Służba Zdrowia - strona główna
SZ nr 77–84/2017
z 12 października 2017 r.

Stuknij na okładkę, aby przejść do spisu treści tego wydania


>>> Wyszukiwarka leków refundowanych


Jakość do poprawy

Witold Paweł Kalbarczyk

Jaka jest jakość ochrony zdrowia w Polsce? To pytanie, na które odpowiedź zależy od punktu widzenia. Innej udzielą pacjenci, w zależności od stopnia satysfakcji z opieki czy nawet pojedynczego świadczenia, innej pracownicy systemu, także zróżnicowanej w zależności od zajmowanej pozycji i satysfakcji z pracy, a jeszcze innej politycy. A jak jest naprawdę?

Na jakość systemu opieki zdrowotnej, niezwykle złożonego i składającego się z wielu podsystemów, w których działa wielu interesariuszy, często o sprzecznych interesach, składa się szereg elementów. Tylko jednym z nich jest jakość świadczeń medycznych, a i ta podlega ocenom z różnego punktu widzenia. Dla pacjenta jakość opieki – rozumiana jako produkt – to łączna ocena z co najmniej czterech perspektyw – dostępności, efektu, satysfakcji i bezpieczeństwa. Dla lekarza czy pielęgniarki udzielających świadczenia ważny jest rezultat, efektywność i bezpieczeństwo. Dla płatnika oraz zarządzających, zarówno placówką medyczną, jak całym systemem, kluczowe znaczenie ma mierzalna wysoka jakość, efektywność, ale także dostępność świadczeń, bezpieczeństwo i satysfakcja pacjentów. Waga poszczególnych składowych oceny dla każdej z tych grup także jest różna – dla płatnika czy zarządzających bardzo ważna jest efektywność, dla personelu medycznego rezultat i bezpieczeństwo, a dla pacjenta dostępność i rezultat. Widać zatem wyraźnie, że – wymieniając tylko te trzy grupy interesariuszy systemu, a jest ich dużo więcej – to, co wpływa na ocenę jakości opieki zdrowotnej zależy od pełnionej roli w systemie.

To nic innego jak właśnie ów punkt widzenia zależny od punktu siedzenia czy jak ktoś woli ocena wynikająca ze spojrzenia z innej perspektywy. Są jednak elementy tych ocen, które pomimo różnych perspektyw dotyczą de facto tych samych kryteriów – są nimi np. rezultaty leczenia. Dla pacjenta oznaczać one będą dobre samopoczucie, dla lekarza dobrze postawioną diagnozę i zastosowanie odpowiedniego leczenia oraz jego wynik, a dla płatnika efektywnie wydane pieniądze. Z pozoru nie to samo, ale summa summarum wszyscy są zadowoleni albo niezadowoleni.


Nie jest dobrze,
ale nie jest też tak źle


Jest wiele dowodów na to, że opieka zdrowotna w naszym kraju, mimo powszechnego narzekania na dostępność, świadczy usługi, których rezultaty są całkiem niezłe, a w niektórych dziedzinach medycyny wręcz doskonałe. Problem jednak polega na tym, że ocena systemu opieki zdrowotnej jako całości nie jest najlepsza, a niezadowolonych z jego funkcjonowania jest ogromna większość obywateli, w tym pacjentów i pracowników systemu opieki zdrowotnej. Powodów do niezadowolenia jest wiele, ale istotniejsze od ich wyliczania jest uświadomienie, że aby poprawić to, co nie działa dobrze, należy ocenić różne, najbardziej kluczowe elementy systemu wg określonych mierników jakości. Twórca sytemu ocen jakości w ochronie zdrowia Avedis Donabedian określił trzy obszary ocen, a tym samym trzy rodzaje mierników. Są to mierniki zasobów, procesów oraz wyników. Wiedzą to wszyscy zarządzający ochroną zdrowia, a pewnie także większość lekarzy i pielęgniarek w Polsce. Ale jak pokazuje praktyka w naszym kraju, niestety od dziesięcioleci, wiedzieć to jedno, a stosować się do zasad monitorowania określonych mierników – to drugie.


