Służba Zdrowia - strona główna
SZ nr 26–33/2020
z 23 kwietnia 2020 r.

Stuknij na okładkę, aby przejść do spisu treści tego wydania


>>> Wyszukiwarka leków refundowanych


Skończy się na oklaskach?

Małgorzata Solecka

Polacy wychodzą na balkony i owacjami nagradzają pracowników ochrony zdrowia. 7 kwietnia, w Dniu Pracowników Służby Zdrowia, klaskał im również minister zdrowia. Pracownikom medycznym dziękował też premier. – Nam nie potrzeba oklasków i słów, ale konkretnych decyzji – mówią lekarze, pielęgniarki, ratownicy. I zastanawiają się, jak z uznaniem i szacunkiem będzie „po”.



Najdobitniej dał temu wyraz, jak zawsze, OZZL. „W związku ze słowami wdzięczności i uznania, kierowanymi w dniu wczorajszym pod adresem pracowników ochrony zdrowia przez polityków niemal wszystkich ugrupowań, również przez Premiera RP, Zarząd Krajowy OZZL wyraża opinię, że – chociaż słowa te z pewnością cieszą wszystkich medyków – to jednak nie są one w stanie przesłonić faktu, iż ochrona zdrowia i jej pracownicy od 30 lat traktowani są w III RP w sposób niezwykle lekceważący przez wszystkie kolejne rządy, z obecnym włącznie” – czytamy w oświadczeniu, jakie Zarząd Krajowy Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy wydał 8 kwietnia.

Podpisany pod nim dr Krzysztof Bukiel przypomniał, że nakłady publiczne na ochronę zdrowia pozostawały przez te lata na poziomie dalece niewystarczającym, wynagrodzenia pracowników ochrony zdrowia należały do najniższych w gospodarce i rosły jedynie od strajku do strajku, a kolejki do leczenia wydłużały się coraz bardziej. Związek wezwał więc polityków, by słowa wdzięczności i uznania, kierowane w tych dniach do pracowników publicznej ochrony zdrowia, uwiarygodnili, podejmując np. decyzję o pilnej zmianie ustawy o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych – zgodnie z propozycją analogicznej ustawy obywatelskiej czy uchwaleniem obywatelskiego projektu ustawy przewidującej wzrost nakładów na publiczną ochronę zdrowia do 6,8 proc. PKB w najbliższych trzech latach.

– To nie jest właściwy moment na upominanie się o pieniądze, wynagrodzenia czy podwyżki – uważa część, zwłaszcza starszych i bardziej doświadczonych lekarzy. Ale śledząc dyskusje w mediach społecznościowych i analizując wypowiedzi liderów środowiska nie ma wątpliwości: nawet jeśli lekarze, pielęgniarki i ratownicy nie oczekują uchwalenia ustaw w czasie pandemii, chcą by na słowach uznania i na oklaskach – przynajmniej ze strony polityków i decydentów – się nie skończyło.

Żeby, przynajmniej na czas epidemii, znalazły się pieniądze na wyższe wynagrodzenia, dodatki, premie. Nie tylko w szpitalach jednoimiennych, w których pracownikom zagwarantowano 150 proc. zasadniczego wynagrodzenia, ale we wszystkich placówkach. Bo we wszystkich, jak argumentuje np. Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych, pracownicy są dziś bardziej narażeni na ryzyko zakażenia. To ma bardzo wymierne skutki: przymusowe kwarantanny przy podejrzeniu zakażenia trzebią grafiki dyżurów. Lekarze i pielęgniarki, którzy mogą pracować, mają dwa, trzy razy więcej dyżurów. – Maraton, aż do momentu, w którym okaże się, że padło na nas. Kwarantanna, w optymistycznym scenariuszu – mówi jeden z lekarzy z mazowieckiego szpitala.

