Służba Zdrowia - strona główna
SZ nr 67–76/2019
z 5 września 2019 r.

Stuknij na okładkę, aby przejść do spisu treści tego wydania


>>> Wyszukiwarka leków refundowanych


Letnia rewolucja

Małgorzata Solecka

Adam Niedzielski pełniącym obowiązki prezesa NFZ. Nadzór ze strony Ministerstwa Zdrowia nad płatnikiem w rękach Janusza Cieszyńskiego. W czasie letnich tygodni w Narodowym Funduszu Zdrowia i jego otoczeniu dokonała się prawdziwa rewolucja. Czy i w jaki sposób personalne roszady wpłyną na komplikującą się sytuację w ochronie zdrowia, okaże się bardzo szybko, już w najbliższych miesiącach.

4 lipca, posiedzenie zespołu parlamentarnego ds. ochrony zdrowia, poświęcone sytuacji szpitali wojewódzkich. Spotkaniu przewodniczy Anna Czech, posłanka Prawa i Sprawiedliwości, ale równocześnie dyrektor szpitala wojewódzkiego w Tarnowie. Dobrze zna realia, w jakich poruszają się te placówki. Nie bez kozery zwołała posiedzenie, na którym szefowie szpitali prezentują długą listę „skarg i zażaleń”. Skarżą się na wysokość i konstrukcję ryczałtów, „sól ziemi” pisowskiej koncepcji sieci szpitali. Ale również na specjalne traktowanie rezydentów i lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej, którzy – ich zdaniem – robią wszystko, by przerzucić koszty opieki nad pacjentami na szpitale.

Skarg szpitali wojewódzkich posłowie w tym zespole wysłuchiwali już wcześniej – w listopadzie ubiegłego roku, podzielając zdanie dyrektorów tych placówek, skierowali do Ministerstwa Zdrowia pismo z wnioskami dotyczącymi koniecznych, ich zdaniem, zmian w systemie: weryfikacji szpitali w sieci, innego sposobu rozliczania ryczałtu, w tym wyłączenia z niego kosztochłonnych procedur, „znacznego zwiększenia poziomu finansowania lecznictwa szpitalnego”, zweryfikowania i monitorowania zakresu badań diagnostycznych wykonywanych przez POZ, by do szpitali nie trafiali pacjenci, którzy z powodzeniem mogą być leczeni przez swojego lekarza.

Obecny na lipcowym posiedzeniu zespołu, Andrzej Jacyna, prezes Narodowego Funduszu Zdrowia, kiwa głową i wtóruje: – Jestem za tym, aby nałożyć na POZ obowiązek dyżurowania w NPL. Zręcznie się z tego wyłgali. Dziś pracują do godziny 18.00, żądają skrócenia pracy do 16.00. Po wyborach będzie czas na stoczenie twardej dyskusji z tym towarzystwem.

Takich słów nikt się nie spodziewał. Nie po Jacynie, człowieku wyważonym, ostrożnym wręcz i do bólu rozsądnym. Urzędniku dbającym o dobre relacje ze wszystkimi partnerami. Przedstawiciele organizacji lekarzy rodzinnych żądają przeprosin, ale przede wszystkim podkreślają zdumienie, wręcz szok. – Nie spodziewaliśmy się. Nie po Andrzeju Jacynie – mówią.

Nikt się nie spodziewał. W kuluarowych rozmowach przeważa opinia, że Jacyna chciał sprowokować awanturę, po której jedynym wyjściem byłoby jego odejście. Bo, jak można było zauważyć kilka miesięcy wcześniej – praktycznie zaraz po tym, jak przestał być „pełniącym obowiązki”, wygrał konkurs i został powołany na stanowisko prezesa NFZ, Jacyna wyraźnie wycofał się (został wycofany?) na drugi plan. Stracił swojego najbliższego współpracownika – Maciej Miłkowski przeszedł do Ministerstwa Zdrowia, nowego zaś zastępcę – Adama Niedzielskiego – otrzymał „w teczce”. I to właśnie Niedzielski, człowiek Mateusza Morawieckiego, zaczął znacznie częściej niż Jacyna wypowiadać się publicznie na temat roli płatnika w zmieniającym się systemie.

