie. Z jednym wyjątkiem – w ciągu 10 lat po katastrofie zidentyfikowaliśmy ok. 7 tys. przypadków raka tarczycy, prawie wyłącznie u dzieci. ⅓ z tych przypadków była spowodowana piciem mleka napromieniowanego przez pierwsze 3 miesiące po awarii. I tylko w tym przypadku nie ma wątpliwości, że to efekt katastrofy.

Podsumowując: ryzyko, że przeciętny mieszkaniec Europy zachoruje na raka wynosi 43 proc. Czarnobyl zwiększył je do... 43,1 proc. I to zakładając najgorszy scenariusz z ww. wyliczeń.

K.B.: Przecież to niewiele!

R.G.: Tak. Tym bardziej że pozbycie się nawyku palenia papierosów albo picia alkoholu tylko w krajach byłego ZSRR ocaliłoby setki razy więcej ludzi, niż gdybyśmy uniknęli katastrofy w Czarnobylu.

K.B.: Czy te estymacje naukowców relatywnie krótko po awarii były takie same jak obecnie?

R.G.: Wiedza, którą właśnie podałem, nie jest nowa i nie zmieniła się od czasów, gdy te szacunki ujawnialiśmy. Nowe jest to, że rzeczywistość nas nie zaskoczyła – nie zaobserwowaliśmy znacznego wzrostu przypadków białaczki, raka piersi, płuc itp. To nie znaczy, że nie miało to miejsca. Znaczy jedynie, że nie byliśmy w stanie ich wykryć. Więc nigdy bym nie powiedział, że nie ma innych nowotworów spowodowanych awarią w Czarnobylu.

K.B.: Dlaczego te szeroko zakrojone raporty, których było wiele, tak różniły się w swoich przewidywaniach, szacunkach, wnioskach?

R.G.: Energia atomowa wchodzi nie tylko w sferę nauki, ale także polityki. Jeśli zajrzy pan do raportów UNSCEAR ONZ, Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej czy innej grupy naukowców z doświadczeniem w energii atomowej i biologii, to zauważy pan, że nie ma wielkich różnic w ich szacunkach. Naukowo podparte wyliczenia nie dawały rezultatów rzędu 100–200 tys. ofiar. Takie wyniki pochodziły od ekologów…

K.B.: Dokładnie – 200–300 tys. ofiar wyliczał Greenpeace.

R.G.: Jestem pewien, że ci ludzie mają dobre intencje. Chociaż z drugiej strony dziwi mnie ta postawa. Te grupy są bardzo zainteresowane kwestią zmian klimatycznych, a paradoksalnie to energia atomowa jest sposobem, by przeciwdziałać globalnemu ociepleniu w ciągu najbliższych 20–30 lat. Te grupy powinny ją wspierać, a – co zaskakuje – ją zwalczają.

K.B.: Oglądał Pan cały serial HBO „Czarnobyl”. Spodobał się Panu ten film?

R.G.: Tak. Nieźle to zrobili, tj. przedstawili tę katastrofę i przyciągnęli uwagę publiki do tego historycznego wydarzenia.

Problem jest inny. Ja mieszkam w Hollywood i jestem także aktorem oraz autorem scenariuszy bez sukcesów. Ale wiem, że aby napisać dobry scenariusz trzeba mieć ciekawą linię historii, na tyle, by – w przypadku serialu – co tydzień przyciągnąć widzów do kolejnego odcinka, a odciągnąć ich od oglądania meczu bejsbola. I to się udało temu serialowi.

Także bywam ekspertem konsultującym różne produkcje filmowe nt. medyczne czy radiacji. Dla mnie było zaskakujące, że w przypadku tego serialu nie było żadnej konsultacji eksperta, przynajmniej ja nie znalazłem dowodu na to, aby było inaczej. To bardzo nietypowe.

Co tydzień, po każdym odcinku pisałem kolejną recenzję „Czarnobyla”. Błędy, które mnie raziły?

1. Serial pokazywał, iż ciała strażaków (najbardziej napromieniowani w trakcie akcji ratunkowej – red.) stały się radioaktywne i niebezpieczne dla ludzi. To nieprawda. My musieliśmy ich odkazić, oczywiście, ale większość z ich radiacji była zewnętrzna.