Źródła informacji
są niekompletne


W różnych bazach danych, do których raportowane są dane o zasobach kadrowych, sprzęcie medycznym, oddziałach i łóżkach szpitalnych, a także rozpoznaniach i świadczeniach zdrowotnych, są tak istotne luki, że tak naprawdę nie wiemy np. ilu jest lekarzy w Polsce albo jaka jest rzeczywista liczba zachorowań na nowotwory. Wg informacji z map potrzeb zdrowotnych dla onkologii opublikowanych przez Ministerstwo Zdrowia w 2015 roku niedoszacowanie nowych zachorowań w Krajowym Rejestrze Nowotworów przekracza 25%. Baza świadczeń NFZ ma na celu, jak sama nazwa wskazuje, zbieranie informacji o świadczeniach i służy sprawozdawaniu w celu uzyskania płatności przez podmiot leczniczy, ale w związku z tym, że w POZ płaci się kapitacyjnie, nikt nie jest w stanie odpowiedzieć, jakie świadczenia w ramach tej kapitacji zostały udzielone, bo lekarze tego nie muszą raportować. Z kolei w lecznictwie szpitalnym z uwagi na brak modyfikacji grup JGP od czasu ich wprowadzenia do rozliczeń przed 8 laty, a także dopuszczalność używania tzw. gruperów, nasze dane epidemiologiczne w odniesieniu do wielu chorób są nierzetelne – mamy więcej chorych z rozpoznaniami, za które szpital może dostać więcej pieniędzy. A jest to konsekwencja sytuacji, że za niektóre procedury płaci się zdecydowanie za dużo, a za inne, których niestety jest większość, za mało w stosunku do kosztów. Nie ma więc mowy o tym, żeby znaczna część świadczeń była efektywna, a wykonujący je personel zadowolony. Nie może więc być mowy także o wysokiej jakości opieki, a tym samym o zadowoleniu pacjentów.


Jak to zmienić?