W połowie lipca jest już po wszystkim. Jacyna z hukiem podaje się do dymisji, uprzedzając – co potwierdza potem w wywiadach prasowych – ruch ministra zdrowia. Jacyna tłumaczy swoją decyzję zmęczeniem, wypaleniem wręcz. Mówi o nie najlepszej współpracy „z niektórymi wiceministrami”. Tajemnicą poliszynela jest, że źle układały się relacje ze Zbigniewem Królem (w międzyczasie również stracił stanowisko), niezbyt dobrze – ze Sławomirem Gadomskim, ale także Maciejem Miłkowskim, który sprawował nadzór nad Funduszem. Sprawował, ale już nie sprawuje: dymisja Króla, powołanie nowego wiceministra (Waldemar Kraska, senator PiS) pociągnęło za sobą nowe rozdanie kompetencji w resorcie. Zyskał – nie ma niespodzianki – Janusz Cieszyński, którego lista zadań, nadzorowanych obszarów i instytucji rozrasta się w tempie niemal geometrycznym. Może właśnie dlatego w kuluarowych rozmowach coraz częściej można usłyszeć, że Cieszyński jest naturalnym kandydatem na stanowisko ministra zdrowia w nowej kadencji. Gdyby, na przykład, Łukasz Szumowski chciał wrócić do tego, co lubi najbardziej, czyli poświęcić się nauce. Choćby w Agencji Badań Medycznych. Na razie jednak wiceminister, początkowo powołany przecież wyłącznie do zadań związanych z cyfryzacją, musi sprawdzić się na odcinku nadzoru nad płatnikiem. Dlaczego nie może go sprawować Miłkowski (dla którego, jako byłego wiceprezesa Funduszu, jest to zadanie absolutnie naturalne), któremu z kolei pozostawiono wyłącznie obszar leków? Którego – trzeba podkreślić – Miłkowski się dopiero uczy, i to bez większych sukcesów, co można było obserwować choćby w Sejmie, gdy opozycja nie pozostawiała na nim suchej nitki w sprawie drastycznej podwyżki cen opatrunków dla chorych na EB po publikacji lipcowej listy refundacyjnej. Poważny kryzys wizerunkowy przecięła dopiero osobista interwencja ministra Szumowskiego, który obiecał pełną refundację niezbędnych dla pacjentów leków i materiałów opatrunkowych. – Wygląda to tak, jakby szykowano przed wyborami jeszcze jedną dymisję w resorcie zdrowia. Jeśli miałyby się powtórzyć problemy z dostępnością leków lub na liście wrześniowej znów doszłoby do jakichś niespodzianek, Miłkowski zapłaci stanowiskiem – przewiduje osoba dobrze zorientowana w nastrojach na Miodowej. Ale zaraz dodaje, że nic nie jest przesądzone. Bo jednak trudno sobie wyobrazić, żeby nadzór nad lekami również mógł przejąć wiceminister Cieszyński…

Zdaniem części ekspertów zmiana na stanowisku prezesa NFZ staje się bardziej zrozumiała, gdy patrzy się na nią łącznie ze zmianami w Ministerstwie Zdrowia. Ponieważ Janusz Cieszyński – przy całym respekcie dla jego wkładu w informatyzację i cyfryzację ochrony zdrowia – nie jest wybitnym znawcą meandrów systemu, nowy szef Funduszu – Adam Niedzielski – w dużym stopniu będzie mieć wolną rękę. Formalnie podporządkowany ministrowi zdrowia, mający bezpośrednie dojście do premiera – i co jeszcze ważniejsze, jego najbliższych współpracowników – gwarantuje niezaburzony przekaz na temat kondycji ochrony zdrowia, stanu finansów płatnika etc. Przekaz odpowiadający linii partii: pieniędzy w systemie jest coraz więcej, środków przybywa lawinowo, ustawa 6 proc. działa bez żadnych zakłóceń i wątpliwości.