2. W serialu jest ciężarna kobieta, która opiekuje się swoim mężem – strażakiem. Jej dziecko w wyniku tego umiera na serce. Tymczasem my dysponujemy dużą ilością danych nt. ciężarnych, które zostały wystawione na promieniowanie podczas wybuchów atomowych (w Japonii – red.), więc wiemy, jakie dawki trzeba przyjąć, aby spowodowało to uszkodzenia płodu. I wiemy też jakiego rodzaju uszkodzenia wywołuje radioaktywność. Wśród setek tysięcy osób wystawionych na efekty wybuchu bomby atomowej, w tym także kobiet w ciąży, znaleźliśmy tylko 29 przypadków, w których możemy mówić o zmianach płodowych – mniejszych lub większych upośledzeniach. I wszystkie wydarzyły się u kobiet, które były w II trymestrze, gdy bomba wybuchła. Ta kobieta z serialu nie była wystawiona na taką radiację i nie mogło to wywołać takich efektów u jej dziecka, jakie opisano. Wiemy, że po Czarnobylu w Europie, w tym także w Polsce, wykonano ok. miliona aborcji. To efekt błędnych, a wręcz chorych porad lekarzy. Wmawiali kobietom – ciężarnym w czasie katastrofy – że ich dziecko może zostać upośledzone. To było całkowicie błędne. Straszna dezinformacja. I to ze strony lekarzy, którzy powinni wiedzieć więcej, a – jak się okazuje – nie rozumieli radiacji.

3. Ostatnia rzecz – serial „Czarnobyl” sugeruje, że dziesiątki tysięcy z nas, a może nawet wszyscy, mogą umrzeć na raka wywołanego awarią w Czarnobylu. To – jak już tłumaczyłem wcześniej – jest nieprawdziwe.

Podsumowując, uważam, że każdy powinien zobaczyć ten serial, ale będąc świadomym tych nieprawdziwych informacji, jakie podaje.

K.B.: Czy Pan także pracował z ofiarami katastrofy elektrowni atomowej w Fukushimie?

R.G.: Tak. Spędziłem tam ok. 2 lat.

K.B.: Jeśli porównać skutki zdrowotne tej katastrofy z tą na Ukrainie, to która jest gorsza?

R.G.: Po pierwsze: znacznie mniej radioaktywnych substancji wydostało się z Fukushimy niż z Czarnobyla. Po drugie – istotne jest, gdzie ta radiacja poszła. Z awarii na Ukrainie trafiła głównie (z atmosfery – red.), tj. aż w 90 proc. – na ląd. A tam zagraża ona ludziom. W Japonii zaś ponad 90 proc. radiacji zostało zdeponowanej w oceanie. Tymczasem jest on naturalnie radioaktywny w pewnym stopni, więc to promieniowanie zostało w nim „rozcieńczone”.

Po trzecie – wspominałem o nowotworze tarczycy wywołanym promieniowaniem z Czarnobyla. Na Ukrainie, Białorusi i tej części Rosji ludziom zazwyczaj brakuje jodu – za mało mają go w diecie. Więc gdy nadszedł on z chmurą radioaktywną, to tarczyca chętnie go przyjęła.

W Japonii ludzie zaś jedzą dużo pokarmów z oceanu, bogatych w jod. Ich dieta jest więc go pełna i tarczyca Japończyka jest nim wypełniona. Mimo to ofiarom podawaliśmy tabletki z jodem, aby ewentualnie uzupełnić jego poziom. Skutecznie.

W ZSRR zaś, co prawda, podawaliśmy jod mieszkańcom Prypeci (miasto najbliżej elektrowni atomowej, ewakuowane kilka dni po awarii – red.), ale już nie mogliśmy jej podać mieszkańcom innych regionów.

Kolejna sprawa. Radioaktywny jod z Czarnobyla opadał na trawę, tę spożywały krowy i transferowały go do mleka. Okolica była wiejska i standardowo ludzie trzymali przy domu 1-2 krowy dla siebie. Dzieci więc piły sporo tego skażonego mleka. W Fukushimie zabieraliśmy całe mleko, dostarczając mieszkańcom inne, w zastępstwie.

Podsumowując: w Czarnobylu wszystko działało na naszą niekorzyść, a w efekcie tego mamy prawdopodobnie 2,5 tys. przypadków raka tarczycy spowodowanej promieniowaniem.

W Fukushimie wszystko działało na naszą korzyść, więc szacujemy, że nie będzie tam żadnych przypadków raka tarczycy, lub 1-2, wywołanych awarią w elektrowni.

Tak więc japońska awaria była setki razy mniejszym zagrożeniem dla zdrowia ludzi.