Wydaje się, że jedynym sposobem na poprawę jest systemowe podejście do jakości opieki zdrowotnej. W założeniach ustawy o jakości w ochronie zdrowia i bezpieczeństwie pacjenta, które już w lutym tego roku przeszły konsultacje społeczne, napisano zdanie, że podnoszenie jakości świadczeń i systemu opieki zdrowotnej poprzez edukację nie przynosi dostatecznych efektów. Nie sposób nie zgodzić się z tym stwierdzeniem. Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia, mimo ogromnego zaangażowania pracowników oraz współpracujących z nimi wizytatorów i grona kilkudziesięciu dyrektorów pierwszych akredytowanych szpitali w Polsce, sprowadzone przez 20 lat swojego istnienia praktycznie wyłącznie do roli ośrodka akredytacyjnego dla dobrowolnej akredytacji szpitali, dotychczas wydało zaledwie 209 akredytacji dla szpitali i jedną dla placówki POZ. Gdy tymczasem w całym kraju, wg rejestru CSIOZ, działa 990 podmiotów leczniczych wykonujących działalność leczniczą w rodzaju stacjonarne i całodobowe świadczenia zdrowotne szpitalne, z czego aż 964 było szpitalami z umową o udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych. Podmiotów świadczących usługi z zakresu POZ, w których dostępne są świadczenia lekarzy POZ, jest w całej Polsce ponad 9000. CMJ, mimo bez wątpienia dobrej roboty, którą wykonuje przy skromnych zasobach kadrowych, nie zajmuje się praktycznie monitorowaniem jakości w ochronie, a raczej zachęcaniem czy żeby użyć słowa zaczynającego się także na „m” – motywowaniem kadr zarządczych szpitali do stałego poprawiania jakości w zarządzanych przez nich placówkach. Problem z brakiem monitoringu jakości w ochronie zdrowia przez CMJ wynika z braku narzędzi prawnych i finansowych, które pozwalałyby na to, ale także z faktu, że dotychczas chyba żaden minister zdrowia nie traktował sprawy walki o lepszą jakość w ochronie zdrowia poważnie. Wiele działań na tym polu miała charakter pozorowany. Obiecywano, że za lepszą jakość świadczeń placówki będą dostawały więcej pieniędzy, ale przy stałych brakach na bieżące finansowanie i niemożności zaspokojenia rosnących potrzeb zdrowotnych, były to obietnice bez pokrycia. Prócz tego, dotychczas w polskim systemie ochrony zdrowia nie wprowadzono, jako obowiązującej, zasady mierzenia wielu stosowanych na świecie wskaźników jakości klinicznej opieki zdrowotnej, które pozwalają na rzetelną ocenę procesów i rezultatów leczenia przez poszczególne podmioty lecznicze oraz monitorowanie jakości realizowanych przez nie świadczeń lub kompleksowej opieki zdrowotnej. Na szczęście jest od tej reguły kilka odstępstw w postaci rejestrów, z których najlepszym przykładem jest Krajowy Rejestr Operacji Kardiochirurgicznych – KROK. Powstał on jako oddolna inicjatywa środowiskowa Klubu Kardiochirurgów. Przez to elitarne środowisko lekarskie był przez kilka lat prowadzony, a obecnie od kilku lat jest administrowany przez CSIOZ, występującego w tej roli w imieniu ministra zdrowia. Danych z tego rejestru nie publikuje się publicznie, ale wyłącznie środowiskowo oraz ma do nich dostęp minister zdrowia, co bez wątpienia dobrze służy motywowaniu kardiochirurgów do osiągania lepszych rezultatów i stałej poprawy jakości opieki kardiochirurgicznej w Polsce. Piszę o KROK m.in. dlatego, że jest to przykład rejestru klinicznego, który działa i dobrze służy zarówno systemowi, jak i kardiochirurgom oraz ich pacjentom w Polsce. Podobnie jak w innych krajach, w Europie głównie w krajach skandynawskich, ale także w Holandii czy Niemczech, gdzie rejestry kliniczne działają w ramach rozwiązań systemowych i są nadzorowane merytorycznie przez towarzystwa naukowe skupiające właściwych dla danego rejestru specjalistów medycyny. W Polsce bez wątpienia także potrzebne są rejestry choćby cukrzycy, SM czy chorób rzadkich. Dzięki nim moglibyśmy wiedzieć, ilu mamy chorych i jak są oni leczeni, czy leczenie to jest odpowiednie, skuteczne i efektywne ekonomicznie. Dzięki monitorowaniu określonych mierników spełniających kryteria istotności, specyficzności, czułości, dostępności i rzetelności, wiedzielibyśmy, co i gdzie trzeba poprawić, aby leczenie było lepsze, a opieka wyższej jakości. Warunkiem dobrego działania takiego systemu, prócz regulacji prawnych, jest przede wszystkim wprowadzanie do systemu rejestrów klinicznych – czy też wszystkich innych, choćby świadczeń NFZ, kadr CSIOZ czy przywołanego dalece niekompletnego Krajowego Rejestru Nowotworów – rzetelnych danych. Bez nich wskaźniki jakości będą miały mniej lub bardziej zafałszowaną wartość. Informatycy, analitycy czy też statystycy mówią, że jakość danych wyjściowych zależy od jakości danych wejściowych, co po angielsku – przepraszam za slangowe, wulgarne wyrażenie – brzmi: shit in, shit out. Wartość i rzetelność wskaźników jakości opieki zdrowotnej zależy zatem od samych świadczeniodawców. Użytkownicy KROK i KRN wiedzą to doskonale.