Andrzej Jacyna takich gwarancji nie dawał, wręcz przeciwnie – ostatnio rzadziej niż jeszcze rok temu, ale nie raz i nie dwa dawał wyraz rozczarowaniu kształtem uchwalonych w 2017 roku przepisów. Wtórował świadczeniodawcom i przedstawicielom strony społecznej, gdy mówili, że pieniędzy w systemie nominalnie jest więcej, ale ten wzrost jest nieodczuwalny, zbyt niski, by realnie sytuacja w ochronie zdrowia się poprawiła. Taka postawa ośmielała przedstawicieli oddziałów, którzy również wskazywali na niemożność spięcia budżetów, zwłaszcza przy rosnących – lawinowo – zadaniach nakładanych na Fundusz. Jacyna – człowiek ikona dla systemu składkowego, zaangażowany w jego tworzenie od samego początku, jak nikt zasłużony w jego utrzymaniu, gdy w połowie kadencji niemal przesądzona wydawała się likwidacja NFZ – zgrzeszył jednak przede wszystkim tym, że nie jest „swój”. Nie pomogły mu nawet wzorowe relacje z „Solidarnością” ani – co jeszcze dziwniejsze – wysokie notowania u Mateusza Morawieckiego, gdy ten był jeszcze ministrem finansów i w Jacynie, o wiele bardziej niż w Konstantym Radziwille, widział partnera do rozmów o sytuacji w ochronie zdrowia.

Odejście, dobrowolne czy wymuszone, Andrzeja Jacyny będzie miało swoje konsekwencje. Zwłaszcza że coraz więcej jest przesłanek, by sądzić, że ochronę zdrowia czeka wyjątkowo trudny rok. Nie chodzi wcale o zapowiadane i spodziewane protesty pracowników – lekarzy, fizjoterapeutów. Ani o spodziewane – i już dające się zauważyć – ograniczanie działalności części szpitali. 2020 rok (ustawa 6 proc. PKB, zgodnie z projektem budżetu państwa i planem finansowym NFZ ciągle pozostaje w uśpieniu z zaplanowaną zerową dotacją) będzie rokiem prawdziwej eksplozji kosztów dla placówek zdrowotnych. Po pierwsze, od 1 stycznia wejdzie w życie całkowite uwolnienie cen energii. Po drugie, wyraźnie wzrasta płaca minimalna – chodzi zarówno o wzrost nominalny, jak i przepis, który nie pozwala na wliczanie do niej dodatku stażowego. Struktura płac w ochronie zdrowia jest zaś taka, że – przynajmniej na razie – to zmiany w ogólnie obowiązującej płacy minimalnej stanowią – w segmencie płac – największe obciążenie dla świadczeniodawców. Kołem ratunkowym, które Ministerstwo Zdrowia rzuciło świadczeniodawcom, jest zamrożenie (do czerwca 2020 roku) podwyższonej kwoty bazowej. Od 1 stycznia 2020 roku miała stanowić równowartość średniej krajowej za poprzedni rok, czyli ok. 5 tysięcy złotych, po nowelizacji ustawy uchwalonej w lipcu, od 1 lipca 2019 roku, przez następnych dwanaście miesięcy, będzie wynosić 4,2 tys. zł – pracownicy w tym roku zyskują, ale od 1 stycznia 2020 roku o wiele więcej stracą. To pokazuje zresztą, z jaką łatwością Ministerstwo Zdrowia, rząd, mogą manipulować przepisami, by osiągnąć cel – stworzyć dobre wrażenie rozwiązań prospołecznych, propracowniczych. Bez finansowych konsekwencji. Po trzecie, wyraźnie przyspieszająca inflacja, która dodatkowo wpłynie na rachunek kosztów.

