Służba Zdrowia - strona główna
SZ nr 77–80/2003
z 9 października 2003 r.

Stuknij na okładkę, aby przejść do spisu treści tego wydania


>>> Wyszukiwarka leków refundowanych


Z pamiętnika lekarza poz

Janina Banachowska

Poniedziałek

Wyprowadziłam samochód z garażu, bo wybierałam się właśnie na pocztę, gdy zajechał ciężko przestraszony chłopak na rowerze, nie oparł go, tylko rzucił na siatkę płotu i nie mogąc złapać oddechu, wychrypiał:

- Doktorko, ojciec mieli wypadek na cyrkularce!

Nie pytałam o nic, wsadziłam go do samochodu, pokaże, gdzie to się stało. Wracając, wezmę dzieciaka, to sobie zabierze rower spod płotu.

Ruszyłam z piskiem opon, na pewno z o wiele za dużą prędkością jak na tutejsze, wiejskie drogi, przejechałam jakieś gęsi, tylko się pióra posypały, ale myśmy już byli na zakręcie.

Chłop, oszołomiony, już się pozbierał z ziemi, nawet nie był skaleczony, ot, drobne zadrapania, ale nos miał przesunięty pod prawe oko. Dobrze, że przyjechaliśmy wystarczająco szybko, by nie zaczął się tworzyć obrzęk. Delikatnie zbadałam pozostałe kości twarzy, palpacyjnie były nieuszkodzone, chwyciłam obiema dłońmi ten nieszczęsny nos i przesunęłam go na właściwe miejsce.

Rączką od łyżeczki sprawdziłam wnętrze przewodów nosowych i docisnęłam kawałeczek odstającej kości. Potem kazałam chłopu wydmuchać nos, by sprawdzić, czy jest drożny i zrobiłam opatrunek z pieluchy zamoczonej w wodzie z octem, bo ani kwaśnej wody, ani serwatki w chałupie nie było.

Od siebie z domu wezwałam karetkę, trudno go było wysyłać autobusem, szczególnie że mógł mieć uraz czaszki. Ale na to trzeba było diagnozy radiologicznej.

Dzieciak zabrał rower do domu, po przejechane gęsi nikt się nie zgłosił. W szpitalu rtg nic nie wykazało, ortopedzi byli nieco zdziwieni prawidłowym ustawieniem kości nosa, który już miał wielkość niemal arbuza. Ale cóż przy takim obrzęku mogliby zrobić? Najważniejsze – działać, nim spuchnie.

Koło południa przyszła spłakana wczasowiczka z 3-letnią dziewczynką, która potknęła się na stromej miedzy i wpadła w gęsty krzak dzikiej róży. Nim ją stamtąd matka wyciągnęła, była cała naszpikowana kolcami. Róże mają zaś to do siebie, że końcówka kolca jest nie tylko zakrzywiona, ale i bardzo cienka, trzeba bardzo uważać wyciągając, by koniuszek nie pozostał w ciele.

Obierałam ją ponad godzinę, ale udało mi się usunąć wszystkie w całości. A potem przykuśtykał o lasce chłop, może czterdziestopięcioletni, skarżący się na wszelakie dolegliwości bólowe: kręgosłupa, bioder, kolan, rąk, no, co tylko mógł sobie przypomnieć. Znałam go jako amatora renty, ale koniecznie pierwszej grupy. Zbadałam go dokładnie, żadnych wyraźnych zmian nie stwierdziłam, trzecią grupę miał już od paru lat, tak że tylko dałam zastrzyk pyralginy i receptę na doraźne środki przeciwbólowe. Odchodził wyraźnie niezadowolony. Zastanawiałam się nawet, czy czegoś nie przeoczyłam, ale wtedy tak szybko bym się go z gabinetu nie pozbyła.