Uczenie się i ulepszanie
oparte na porównaniach


To, w jaki sposób korzysta się ze wskaźników klinicznych procesów i rezultatów, ma ogromny wpływ na poprawę jakości opieki zdrowotnej. Liczne publikacje dowodzą, że najszybsze i najlepsze rezultaty osiąga się tam, gdzie stosuje się zasadę peer comparison, co w bezpośrednim tłumaczeniu oznacza porównanie do rówieśników, a należy rozumieć jako porównanie do podobnych sobie. W przypadku rejestrów klinicznych, ale także efektywności czy też jakości opieki świadczonej przez szpitale mierzonej np. liczbą zdarzeń niepożądanych lub częstością zakażeń szpitalnych, dobrą i często przez lata stosowaną zasadą jest nieupublicznianie w pełnym zakresie tych danych, ale przekazywanie ich wyłącznie środowisku medycznemu albo nawet wewnątrz placówki. To, że inni są lepsi od nas motywuje do poprawy i samodoskonalenia. Presja wewnętrzna jest dużo bardziej efektywna niż presja z zewnątrz np. przez złą prasę lub inną formę nacisku społecznego czy złą ocenę.

O tym, że strach przed karą czy też napiętnowaniem nie działa dowodzi bardzo niska zgłaszalność zdarzeń niepożądanych w polskim systemie ochrony zdrowia. W krajach cywilizacyjnie zbliżonych do Polski rejestrowane dane niepożądane dotyczą 7–12% ogółu hospitalizacji. W polskich szpitalach, nawet tych z akredytacją ministra zdrowia, wydaną na podstawie oceny akredytacyjnej wizytatorów CMJ, takie rejestry są niemal puste, a najczęściej zgłaszane są te, których nie da się ukryć lub te, w których tzw. czynnik ludzki nie istnieje lub jest nieistotny. Dane z innych krajów, gdzie obowiązuje zasada no blame, no shame, no punishment dla osób zgłaszających zdarzenia niepożądane ze swoim udziałem, proporcje są zdecydowanie inne, a częstość takich zdarzeń w wielkich szpitalach, porównywalnych z naszymi największymi szpitalami klinicznymi sięga około 10% hospitalizacji.

Niezgłaszanie zdarzeń niepożądanych w Polsce wynika z braku odpowiednich regulacji prawnych dotyczących ochrony pracowników, ale przede wszystkim z obowiązujących regulacji dotyczących ubezpieczeń OC podmiotów leczniczych i osób wykonujących zawody medyczne. To temat na osobną dyskusję. W Szwecji, która jako pierwsza na świecie wprowadziła zasadę wypłacania odszkodowań za szkody pacjentów, nawet niewielkie, jakie są rezultatem zdarzeń niepożądanych w procesie leczenia, dyskusja w świecie prawników i ubezpieczycieli oraz debata publiczna na ten temat trwała ponad dwie dekady. W Polsce taka dyskusja na krótko wybuchła, przy okazji uchwalania niefortunnych zapisów o tzw. zdarzeniach medycznych w ustawie o prawach pacjenta. Skończyła się ona niczym, a można wręcz powiedzieć, że umarła wraz z wprowadzeniem najpierw obowiązkowego, a po kilku miesiącach, po wielkich, w pełni uzasadnionych protestach zarządzających szpitalami, dobrowolnego ubezpieczenia od tychże zdarzeń medycznych. Wprowadzenie tego ubezpieczenia i zasad przyznawania odszkodowań nie przez sądy, ale komisje powoływane w każdym województwie, bez innych zmian systemowych, a przede wszystkim z utrzymaniem obowiązkowego OC, było od początku skazane na porażkę. Nie można było jednak spodziewać się czegoś innego, skoro zrobiono to w ramach tzw. ofensywy ustawowej minister Ewy Kopacz. Bez ładu, składu, a przede wszystkim zrozumienia, na czym miała polegać ta zmiana.