To, w największym zarysie, strona kosztowa, nieuwzględniająca rosnącego, w sposób odczuwalny, popytu na świadczenia medyczne. O tym, że ma on silną tendencję wzrostową, świadczą dane GUS na temat wzrostu cen – komercyjne świadczenia podrożały w ostatnim czasie o niemal 6 proc.! To wynik zarówno wzrostu kosztów (prywatni świadczeniodawcy rekompensują go wzrostem cen swoich usług, nie powiększającym się długiem), jak i wzrostu popytu w sytuacji nie zmieniającej się, w najlepszym przypadku, podaży. W najlepszym, bo komentatorzy zwracają uwagę, że liczba specjalistów medycznych w najbliższym czasie będzie spadać.

Po stronie przychodów zaś również fajerwerków nie można się spodziewać. Polska gospodarka (dane za drugi kwartał) rozwija się, na tle Europy, fantastycznie (4,4 proc.), ale nieco wolniej, niż zakładali ekonomiści, a prawdziwym problemem są hiobowe wieści zza zachodniej granicy – Niemcy balansują na granicy recesji. Polski eksport, w dużym stopniu uzależniony od kondycji niemieckiej gospodarki, może przestać być siłą napędową. To pociągnie za sobą stabilizację zarobków (nikt nie mówi o tym, że zaczną spadać, ale prawdopodobne jest zatrzymanie lub radykalne osłabienie tempa wzrostu). Dużym problemem może być również odpływ pracowników zza wschodniej granicy – w tym do Niemiec (recesja nie musi oznaczać zamknięcia rynku pracy, przeciwnie – wielu przedsiębiorców może szukać tańszej siły roboczej, niskie płace w Niemczech ciągle wobec polskich zarobków pozostaną bezkonkurencyjne).

Dynamiczny wzrost składek zdrowotnych, dzięki któremu rząd może się chwalić pokonywaniem kolejnych, symbolicznych, barier (sto miliardów złotych nakładów publicznych na zdrowie, sto miliardów złotych w budżecie NFZ etc.) może w przyszłym roku zacząć hamować, skoro jego kołem napędowym były po pierwsze rosnące płace, po drugie – rosnąca liczba odprowadzających składki. Dlatego też w szufladach rządowych już leżą projekty zmierzające do uszczelnienia systemu składkowego, tak by składki (w tym zdrowotne) były odprowadzane od wszystkich umów-zleceń, być może też od umów o dzieło (to trudniejsze). To może jednak wystarczyć jedynie do zrównoważenia sytuacji, nie do jej radykalnej poprawy.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że zmiany na szczytach instytucji odpowiedzialnej za finanse ochrony zdrowia w tak złożonej sytuacji makroekonomicznej świadczą o braku rozwagi. Albo – przeciwnie, realizacji koncepcji, której znaczenie dopiero – gdy fale ucichną – przyjdzie nam zrozumieć.




Najpopularniejsze artykuły

Ciemna strona eteru

Zabrania się sprzedaży eteru etylowego i jego mieszanin – stwierdzał artykuł 3 uchwalonej przez sejm ustawy z dnia 22 czerwca 1923 r. w przedmiocie substancji i przetworów odurzających. Nie bez kozery, gdyż, jak podawały statystyki, aż 80 proc. uczniów szkół narkotyzowało się eterem. Nauczyciele bili na alarm – używanie przez dzieci i młodzież eteru prowadzi do ich otępienia. Lekarze wołali – eteromania to zguba dla organizmu, prowadzi do degradacji umysłowej, zaburzeń neurologicznych, uszkodzenia wątroby. Księża z ambon przestrzegali – eteryzowanie się nie tylko niszczy ciało, ale i duszę, prowadząc do uzależnienia.

