Służba Zdrowia - strona główna
SZ nr 34–42/2018
z 17 maja 2018 r.

Stuknij na okładkę, aby przejść do spisu treści tego wydania


>>> Wyszukiwarka leków refundowanych


Epitafium bałaganu

Krzysztof Boczek

Są szpitale, w których farmaceuci odpowiadają za przetargi na dziesiątki milionów zł, a zarabiają jak personel pomocniczy. O wnioskach z druzgocącego raportu NIK nt. aptek szpitalnych mówi Marek Tomków, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej.

Krzysztof Boczek: W raporcie NIK nt. aptek szpitalnych z początku kwietnia czytam, że z 24 skontrolowanych placówek „ŻADNA NIE prowadziła działalności zapewniającej bezpieczeństwo farmakoterapii we wszystkich kontrolowanych obszarach, a stwierdzone zaniedbania dotyczące organizacji gospodarki lekami były na tyle poważne, że mogły zagrażać zdrowiu i życiu pacjentów”. Pan był zaskoczony takimi wynikami kontroli?

Marek Tomków: Absolutnie nie. Skala pokazuje to, o czym mówiliśmy od dawna. W szpitalach bardzo mocno skupiono się na zapewnieniu personelu lekarskiego i pielęgniarskiego, a rola apteki szpitalnej była bagatelizowana, zaś farmaceuty była marginalizowana całkowicie. Tak naprawdę farmaceuta ma w szpitalu jedynie przeprowadzać przetargi i kupować najtaniej.
K.B.: Naprawdę tym się głównie zajmują?

M.T.: Oczywiście. Zajmują się przede wszystkim obsługą przetargów, czyli zbierają dokumentację, negocjują, rozmawiają itd. W Naczelnej Radzie Aptekarskiej zwróciliśmy uwagę na to, co powiedział sam szef NIK – że jest ogromny niedobór personelu jeśli chodzi o farmaceutów. Dlatego trzeba też wprowadzić ustawowe normy, jeśli chodzi o ich zatrudnienie w szpitalach. Trzecia rzecz, o której mówimy od bardzo, bardzo dawna – mądrze wykorzystany farmaceuta zarabia na siebie i na szpital.

K.B.: Wrócimy jeszcze do tych oszczędności. W Medexpressie materiał o wynikach kontroli NIK był najczęściej czytanym tekstem tygodnia. Bo te informacje NIK brzmią, jakby NIK robił kontrolę gdzieś w środkowej Afryce, a nie nad Wisłą.

M.T.: Słowa prezesa NIK brzmią dramatycznie, ale sytuacja nie jest aż tak zła, jeśli chodzi o praktykę. Można trafić na elementy patologiczne i zawsze wtedy można powiedzieć, że „mogło być zagrożenie zdrowia lub życia”. Nie znamy szczegółów kontroli, ale mogła być sytuacja taka, że leki, które miały być niewiadomego pochodzenia, raczej nie zostały wyciągnięte z pojemników do utylizacji, ale mogły pochodzić z darowizn albo pacjent przyniósł je ze sobą. Nie do końca więc mieliśmy tam jakiś drugi Pavulon. Ja nie widzę złej woli, czynnika ludzkiego, czyli by ktoś chciał kogoś otruć. To, co opisuje NIK to ogromny bałagan, zbagatelizowanie pewnych spraw, głównie kwestii zatrudnienia farmaceutów.

Słowa prezesa brzmiały bardzo poważnie i jestem przekonany, że tak właśnie miały zabrzmieć.

K.B.: To który z elementów tego bałaganu wzbudził największy niepokój? Przypomnę kilka punktów: 54 proc. szpitali nie przechowywało leków właściwie; w 37 proc. przypadków postępowanie szpitali nie gwarantowało, że pacjent otrzyma pełnowartościowe leki; w niemal 80 proc. skontrolowanych szpitali stwierdzono niezgodności pomiędzy faktycznym stanem magazynowym leków a ewidencjami.

M.T.: Jeśli stwierdzono np. niezgodność tych stanów magazynowych, to trzeba wiedzieć, jak była duża. Bo tak samo będzie brzmiał komunikat o braku 2 tabletek jak i 100 opakowań jakiegoś narkotyku. Jeśli robi się remanent to zawsze występują różnice remanentowe. Zwłaszcza w przypadku leków recepturowych czy ich składników. Bo nie da się leku podzielić równiutko. Pytanie więc, na ile poważne były te różnice w stanach. Znam przypadki, gdy kontrolerzy stwierdzili w aptece „niewłaściwe przechowywanie” leków, bo... szafa była niezamknięta, albo przechowywane były w niewłaściwej temperaturze lub pomieszczenie było niezamknięte. Wszystkie te nieprawidłowości, które pan przeczytał łączą się z jednym – brakiem nadzoru i procedur. Trzecia rzecz – niewpuszczanie farmaceutów na oddziały szpitalne. Zdarza się, że na jednego farmaceutę przypada 200–300 pacjentów szpitala! Tak naprawdę farmaceuta może dokonać wielkich oszczędności dla placówki.