Pracować dalej
nad ustawą o jakości


Mam nadzieję i bardzo sobie tego i Państwu życzę, aby tym razem ustawę o jakości w ochronie zdrowia i bezpieczeństwie pacjenta potraktowano poważnie. Już sam projekt założeń – choć z pewnością niedoskonały i wymagający istotnych zmian w wysokości skutków finansowych jej wprowadzenia – zasługuje na to, by prace nad regulacjami dotyczącymi jakości w ochronie zdrowia i konsultacje z zainteresowanymi środowiskami były kontynuowane. Dzięki temu projektowane przepisy w wieloletniej perspektywie spełnią zakładany cel poprawy jakości leczenia i opieki zdrowotnej w Polsce. To, co już teraz znajduje się w projekcie założeń do ustawy, w mojej ocenie spełnia kryterium zmiany systemowej, która ma szansę przynieść realną poprawę jakości opieki zdrowotnej w naszym kraju. Jest w nim wizja całościowego podejścia do jakości, która nie sprowadza się tylko do dobrowolnej akredytacji szpitali, ale obejmuje inne, w mojej ocenie obecnie i w przyszłości dużo ważniejsze elementy całościowego systemu poprawy jakości opieki zdrowotnej w Polsce. Doświadczenia innych krajów potwierdzają, że poprawa jakości wymaga zorganizowanego wysiłku oraz poniesienia kosztów inwestycji w ten obszar, choćby prowadzenia rejestrów klinicznych oraz zdarzeń niepożądanych, a także publikowania raportów ze wskaźnikami jakości czy analizowania przyczyn zdarzeń niepożądanych. Wysoka jakość kosztuje, ale jej brak kosztuje dużo więcej. Jesteśmy w tej chwili w okresie, kiedy minister zdrowia może wprowadzić pozytywne zmiany wynikające z dotychczasowych doświadczeń CMJ i środowiska entuzjastów ciągłej poprawy jakości opieki zdrowotnej. Jak przystało na to środowisko ich propozycje wynikają nie z doraźnego celu ofensywy ustawowej, ale z krytycznej analizy obecnego stanu i niskiej efektywności dotychczas stosowanych narzędzi. Warto z nich skorzystać.




Najpopularniejsze artykuły

Ciemna strona eteru

Zabrania się sprzedaży eteru etylowego i jego mieszanin – stwierdzał artykuł 3 uchwalonej przez sejm ustawy z dnia 22 czerwca 1923 r. w przedmiocie substancji i przetworów odurzających. Nie bez kozery, gdyż, jak podawały statystyki, aż 80 proc. uczniów szkół narkotyzowało się eterem. Nauczyciele bili na alarm – używanie przez dzieci i młodzież eteru prowadzi do ich otępienia. Lekarze wołali – eteromania to zguba dla organizmu, prowadzi do degradacji umysłowej, zaburzeń neurologicznych, uszkodzenia wątroby. Księża z ambon przestrzegali – eteryzowanie się nie tylko niszczy ciało, ale i duszę, prowadząc do uzależnienia.

Czy Unia zakaże sprzedaży ziół?

Z końcem 2023 roku w całej Unii Europejskiej wejdzie w życie rozporządzenie ograniczające sprzedaż niektórych produktów ziołowych, w których stężenie alkaloidów pirolizydynowych przekroczy ustalone poziomy. Wszystko za sprawą rozporządzenia Komisji Europejskiej 2020/2040 z dnia 11 grudnia 2020 roku zmieniającego rozporządzenie nr 1881/2006 w odniesieniu do najwyższych dopuszczalnych poziomów alkaloidów pirolizydynowych w niektórych środkach spożywczych.