Lekarze i pielęgniarki zwracają uwagę, że w innych krajach pracownicy szpitali mogą liczyć na dodatkowe pieniądze – choćby w Rumunii, gdzie już kilka lat temu znacząco, w stosunku do średniej krajowej, podniesiono wynagrodzenia w ochronie zdrowia, chcąc za wszelką cenę zatrzymać exodus wykształconych kadr, na czas walki z epidemią pracownikom wypłacane jest dodatkowo po 600 euro.

Pracownicy medyczni zwracają też uwagę, że ich praca byłaby nadal ciężka, odpowiedzialna i ryzykowna, ale nie musiałaby być uznawana za bohaterską czy heroiczną, gdyby Ministerstwo Zdrowia, rząd zawczasu zapewnili środki ochrony osobistej. Wszystkim medykom, nie tylko szpitalom i oddziałom zakaźnym. – Nie było nic bardziej frustrującego, niż słuchanie, jak minister zdrowia w marcu zapewniał, że sytuacja ze środkami ochrony indywidualnej jest generalnie pod kontrolą, rząd zaopatruje szpitale jednoimienne, a wszystkie pozostałe mają sobie radzić we własnym zakresie. Jak? Skąd? Za co? – opowiada lekarz ze szpitala powiatowego na południu Polski.

Z tej frustracji, ale też poczucia solidarności, zrodziło się pospolite ruszenie: chałupnicza produkcja maseczek (początkowo podniosły się głosy, że nie będą mogły być używane w szpitalach, bo nie mają atestów, ale większość placówek brała „na pniu” wszystkie maseczki, również kolorowe, bawełniane, wychodząc z założenia, że lepszy wróbel w garści…), drukowanie przyłbic ochronnych na drukarkach 3D, innowacje studentów uczelni technicznych, którzy podpowiadali, jak można zaadaptować maski do nurkowania w celach ochronnych. Lokalne inicjatywy na rzecz konkretnych szpitali. Gdzieś popsuł się respirator – zbiórka. Szpital potrzebuje kardiomonitorów – zbiórka. Do gry weszli najwięksi – Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, Fundacja Siepomaga, Dominika Kulczyk, która fundacji lekarskiego samorządu przekazała na walkę z epidemią 20 milionów złotych. Lekarze, pielęgniarki, ratownicy – dokarmiani przez lokalne restauracje, obdarowywani zapasami kawy i słodyczy – mogli poczuć, że nie są sami.

To jasna strona medalu. Jest i ciemna, wręcz – mroczna. Nie brakuje sygnałów, że bliscy pracowników ochrony zdrowia, zwłaszcza szpitali „covidowych”, jeśli sami nie są zawodowo związani z branżą medyczną, są odsyłani na bezpłatne urlopy, zmuszani do absencji w pracy, lub wręcz – zwalniani. – Nikt wprost tego nie powie, ale ludzie się nas boją. Boją się, że roznosimy wirusa – mówią pracownicy szpitali.

Takie postawy wzmacniają niefortunne wypowiedzi niektórych urzędników. Wiceminister Waldemar Kraska w radiowym wywiadzie stwierdził, że zakażenia wśród personelu medycznego (pod koniec marca medycy stanowili 17 proc. wszystkich potwierdzonych przypadków) to efekt, między innymi, ignorowania procedur, nonszalancji ze strony części, zwłaszcza starszych, lekarzy a także – niekiedy – braku wiedzy, że takie procedury bezpieczeństwa w ogóle istnieją. Reakcja samorządu lekarskiego była natychmiastowa: Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej wystosowało apel do premiera o dymisję wiceszefa resortu zdrowia, podkreślając, że trudno przerzucać odpowiedzialność na pracowników, skoro w szpitalach brakuje – od tygodni – podstawowych środków ochrony indywidualnej. Lekarze doczekali się jednak tylko przeprosin – przekazanych przez rzecznika prasowego Ministerstwa Zdrowia za niefortunne sformułowanie.