K.B.: Na czym?

M.T.: Na przykład przy podziale leków specjalistycznych.

K.B.: No właśnie. W Radiu Opole mówił pan o nawet 20 tys. zł na jednym pacjencie. Na jakich konkretnie specyfikach?

M.T.: Konkretnych nazw panu nie podam. Ale jeśli mamy dzielone leki, z większych opakowań, to wówczas znacznie bardziej racjonalnie można wykorzystać lek, który jest niezwykle drogi. Pacjent potrzebuje 10 czy
15 ml, a opakowania są po 20 ml, czyli resztę wyrzuca się do kosza. Jeśliby zaś zakupić opakowania po 100 ml i to dzielić, to starczy dla iluś pacjentów i nic się nie zmarnuje. Tymczasem niewielu farmaceutów w aptekach szpitalnych tym się zajmuje. Poza tym ludzie nie garną się tam do pracy, bo farmaceuci w szpitalach słabo zarabiają. Od 2 do 8 tys. na rękę. Są szpitale, które doceniają ich rolę i potrafią zatrudnić farmaceutów na stawkach ordynatorskich.

K.B.: 1800 farmaceutów pracuje w szpitalach. To naprawdę za mało na cały kraj?

M.T.: Oczywiście. Problem jest nie tylko z tym, że tak mało osób tam pracuje, ale że ci, którzy tam są, będą odchodzić. Warto byłoby tych farmaceutów – ze względu na ich finansowy wpływ na placówkę – umieścić w stawkach dla lekarzy. Tymczasem spycha się ich ciągle do stawek dla personelu pomocniczego. A oni mogą być bardzo dużą wartością dodaną. Mogą być traktowani jako wsparcie, a nie jako magazynierzy. Są placówki, w których farmaceuci odpowiadają za przetargi na dziesiątki milionów zł.

K.B.: Czy Inspekcja Farmaceutyczna wcześniej kontrolowała apteki szpitalne i donosiła o nieprawidłowościach?

M.T.: Tak, ale głos NIK jest słyszany znacznie lepiej. Poza tym NIK nie badał tylko jednej apteki, ale dokonał dużego, szeroko zakrojonego badania, które zobrazowało patologie. I nie powinniśmy tych wyników traktować jako epitafium tego co się dzieje, ale jako ostrzeżenie. Bo jeśli się tej sytuacji nie przyjrzymy albo uznamy, że nic się nie stało, to będzie tylko gorzej. Bo jeśli ktoś się pomyli przy wydawaniu leków lub ich nie poda – to będziemy mieli realne zagrożenie dla życia. A lepiej zapobiegać niż leczyć.

K.B.: NIK wnioskuje o wprowadzenie w ustawie Prawo farmaceutyczne minimalnych kwot zatrudnienia w aptekach szpitalnych. Państwo o to zabiegali? W jaki sposób?

M.T.: To były pisma, spotkania, negocjacje…

K.B.: I co ministerstwo na to?

M.T.: Jest skupione przede wszystkim na lekarzach i pielęgniarkach.

K.B.: Co po tym raporcie NIK zamierza zrobić Naczelna Rada Aptekarska? Będą państwo lobbować? Stworzycie jakiś zespół w ministerstwie?

M.T.: Pracujemy nad tym cały czas. Nasza aktywność nie wzrosła po raporcie NIK, bo ona jest cały czas duża. Ale wysyłamy kolejne pisma i apele do ministerstwa o zmianę przepisów w tym zakresie. Pytanie tylko, czy ktoś chce nas słuchać.

K.B.: Już pan o tym wspomniał – dlaczego farmaceuci nie biorą udziału w obchodach i farmakoterapii w szpitalu? I dlaczego powinni?

M.T.: Utarło się u nas, że za leki odpowiada lekarz. I tego nikt nie ma zamiaru podważać. Ale rola farmaceuty skupia się na tym, że może lekarzowi powiedzieć np.: „Ten pacjent jest na leku podawanym dożylnie i można to zamienić na podawanie doustne tego samego leku o podobnej wchłanialności i zostanie nam więcej pieniędzy”. To mądre, bo przecież kosztuje nie tylko sam lek, ale i czas pielęgniarki, pacjent musi być w szpitalu itd. Jeśli to sobie pomnożymy przez liczbę przypadków, w których można takie rozwiązania zastosować, to mamy mądre i sensowne leczenie. A tego dotychczas się nie robiło.