Astronomiczne rachunki za leczenie w USA

Co roku w USA ponad pół miliona rodzin ogłasza bankructwo z powodu horrendalnie wysokich rachunków za leczenie. Bo np. samo dostarczenie chorego do szpitala może kosztować nawet pół miliona dolarów! Prezentujemy absurdalnie wysokie rachunki, jakie dostają Amerykanie. I to mimo ustawy, która rok temu miała zlikwidować zjawisko szokująco wysokich faktur.

Rzeczpospolita bezzębna

Polski trzylatek statystycznie ma aż trzy zepsute zęby. Sześciolatki mają próchnicę częściej niż ich rówieśnicy w Ugandzie i Wietnamie. Na fotelu dentystycznym ani razu w swoim życiu nie usiadł co dziesiąty siedmiolatek. Statystyki dotyczące starszych napawają grozą: 92 proc. nastolatków i 99 proc. dorosłych ma próchnicę. Przeciętny Polak idzie do dentysty wtedy, gdy nie jest w stanie wytrzymać bólu i jest mu już wszystko jedno, gdzie trafi.

Mielofibroza choroba o wielu twarzach

Zwykle chorują na nią osoby powyżej 65. roku życia, ale występuje też u trzydziestolatków. Średni czas przeżycia wynosi 5–10 lat, choć niektórzy żyją nawet dwadzieścia. Ale w agresywnej postaci choroby zaledwie 2–3 lata od postawienia rozpoznania.

Leki, patenty i przymusowe licencje

W nowych przepisach przygotowanych przez Komisję Europejską zaproponowano wydłużenie monopolu lekom, które odpowiedzą na najpilniejsze potrzeby zdrowotne. Ma to zachęcić firmy farmaceutyczne do ich produkcji. Jednocześnie Komisja proponuje wprowadzenie przymusowego udzielenia licencji innej firmie na produkcję chronionego leku, jeśli posiadacz patentu nie będzie w stanie dostarczyć go w odpowiedniej ilości w sytuacjach kryzysowych.

ZUS zwraca koszty podróży

Osoby wezwane przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych do osobistego stawiennictwa na badanie przez lekarza orzecznika, komisję lekarską, konsultanta ZUS często mają do przebycia wiele kilometrów. Przysługuje im jednak prawo do zwrotu kosztów przejazdu. ZUS zwraca osobie wezwanej na badanie do lekarza orzecznika oraz na komisję lekarską koszty przejazdu z miejsca zamieszkania do miejsca wskazanego w wezwaniu i z powrotem. Podstawę prawną stanowi tu Rozporządzenie Ministra Pracy i Polityki Społecznej z 31 grudnia 2004 r. (...)

Neonatologia – specjalizacja holistyczna

O specyfice specjalizacji, którą jest neonatologia, z dr n. med. Beatą Pawlus, lekarz kierującą Oddziałem Neonatologii w Szpitalu Specjalistycznym im. Świętej Rodziny w Warszawie oraz konsultant województwa mazowieckiego w dziedzinie neonatologii rozmawia red. Renata Furman.

Miłość w białym fartuchu

Na nocnych dyżurach, w gabinecie USG, magazynie albo w windzie. Najczęściej
między lekarzem a pielęgniarką. Romanse są trwałym elementem szpitalnej rzeczywistości. Dlaczego? Praca w szpitalu jest ciężka – fizycznie i psychicznie. Zwłaszcza na chirurgii. W sytuacjach zagrożenia życia działa się tam szybko, na pełnej adrenalinie, często w nocy albo po nocy nieprzespanej. W takiej atmosferze, pracując ramię w ramię, pielęgniarki zbliżają się do chirurgów. Stają się sobie bliżsi. Muszą sobie wzajemnie ufać i polegać na sobie. Z czasem wiedzą o sobie wszystko. Są partnerami w działaniu. I dlatego często stają się partnerami w łóżku, czasami także w życiu. Gdzie uprawiają seks? Wszędzie, gdzie tylko jest okazja. W dyżurce, w gabinecie USG, w pokoju socjalnym, w łazience, a czasem w pustej sali chorych. Kochankowie dobierają się na dyżury, zazwyczaj nocne, często zamieniają się z kolegami/koleżankami, by być razem. (...)