– Minister Kraska mówił o sytuacjach, które zostały wcześniej opisane w mediach. I nie powinien może używać takich ogólnych sformułowań, bo przecież 99 proc. personelu zachowuje się w sytuacji epidemii absolutnie odpowiedzialnie i stosuje się do wszystkich zaleceń i procedur. Ale jest faktem, że niektórzy medycy, tak jak dyrektorzy szpitali, postępują niestety wbrew procedurom. Przykład, który wzburzył mnie w sposób szczególny, to zamknięcie pracowników na przymusowej kwarantannie w jednym ze szpitali – mówił w rozmowie, którą przeprowadziłam na początku kwietnia dla portalu „Medycyna Praktyczna”, minister Łukasz Szumowski.

To, do czego potrafi doprowadzić nieopatrznie rzucone jedno słowo, za którym ciągnie się lawina kolejnych oskarżeń, najtragiczniej pokazał przykład prof. Wojciecha Rokity, znanego kieleckiego ginekologa, konsultanta wojewódzkiego w dziedzinie ginekologii i położnictwa. I jednej z pierwszych ofiar koronawirusa, a raczej psychozy i napędzanego nią hejtu. Lekarz, u którego potwierdzono zakażenie, załamał się po fali oskarżeń, publikowanych w lokalnych mediach, w których sugerowano, że mając świadomość bycia zakażonym miał m.in.kontakt z pacjentkami i nie odizolował się – i popełnił samobójstwo. Sprawę bada prokuratura i to ona sprawdza, czy ktoś – i kto? – poniesie odpowiedzialność za zaszczucie lekarza.

Warto zaznaczyć, że „w czasach zarazy” z przestrzeni publicznej niemal zniknęła werbalna wrogość czy agresja wobec pracowników medycznych (co nie znaczy, że nie spotykają się oni z agresją w miejscu pracy, to odrębny temat). Co więcej, z badań przeprowadzonych przez Instytut Psychologii PAN we współpracy z Centrum Badań nad Uprzedzeniami „Koronawirus w Polsce: Perspektywa psychologii społecznej” (20–23 marca) wynika, że personel medyczny budzi w Polakach niemal wyłącznie ciepłe uczucia.

W skali od -50 stopni (uczucia najchłodniejsze) do 50 stopni (uczucia najcieplejsze), badani najgorzej oceniali (-33 stopnie) osoby niestosujące się do zaleceń mających ograniczyć pandemię koronawirusa). Drugą najgorzej postrzeganą grupą (-11 stopni) była Konferencja Episkopatu Polski, a niechlubne „podium” zamykał rząd RP (-6,6 stopnia). Najcieplejsze uczucia (niemal 36 st.) Polacy w drugiej połowie marca mieli wobec pracowników ochrony zdrowia oraz osób stosujących się do zaleceń mających ograniczyć epidemię (35 st.). Na trzecim miejscu znaleźli się seniorzy (25 st.).

To, co zostanie z tych ciepłych uczuć – i nieudawanej wdzięczności – zależy w dużym stopniu od przebiegu epidemii, ale przede wszystkim – od samych pracowników medycznych. Nikt nie może (i nie powinien) oczekiwać i wymagać bohaterstwa, to pewne. Jednak pojawiające się sygnały o swego rodzaju „dezercjach” z pola walki – choćby w postaci masowych zwolnień lekarskich w pierwszych tygodniach epidemii, które zdziesiątkowały personel w kluczowych szpitalach (nie tylko jednoimiennych), muszą niepokoić. Nikt nie chce, by powtórzył się scenariusz włoski – tam do 9 kwietnia od początku epidemii z powodu koronawirusa zmarło stu lekarzy. Nikt jednak nie chce również scenariusza hiszpańskiego, w którym w domach opieki policja i wojsko odnajdywały zmarłych seniorów, porzuconych przez swoich opiekunów.

Gdy opadnie kurz po koronawirusie, co prędzej czy później musi nastąpić, przyjdzie czas na postawienie sprawy jasno: jeśli społeczeństwo chce czuć się bezpiecznie w przyszłości, musi tych, którzy walczyli na pierwszej linii frontu, docenić. Nie tylko brawami, nie tylko ciepłymi uczuciami.