Astronomiczne rachunki za leczenie w USA

Co roku w USA ponad pół miliona rodzin ogłasza bankructwo z powodu horrendalnie wysokich rachunków za leczenie. Bo np. samo dostarczenie chorego do szpitala może kosztować nawet pół miliona dolarów! Prezentujemy absurdalnie wysokie rachunki, jakie dostają Amerykanie. I to mimo ustawy, która rok temu miała zlikwidować zjawisko szokująco wysokich faktur.

Rzeczpospolita bezzębna

Polski trzylatek statystycznie ma aż trzy zepsute zęby. Sześciolatki mają próchnicę częściej niż ich rówieśnicy w Ugandzie i Wietnamie. Na fotelu dentystycznym ani razu w swoim życiu nie usiadł co dziesiąty siedmiolatek. Statystyki dotyczące starszych napawają grozą: 92 proc. nastolatków i 99 proc. dorosłych ma próchnicę. Przeciętny Polak idzie do dentysty wtedy, gdy nie jest w stanie wytrzymać bólu i jest mu już wszystko jedno, gdzie trafi.

EBN, czyli pielęgniarstwo oparte na faktach

Rozmowa z dr n. o zdrowiu Dorotą Kilańską, kierowniczką Zakładu Pielęgniarstwa Społecznego i Zarządzania w Pielęgniarstwie w UM w Łodzi, dyrektorką Europejskiej Fundacji Badań Naukowych w Pielęgniarstwie (ENRF), ekspertką Komisji Europejskiej, Ministerstwa Zdrowia i WHO.

Leki, patenty i przymusowe licencje

W nowych przepisach przygotowanych przez Komisję Europejską zaproponowano wydłużenie monopolu lekom, które odpowiedzą na najpilniejsze potrzeby zdrowotne. Ma to zachęcić firmy farmaceutyczne do ich produkcji. Jednocześnie Komisja proponuje wprowadzenie przymusowego udzielenia licencji innej firmie na produkcję chronionego leku, jeśli posiadacz patentu nie będzie w stanie dostarczyć go w odpowiedniej ilości w sytuacjach kryzysowych.

Zmiany skórne po kontakcie z roślinami

W Europie Północnej najczęstszą przyczyną występowania zmian skórnych spowodowanych kontaktem z roślinami jest Primula obconica. Do innych roślin wywołujących odczyny skórne, a występujących na całym świecie, należy rodzina sumaka jadowitego (gatunek Rhus) oraz przedstawiciele rodziny Compositae, w tym głównie chryzantemy, narcyzy i tulipany (...)

Neonatologia – specjalizacja holistyczna

O specyfice specjalizacji, którą jest neonatologia, z dr n. med. Beatą Pawlus, lekarz kierującą Oddziałem Neonatologii w Szpitalu Specjalistycznym im. Świętej Rodziny w Warszawie oraz konsultant województwa mazowieckiego w dziedzinie neonatologii rozmawia red. Renata Furman.

Kobiety w chirurgii. Równe szanse na rozwój zawodowy?

Kiedy w 1877 roku Anna Tomaszewicz, absolwentka wydziału medycyny Uniwersytetu w Zurychu wróciła do ojczyzny z dyplomem lekarza w ręku, nie spodziewała się wrogiego przyjęcia przez środowisko medyczne. Ale stało się inaczej. Uznany za wybitnego chirurga i honorowany do dzisiaj, prof. Ludwik Rydygier miał powiedzieć: „Precz z Polski z dziwolągiem kobiety-lekarza!”. W podobny ton uderzyła Gabriela Zapolska, uważana za jedną z pierwszych polskich feministek, która bez ogródek powiedziała: „Nie chcę kobiet lekarzy, prawników, weterynarzy! Nie kraj trupów! Nie zatracaj swej godności niewieściej!".