Wciąż nie rozumiemy raka trzustki

 – W przypadku raka trzustki cele terapeutyczne są inne niż w raku piersi, jelita grubego czy czerniaku. Postęp w zakresie leczenia systemowego tego nowotworu jest nieznośnie powolny, dlatego sukcesem są terapie, które dodatkowo wydłużają mediany przeżycia nawet o klika miesięcy – mówi dr Leszek Kraj z Kliniki Onkologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. 

Kobiety w chirurgii. Równe szanse na rozwój zawodowy?

Kiedy w 1877 roku Anna Tomaszewicz, absolwentka wydziału medycyny Uniwersytetu w Zurychu wróciła do ojczyzny z dyplomem lekarza w ręku, nie spodziewała się wrogiego przyjęcia przez środowisko medyczne. Ale stało się inaczej. Uznany za wybitnego chirurga i honorowany do dzisiaj, prof. Ludwik Rydygier miał powiedzieć: „Precz z Polski z dziwolągiem kobiety-lekarza!”. W podobny ton uderzyła Gabriela Zapolska, uważana za jedną z pierwszych polskich feministek, która bez ogródek powiedziała: „Nie chcę kobiet lekarzy, prawników, weterynarzy! Nie kraj trupów! Nie zatracaj swej godności niewieściej!".

Nienawiść zabija lekarzy

Lekarze bywają ofiarami fanatyków, radykałów i niezadowolonych z leczenia pacjentów. Zaczyna się od gróźb, a kończy na nożu, pistolecie czy bombie.

Czy Trump ma problemy psychiczne?

Chorobę psychiczną prezydenta USA od prawie roku sugerują psychiatrzy i specjaliści od zdrowia psychicznego w Ameryce. Wnioskują o komisję, która pozwoli zbadać, czy prezydent może pełnić swoją funkcję.

EBN, czyli pielęgniarstwo oparte na faktach

Rozmowa z dr n. o zdrowiu Dorotą Kilańską, kierowniczką Zakładu Pielęgniarstwa Społecznego i Zarządzania w Pielęgniarstwie w UM w Łodzi, dyrektorką Europejskiej Fundacji Badań Naukowych w Pielęgniarstwie (ENRF), ekspertką Komisji Europejskiej, Ministerstwa Zdrowia i WHO.

Sytuacja epidemiologiczna i możliwości leczenia raka jelita grubego w Polsce

Wraz z wydłużaniem się naszego życia oraz wciąż rozwijającymi się możliwościami medycyny, rak nie tylko nie przestaje być aktualnym problemem zdrowotnym, ale wręcz zaliczany jest do chorób cywilizacyjnych. Jedną z przyczyn późnego rozpoznawania nowotworów jelita grubego jest długoletni bezobjawowy lub skąpoobjawowy przebieg choroby. Do objawów najczęściej wiązanych z rakiem jelita grubego należą krwawienia z dolnego odcinka przewodu pokarmowego (jawne bądź utajone), niespecyficzne bóle brzucha, zaburzenia rytmu wypróżnień, daremne parcie na stolec lub uczucie niepełnego wypróżnienia, anemia wtórna do przewlekłej utraty krwi i wreszcie późny objaw – utrata masy ciała. (...)

Pierwsze dziecko z Polski uzbierało 9 milionów na terapię genową SMA

Alex Jutrzenka w Wigilię otrzymał od darczyńców prezent – jego zbiórka na portalu crowfundingowym osiągnęła 100 proc. Chłopiec jako pierwszy pacjent z Polski wyjedzie do USA, do Children’s Hospital of Philadelphia, po terapię genową, która ma zahamować postęp choroby.




bot