Za to w Fukushimie, mocno zindustrializowanym terenie, straty ekonomiczno-przemysłowo-finansowe były znacznie wyższe niż te w Czarnobylu – terenie typowo wiejskim.




Najpopularniejsze artykuły

Ciemna strona eteru

Zabrania się sprzedaży eteru etylowego i jego mieszanin – stwierdzał artykuł 3 uchwalonej przez sejm ustawy z dnia 22 czerwca 1923 r. w przedmiocie substancji i przetworów odurzających. Nie bez kozery, gdyż, jak podawały statystyki, aż 80 proc. uczniów szkół narkotyzowało się eterem. Nauczyciele bili na alarm – używanie przez dzieci i młodzież eteru prowadzi do ich otępienia. Lekarze wołali – eteromania to zguba dla organizmu, prowadzi do degradacji umysłowej, zaburzeń neurologicznych, uszkodzenia wątroby. Księża z ambon przestrzegali – eteryzowanie się nie tylko niszczy ciało, ale i duszę, prowadząc do uzależnienia.

Astronomiczne rachunki za leczenie w USA

Co roku w USA ponad pół miliona rodzin ogłasza bankructwo z powodu horrendalnie wysokich rachunków za leczenie. Bo np. samo dostarczenie chorego do szpitala może kosztować nawet pół miliona dolarów! Prezentujemy absurdalnie wysokie rachunki, jakie dostają Amerykanie. I to mimo ustawy, która rok temu miała zlikwidować zjawisko szokująco wysokich faktur.

Rzeczpospolita bezzębna

Polski trzylatek statystycznie ma aż trzy zepsute zęby. Sześciolatki mają próchnicę częściej niż ich rówieśnicy w Ugandzie i Wietnamie. Na fotelu dentystycznym ani razu w swoim życiu nie usiadł co dziesiąty siedmiolatek. Statystyki dotyczące starszych napawają grozą: 92 proc. nastolatków i 99 proc. dorosłych ma próchnicę. Przeciętny Polak idzie do dentysty wtedy, gdy nie jest w stanie wytrzymać bólu i jest mu już wszystko jedno, gdzie trafi.

EBN, czyli pielęgniarstwo oparte na faktach

Rozmowa z dr n. o zdrowiu Dorotą Kilańską, kierowniczką Zakładu Pielęgniarstwa Społecznego i Zarządzania w Pielęgniarstwie w UM w Łodzi, dyrektorką Europejskiej Fundacji Badań Naukowych w Pielęgniarstwie (ENRF), ekspertką Komisji Europejskiej, Ministerstwa Zdrowia i WHO.

Leki, patenty i przymusowe licencje

W nowych przepisach przygotowanych przez Komisję Europejską zaproponowano wydłużenie monopolu lekom, które odpowiedzą na najpilniejsze potrzeby zdrowotne. Ma to zachęcić firmy farmaceutyczne do ich produkcji. Jednocześnie Komisja proponuje wprowadzenie przymusowego udzielenia licencji innej firmie na produkcję chronionego leku, jeśli posiadacz patentu nie będzie w stanie dostarczyć go w odpowiedniej ilości w sytuacjach kryzysowych.

Zmiany skórne po kontakcie z roślinami

W Europie Północnej najczęstszą przyczyną występowania zmian skórnych spowodowanych kontaktem z roślinami jest Primula obconica. Do innych roślin wywołujących odczyny skórne, a występujących na całym świecie, należy rodzina sumaka jadowitego (gatunek Rhus) oraz przedstawiciele rodziny Compositae, w tym głównie chryzantemy, narcyzy i tulipany (...)

Neonatologia – specjalizacja holistyczna

O specyfice specjalizacji, którą jest neonatologia, z dr n. med. Beatą Pawlus, lekarz kierującą Oddziałem Neonatologii w Szpitalu Specjalistycznym im. Świętej Rodziny w Warszawie oraz konsultant województwa mazowieckiego w dziedzinie neonatologii rozmawia red. Renata Furman.

Kobiety w chirurgii. Równe szanse na rozwój zawodowy?

Kiedy w 1877 roku Anna Tomaszewicz, absolwentka wydziału medycyny Uniwersytetu w Zurychu wróciła do ojczyzny z dyplomem lekarza w ręku, nie spodziewała się wrogiego przyjęcia przez środowisko medyczne. Ale stało się inaczej. Uznany za wybitnego chirurga i honorowany do dzisiaj, prof. Ludwik Rydygier miał powiedzieć: „Precz z Polski z dziwolągiem kobiety-lekarza!”. W podobny ton uderzyła Gabriela Zapolska, uważana za jedną z pierwszych polskich feministek, która bez ogródek powiedziała: „Nie chcę kobiet lekarzy, prawników, weterynarzy! Nie kraj trupów! Nie zatracaj swej godności niewieściej!".