K.B.: Ordynatorzy będą słuchać farmaceutów?

M.T.: Były takie obawy, że będzie z tym problem, ale to nie jest tak, że ktoś przychodzi do lekarza i mu mówi „ty się nie znasz”. Ordynator świetnie zna się na diagnozowaniu. Lekarz nie ma obaw, by wysłać pacjenta do innego specjalisty albo do laboratorium. Farmaceuta robi taką samą pogłębioną diagnostykę, ale w zakresie leków. To tak samo istotne w leczeniu jak diagnoza czy zabieg chirurgiczny. Farmaceutów trzeba zaprosić do współpracy wraz z lekarzami. Jeśli farmaceuta będzie siedział wyłącznie w swojej szpitalnej aptece i lekarz będzie się z nim komunikował, tylko zlecając prace („proszę o wydanie takiej i takiej ilości leków”) to nie będzie tej współpracy. Jeśli zaś farmaceuci będą uczestniczyli w komitetach terapeutycznych, przygotowywali wspólny receptariusz, to te relacje międzyludzkie pomogą w ustawieniu tego systemu współpracy.




Najpopularniejsze artykuły

Ciemna strona eteru

Zabrania się sprzedaży eteru etylowego i jego mieszanin – stwierdzał artykuł 3 uchwalonej przez sejm ustawy z dnia 22 czerwca 1923 r. w przedmiocie substancji i przetworów odurzających. Nie bez kozery, gdyż, jak podawały statystyki, aż 80 proc. uczniów szkół narkotyzowało się eterem. Nauczyciele bili na alarm – używanie przez dzieci i młodzież eteru prowadzi do ich otępienia. Lekarze wołali – eteromania to zguba dla organizmu, prowadzi do degradacji umysłowej, zaburzeń neurologicznych, uszkodzenia wątroby. Księża z ambon przestrzegali – eteryzowanie się nie tylko niszczy ciało, ale i duszę, prowadząc do uzależnienia.

Rzeczpospolita bezzębna

Polski trzylatek statystycznie ma aż trzy zepsute zęby. Sześciolatki mają próchnicę częściej niż ich rówieśnicy w Ugandzie i Wietnamie. Na fotelu dentystycznym ani razu w swoim życiu nie usiadł co dziesiąty siedmiolatek. Statystyki dotyczące starszych napawają grozą: 92 proc. nastolatków i 99 proc. dorosłych ma próchnicę. Przeciętny Polak idzie do dentysty wtedy, gdy nie jest w stanie wytrzymać bólu i jest mu już wszystko jedno, gdzie trafi.

Astronomiczne rachunki za leczenie w USA

Co roku w USA ponad pół miliona rodzin ogłasza bankructwo z powodu horrendalnie wysokich rachunków za leczenie. Bo np. samo dostarczenie chorego do szpitala może kosztować nawet pół miliona dolarów! Prezentujemy absurdalnie wysokie rachunki, jakie dostają Amerykanie. I to mimo ustawy, która rok temu miała zlikwidować zjawisko szokująco wysokich faktur.

ZUS zwraca koszty podróży

Osoby wezwane przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych do osobistego stawiennictwa na badanie przez lekarza orzecznika, komisję lekarską, konsultanta ZUS często mają do przebycia wiele kilometrów. Przysługuje im jednak prawo do zwrotu kosztów przejazdu. ZUS zwraca osobie wezwanej na badanie do lekarza orzecznika oraz na komisję lekarską koszty przejazdu z miejsca zamieszkania do miejsca wskazanego w wezwaniu i z powrotem. Podstawę prawną stanowi tu Rozporządzenie Ministra Pracy i Polityki Społecznej z 31 grudnia 2004 r. (...)

Wołanie o profilaktykę

Z dr. n. med. Krzysztofem Walczewskim, ordynatorem oddziału psychiatrii w Szpitalu Klinicznym im. dr. Józefa Babińskiego SP ZOZ w Krakowie i autorem programu profilaktyki depresji w woj. małopolskim „Wyprzedzić smutek” rozmawia Katarzyna Cichosz.