Bez tego trudno będzie uniknąć – w przyszłości – wzrostu liczby tych, którzy na front zaciągnąć się nie dadzą. Dekowników.




Najpopularniejsze artykuły

Ciemna strona eteru

Zabrania się sprzedaży eteru etylowego i jego mieszanin – stwierdzał artykuł 3 uchwalonej przez sejm ustawy z dnia 22 czerwca 1923 r. w przedmiocie substancji i przetworów odurzających. Nie bez kozery, gdyż, jak podawały statystyki, aż 80 proc. uczniów szkół narkotyzowało się eterem. Nauczyciele bili na alarm – używanie przez dzieci i młodzież eteru prowadzi do ich otępienia. Lekarze wołali – eteromania to zguba dla organizmu, prowadzi do degradacji umysłowej, zaburzeń neurologicznych, uszkodzenia wątroby. Księża z ambon przestrzegali – eteryzowanie się nie tylko niszczy ciało, ale i duszę, prowadząc do uzależnienia.

Rzeczpospolita bezzębna

Polski trzylatek statystycznie ma aż trzy zepsute zęby. Sześciolatki mają próchnicę częściej niż ich rówieśnicy w Ugandzie i Wietnamie. Na fotelu dentystycznym ani razu w swoim życiu nie usiadł co dziesiąty siedmiolatek. Statystyki dotyczące starszych napawają grozą: 92 proc. nastolatków i 99 proc. dorosłych ma próchnicę. Przeciętny Polak idzie do dentysty wtedy, gdy nie jest w stanie wytrzymać bólu i jest mu już wszystko jedno, gdzie trafi.

Astronomiczne rachunki za leczenie w USA

Co roku w USA ponad pół miliona rodzin ogłasza bankructwo z powodu horrendalnie wysokich rachunków za leczenie. Bo np. samo dostarczenie chorego do szpitala może kosztować nawet pół miliona dolarów! Prezentujemy absurdalnie wysokie rachunki, jakie dostają Amerykanie. I to mimo ustawy, która rok temu miała zlikwidować zjawisko szokująco wysokich faktur.

ZUS zwraca koszty podróży

Osoby wezwane przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych do osobistego stawiennictwa na badanie przez lekarza orzecznika, komisję lekarską, konsultanta ZUS często mają do przebycia wiele kilometrów. Przysługuje im jednak prawo do zwrotu kosztów przejazdu. ZUS zwraca osobie wezwanej na badanie do lekarza orzecznika oraz na komisję lekarską koszty przejazdu z miejsca zamieszkania do miejsca wskazanego w wezwaniu i z powrotem. Podstawę prawną stanowi tu Rozporządzenie Ministra Pracy i Polityki Społecznej z 31 grudnia 2004 r. (...)

50 lat krakowskiej kardiochirurgii dziecięcej

Krakowska kardiochirurgia dziecięca w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie-Prokocimiu zajmuje się leczeniem wrodzonych wad serca u dzieci i młodzieży z całej Polski, a także z zagranicy. Ma na swoim koncie wiele sukcesów. W 2010 r. Klinika została uznana za najlepszą w plebiscycie ośrodków kardiochirurgii dziecięcej i otrzymała dyplom i nagrodę tygodnika „Newsweek” za zajęcie I miejsca w Polsce. W 2013 r. Klinikę Kardiochirurgii Dziecięcej w Krakowie wyróżniono pierwszą lokatą dla najlepszego ośrodka medycznego w kraju i „Złotym Skalpelem” przyznawanym przez redakcję „Pulsu Medycyny”. Powtórnie „Złoty Skalpel” przyznano jej w 2016 r. W tym roku obchodzi jubileusz 50-lecia.

Wołanie o profilaktykę

Z dr. n. med. Krzysztofem Walczewskim, ordynatorem oddziału psychiatrii w Szpitalu Klinicznym im. dr. Józefa Babińskiego SP ZOZ w Krakowie i autorem programu profilaktyki depresji w woj. małopolskim „Wyprzedzić smutek” rozmawia Katarzyna Cichosz.