ZUS zwraca koszty podróży

Osoby wezwane przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych do osobistego stawiennictwa na badanie przez lekarza orzecznika, komisję lekarską, konsultanta ZUS często mają do przebycia wiele kilometrów. Przysługuje im jednak prawo do zwrotu kosztów przejazdu. ZUS zwraca osobie wezwanej na badanie do lekarza orzecznika oraz na komisję lekarską koszty przejazdu z miejsca zamieszkania do miejsca wskazanego w wezwaniu i z powrotem. Podstawę prawną stanowi tu Rozporządzenie Ministra Pracy i Polityki Społecznej z 31 grudnia 2004 r. (...)

Miłość w białym fartuchu

Na nocnych dyżurach, w gabinecie USG, magazynie albo w windzie. Najczęściej
między lekarzem a pielęgniarką. Romanse są trwałym elementem szpitalnej rzeczywistości. Dlaczego? Praca w szpitalu jest ciężka – fizycznie i psychicznie. Zwłaszcza na chirurgii. W sytuacjach zagrożenia życia działa się tam szybko, na pełnej adrenalinie, często w nocy albo po nocy nieprzespanej. W takiej atmosferze, pracując ramię w ramię, pielęgniarki zbliżają się do chirurgów. Stają się sobie bliżsi. Muszą sobie wzajemnie ufać i polegać na sobie. Z czasem wiedzą o sobie wszystko. Są partnerami w działaniu. I dlatego często stają się partnerami w łóżku, czasami także w życiu. Gdzie uprawiają seks? Wszędzie, gdzie tylko jest okazja. W dyżurce, w gabinecie USG, w pokoju socjalnym, w łazience, a czasem w pustej sali chorych. Kochankowie dobierają się na dyżury, zazwyczaj nocne, często zamieniają się z kolegami/koleżankami, by być razem. (...)

Clostridium difficile: od herbaty po… przeszczep stolca

Beztlenowa laseczka Clostridium difficile to znany czynnik ryzyka uciążliwych biegunek u osób poddanych antybiotykoterapii. Zakażenia tą bakterią stanowią najczęstszą przyczynę biegunek u pacjentów hospitalizowanych.

Doktor AI

Platformy ze sztuczną inteligencją (AI) dokonujące wstępnych diagnoz są już tak zaawansowane, że testowali je londyńczycy, a brytyjski NHS rozważa ich szersze użycie. W Afryce takie aplikacje na smartfona stosują już miliony.

Ukraińcy zwyciężają też w… szpitalach

Placówki zdrowia w Ukrainie przez 10 miesięcy wojny były atakowane ponad 700 razy. Wiele z nich zniszczono doszczętnie. Mimo to oraz faktu, że codziennie przybywają setki nowych rannych, poza linią frontu służba zdrowia daje sobie radę zaskakująco dobrze.

Chcę zjednoczyć i uaktywnić diagnostów

Rozmowa z Moniką Pintal-Ślimak, nowo wybraną prezes Krajowej Rady Diagnostów Laboratoryjnych.

Światy równoległe

Jeszcze nigdy system ochrony zdrowia nie był tak doceniany finansowo – przekonuje minister zdrowia Adam Niedzielski, obiecując „w skali roku” 15 mld zł „dodatkowych pieniędzy” na pokrycie wyższych kosztów funkcjonowania podmiotów medycznych, m.in. w związku z kolejną turą podwyżek, czy też raczej waloryzacji, wynagrodzeń. Obietnice ministra, zderzone z wyliczeniami ekspertów, ale przede wszystkim z informacjami płynącymi ze szpitali, nie wytrzymują próby. Tylko – co z tego?

Uchodźca w polskim systemie

Pół miliarda złotych wydała Polska na świadczenia zdrowotne dla uchodźców z Ukrainy w ciągu dziesięciu miesięcy 2022 roku – wynika z danych, jakie w lutym, rok po napaści Rosji na naszego wschodniego sąsiada, przedstawił Narodowy Fundusz Zdrowia. Świadczenia to przede wszystkim podstawowa opieka zdrowotna, która wraz z ambulatoryjną opieką specjalistyczną stanowią ponad 85 proc. udzielonych świadczeń. Co wynika z tych danych?




bot