Leki, patenty i przymusowe licencje

W nowych przepisach przygotowanych przez Komisję Europejską zaproponowano wydłużenie monopolu lekom, które odpowiedzą na najpilniejsze potrzeby zdrowotne. Ma to zachęcić firmy farmaceutyczne do ich produkcji. Jednocześnie Komisja proponuje wprowadzenie przymusowego udzielenia licencji innej firmie na produkcję chronionego leku, jeśli posiadacz patentu nie będzie w stanie dostarczyć go w odpowiedniej ilości w sytuacjach kryzysowych.

EBN, czyli pielęgniarstwo oparte na faktach

Rozmowa z dr n. o zdrowiu Dorotą Kilańską, kierowniczką Zakładu Pielęgniarstwa Społecznego i Zarządzania w Pielęgniarstwie w UM w Łodzi, dyrektorką Europejskiej Fundacji Badań Naukowych w Pielęgniarstwie (ENRF), ekspertką Komisji Europejskiej, Ministerstwa Zdrowia i WHO.

Protonoterapia. Niekończąca się opowieść

Ośrodek protonoterapii w krakowskich Bronowicach kończy w tym roku pięć lat. To ważny moment, bo o leczenie w Krakowie będzie pacjentom łatwiej. To dobra wiadomość. Zła jest taka, że ułatwienia dotyczą tych, którzy mogą za terapię zapłacić.

Reforma systemu psychiatrii zbacza z wyznaczonego kursu

Rozmowa z Markiem Balickim, byłym pełnomocnikiem ministra zdrowia ds. reformy psychiatrii dorosłych i byłym kierownikiem biura ds. pilotażu Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego na lata 2017–2022, ministrem zdrowia w latach 2003 oraz 2004–2005.

50 lat krakowskiej kardiochirurgii dziecięcej

Krakowska kardiochirurgia dziecięca w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie-Prokocimiu zajmuje się leczeniem wrodzonych wad serca u dzieci i młodzieży z całej Polski, a także z zagranicy. Ma na swoim koncie wiele sukcesów. W 2010 r. Klinika została uznana za najlepszą w plebiscycie ośrodków kardiochirurgii dziecięcej i otrzymała dyplom i nagrodę tygodnika „Newsweek” za zajęcie I miejsca w Polsce. W 2013 r. Klinikę Kardiochirurgii Dziecięcej w Krakowie wyróżniono pierwszą lokatą dla najlepszego ośrodka medycznego w kraju i „Złotym Skalpelem” przyznawanym przez redakcję „Pulsu Medycyny”. Powtórnie „Złoty Skalpel” przyznano jej w 2016 r. W tym roku obchodzi jubileusz 50-lecia.

Problem nie zawsze rozumiany

Z Ewą Jędrys, prezes Fundacji Pomocy Chorym Psychicznie im. Tomasza Deca w Krakowie rozmawia Katarzyna Cichosz.

Różne oblicza zakrzepicy

Choroba zakrzepowo-zatorowa, potocznie nazywana zakrzepicą to bardzo demokratyczne schorzenie. Nie omija nikogo. Z jej powodu cierpią politycy, sportowcy, aktorzy, prawnicy. Przyjmuje się, że zakrzepica jest trzecią najbardziej rozpowszechnioną chorobą układu krążenia.

Leczenie wspomagające w przewlekłym zapaleniu prostaty

Terapia przewlekłego zapalenia stercza zarówno postaci bakteryjnej, jak i niebakteryjnej to duże wyzwanie. Wynika to między innymi ze słabej penetracji antybiotyków do gruczołu krokowego, ale także z faktu utrzymywania się objawów, mimo skutecznego leczenia przeciwbakteryjnego.

Rozmawiajmy o bezpieczeństwie lekowym

Nie milkną komentarze po opublikowaniu projektu nowelizacji ustawy refundacyjnej. W różnych aspektach i różnym tonie wypowiadało się na jego temat wiele środowisk. Ostatnio głos zabrały organizacje branżowe, zrzeszające podmioty branży farmaceutycznej.

Minister bez żadnego trybu

Adam Niedzielski „jedynką” na poznańskiej liście PiS? Pod koniec 2022 roku minister zdrowia zadeklarował, że przygotowuje się do startu w jesiennych wyborach parlamentarnych. Powód? Poselski mandat i obecność w sejmie przekładają się, zdaniem Niedzielskiego, na większą skuteczność w przeprowadzaniu kluczowych decyzji. Skoro już o skuteczności mowa…

Zawał serca u osób młodych

Zawały serca przypisuje się zazwyczaj ludziom w starszym czy w średnim wieku. Niestety, prawda jest taka, że systematycznie rośnie liczba zawałów wśród ludzi młodych, co zazwyczaj ma bezpośredni związek z trybem życia, jaki prowadzą.




bot