Leczenie wspomagające w przewlekłym zapaleniu prostaty

Terapia przewlekłego zapalenia stercza zarówno postaci bakteryjnej, jak i niebakteryjnej to duże wyzwanie. Wynika to między innymi ze słabej penetracji antybiotyków do gruczołu krokowego, ale także z faktu utrzymywania się objawów, mimo skutecznego leczenia przeciwbakteryjnego.

Protonoterapia. Niekończąca się opowieść

Ośrodek protonoterapii w krakowskich Bronowicach kończy w tym roku pięć lat. To ważny moment, bo o leczenie w Krakowie będzie pacjentom łatwiej. To dobra wiadomość. Zła jest taka, że ułatwienia dotyczą tych, którzy mogą za terapię zapłacić.

EBN, czyli pielęgniarstwo oparte na faktach

Rozmowa z dr n. o zdrowiu Dorotą Kilańską, kierowniczką Zakładu Pielęgniarstwa Społecznego i Zarządzania w Pielęgniarstwie w UM w Łodzi, dyrektorką Europejskiej Fundacji Badań Naukowych w Pielęgniarstwie (ENRF), ekspertką Komisji Europejskiej, Ministerstwa Zdrowia i WHO.

Leki, patenty i przymusowe licencje

W nowych przepisach przygotowanych przez Komisję Europejską zaproponowano wydłużenie monopolu lekom, które odpowiedzą na najpilniejsze potrzeby zdrowotne. Ma to zachęcić firmy farmaceutyczne do ich produkcji. Jednocześnie Komisja proponuje wprowadzenie przymusowego udzielenia licencji innej firmie na produkcję chronionego leku, jeśli posiadacz patentu nie będzie w stanie dostarczyć go w odpowiedniej ilości w sytuacjach kryzysowych.

Różne oblicza zakrzepicy

Choroba zakrzepowo-zatorowa, potocznie nazywana zakrzepicą to bardzo demokratyczne schorzenie. Nie omija nikogo. Z jej powodu cierpią politycy, sportowcy, aktorzy, prawnicy. Przyjmuje się, że zakrzepica jest trzecią najbardziej rozpowszechnioną chorobą układu krążenia.

Reforma systemu psychiatrii zbacza z wyznaczonego kursu

Rozmowa z Markiem Balickim, byłym pełnomocnikiem ministra zdrowia ds. reformy psychiatrii dorosłych i byłym kierownikiem biura ds. pilotażu Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego na lata 2017–2022, ministrem zdrowia w latach 2003 oraz 2004–2005.

Endometrioza – wędrująca kobiecość

Podstępna, przewlekła i nieuleczalna. Taka jest endometrioza. Ta tajemnicza choroba ginekologiczna, badana od przeszło stu lat, nadal pozostaje dla lekarzy niewyjaśniona. Pomimo że występuje u kobiet coraz częściej, wciąż trudno określić mechanizm jej powstawania i rozwoju, a jej następstwa są poważne, prowadzą nawet do bezpłodności.

Edukacja zdrowotna w polskiej szkole

Edukacja zdrowotna ma trafić do szkół. Aby faktycznie zapobiegać chorobom, powinna spełniać szereg warunków, inaczej będzie tylko pozornym ruchem.

Zawał serca u osób młodych

Zawały serca przypisuje się zazwyczaj ludziom w starszym czy w średnim wieku. Niestety, prawda jest taka, że systematycznie rośnie liczba zawałów wśród ludzi młodych, co zazwyczaj ma bezpośredni związek z trybem życia, jaki prowadzą.

Gdy rozum śpi, budzi się bestia

Likantropia (z gr. lýkos – wilk i ánthropos – człowiek) to wiara w zdolność
przekształcania się ludzi w zwierzęta, zwłaszcza w wilki. Etymologię tego
terminu wywodzi się też od króla Arkadii – Likaona, który, jak opisuje
Owidiusz w Metamorfozach, został przemieniony w wilka, gdyż ośmielił się
podać Zeusowi ludzkie mięso – ciało własnego syna.




bot