ZUS zwraca koszty podróży

Osoby wezwane przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych do osobistego stawiennictwa na badanie przez lekarza orzecznika, komisję lekarską, konsultanta ZUS często mają do przebycia wiele kilometrów. Przysługuje im jednak prawo do zwrotu kosztów przejazdu. ZUS zwraca osobie wezwanej na badanie do lekarza orzecznika oraz na komisję lekarską koszty przejazdu z miejsca zamieszkania do miejsca wskazanego w wezwaniu i z powrotem. Podstawę prawną stanowi tu Rozporządzenie Ministra Pracy i Polityki Społecznej z 31 grudnia 2004 r. (...)

Miłość w białym fartuchu

Na nocnych dyżurach, w gabinecie USG, magazynie albo w windzie. Najczęściej
między lekarzem a pielęgniarką. Romanse są trwałym elementem szpitalnej rzeczywistości. Dlaczego? Praca w szpitalu jest ciężka – fizycznie i psychicznie. Zwłaszcza na chirurgii. W sytuacjach zagrożenia życia działa się tam szybko, na pełnej adrenalinie, często w nocy albo po nocy nieprzespanej. W takiej atmosferze, pracując ramię w ramię, pielęgniarki zbliżają się do chirurgów. Stają się sobie bliżsi. Muszą sobie wzajemnie ufać i polegać na sobie. Z czasem wiedzą o sobie wszystko. Są partnerami w działaniu. I dlatego często stają się partnerami w łóżku, czasami także w życiu. Gdzie uprawiają seks? Wszędzie, gdzie tylko jest okazja. W dyżurce, w gabinecie USG, w pokoju socjalnym, w łazience, a czasem w pustej sali chorych. Kochankowie dobierają się na dyżury, zazwyczaj nocne, często zamieniają się z kolegami/koleżankami, by być razem. (...)

Clostridium difficile: od herbaty po… przeszczep stolca

Beztlenowa laseczka Clostridium difficile to znany czynnik ryzyka uciążliwych biegunek u osób poddanych antybiotykoterapii. Zakażenia tą bakterią stanowią najczęstszą przyczynę biegunek u pacjentów hospitalizowanych.

Doktor AI

Platformy ze sztuczną inteligencją (AI) dokonujące wstępnych diagnoz są już tak zaawansowane, że testowali je londyńczycy, a brytyjski NHS rozważa ich szersze użycie. W Afryce takie aplikacje na smartfona stosują już miliony.

Ukraińcy zwyciężają też w… szpitalach

Placówki zdrowia w Ukrainie przez 10 miesięcy wojny były atakowane ponad 700 razy. Wiele z nich zniszczono doszczętnie. Mimo to oraz faktu, że codziennie przybywają setki nowych rannych, poza linią frontu służba zdrowia daje sobie radę zaskakująco dobrze.

Chcę zjednoczyć i uaktywnić diagnostów

Rozmowa z Moniką Pintal-Ślimak, nowo wybraną prezes Krajowej Rady Diagnostów Laboratoryjnych.

Światy równoległe

Jeszcze nigdy system ochrony zdrowia nie był tak doceniany finansowo – przekonuje minister zdrowia Adam Niedzielski, obiecując „w skali roku” 15 mld zł „dodatkowych pieniędzy” na pokrycie wyższych kosztów funkcjonowania podmiotów medycznych, m.in. w związku z kolejną turą podwyżek, czy też raczej waloryzacji, wynagrodzeń. Obietnice ministra, zderzone z wyliczeniami ekspertów, ale przede wszystkim z informacjami płynącymi ze szpitali, nie wytrzymują próby. Tylko – co z tego?

Uchodźca w polskim systemie

Pół miliarda złotych wydała Polska na świadczenia zdrowotne dla uchodźców z Ukrainy w ciągu dziesięciu miesięcy 2022 roku – wynika z danych, jakie w lutym, rok po napaści Rosji na naszego wschodniego sąsiada, przedstawił Narodowy Fundusz Zdrowia. Świadczenia to przede wszystkim podstawowa opieka zdrowotna, która wraz z ambulatoryjną opieką specjalistyczną stanowią ponad 85 proc. udzielonych świadczeń. Co wynika z tych danych?




bot