Wtorek

Miałam na dziś zaplanowaną kontrolną wizytę u pacjentki w końcowym stadium raka wątroby z przerzutami. Wiem, że nie mogłam jej pomóc – w znaczeniu leczenia jako takiego, natomiast sprawdzałam, jak się czuje, czy ma wystarczającą ilość środków przeciwbólowych. Przeczytałam w którymś z czasopism lekarskich (w angielskim bodajże), że walka z bólem, szczególnie silnym, głównie nowotworowym jest obowiązkiem lekarza pierwszego kontaktu, że leków przeciwbólowych, nawet tych najsilniejszych, nie należy pacjentowi odmawiać, twierdząc, że może wpaść w narkomanię. Jak można myśleć czy mówić o narkomanii u kogoś, kto ma przed sobą kilkanaście dni, a może parę tygodni życia w niesłychanym cierpieniu, opuszczony, bo ani rodzina, ani pielęgniarki do niego nie zachodzą – tego nigdy nie pojmuję. Przy pomocy dobrego anestezjologa ustawiłam w kroplówce morfinę i inne środki, raczej uspokajające, podkułam się wenflonem i nauczyłam moją chorą, że gdy tylko poczuje ból, niech nie czeka, aż będzie on nie do zniesienia, tylko niech włączy sobie załączoną kroplówkę. Okazało się, że morfiny zużywała o połowę mniej, a pozostałe środki spowodowały, że bez lęku czekała na śmierć, świadoma zarówno swojej choroby, jak i rokowania.

Odwiedzałam ją mniej więcej co tydzień, witała mnie zawsze uśmiechem, córka robiła mi kawę lub herbatę, chora była spokojna, widać było, że te ostatnie jej dni upływają w dobrym nastroju i że będzie miała godną śmierć. Cóż, przecież lekarze są nie tylko od ratowania za wszelką cenę życia, ale i pomocy przejścia na drugą stronę.

Do tej pacjentki pojechałam konno, bo trudno tam było mówić nawet o drodze: ot, błotnista ścieżka. Oczywiście, był siedmiokilometrowy objazd, ale wolę krótsze drogi.

Wracając zobaczyłam mojego wczorajszego pacjenta, tego, co nogą ani ręką nie mógł ruszyć, jak szerokimi zamachami kosy ścina pszenicę. Dobrze czułam, że chce mnie naciągnąć na kolejny wniosek o rentę pierwszej grupy. Przejechałam bokiem, na szczęście mnie nie zauważył.

Późnym popołudniem przyjechała z Krakowa moja koleżanka, o świetnej figurze, wysportowana, chodząca dużo po górach, pływająca po morzach jako jachtowy kapitan morski, odżywiająca się głównie jarzynami, serem, ciemnym, pełnoziarnistym pieczywem. Pogoda była wspaniale jesienna, kolorowa, część roku, którą najbardziej lubię. Poszła niedaleko, sprawdzić, czy są jeżyny. I tam zasłabła. Zobaczyli sąsiedzi, zawołali mnie, a ja natychmiast wezwałam erkę. Odwieziono ją na Kopernika, gdzie usunięto zator powstały w tętnicy wieńcowej. Ba, nawet styl życia tak bardzo zgodny z tym, co mówią specjaliści, nie jest gwarantem, że się nie dostanie zawału.

Środa

To już chyba ponad trzy tygodnie od czasu, gdy mnie pogryzł rzekomo wściekły pies. Jeszcze się nie wściekłam, dla pewności jednak omijam wszelkie debaty telewizyjne, szczególnie dotyczące służby zdrowia.

Mimo jesieni, noce u nas nie są takie zimne jak na północy kraju. Dzieciaki, te najmłodsze, które jeszcze nie chodzą do szkoły, ukradkiem wymykają się nad strumyk, by boso, przed czym zawsze przestrzegam, brodzić po wodzie. Skutki są częste i bolesne. Z grupki maluchów troje głęboko poprzecinało stopy na rozbitej butelce. Rodziców ani na lekarstwo, poszli gdzieś daleko na grzyby, bo się nareszcie pokazały.

Dzieci do szpitala same jechać nie mogły, tam potrzebna jest zgoda rodziców na zszycie poprzecinanych miejsc, w szpitalu podano by im bez sprawdzania surowicę przeciwtężcową, niepotrzebnie, bo tej wiosny były szczepione. Poza tym w naszej okolicy tężca nie ma. Przynajmniej ja się z nim nie spotkałam.

Zabrałam dzieci do domu, gdzie mam podręczny zestaw pierwszej pomocy i po obiecaniu każdemu odważnemu lizaka i jajka-niespodzianki – pocerowałam malce dokładnie. Mam bardzo dobry francuski przylepiec, przepuszczający powietrze, tak, że tylko jałowy gazik i zalepić. Naturalnie, musiałam pójść potem do sklepu po nagrody.

Czwartek

Wydawało się, że tydzień będzie spokojny, ale w pracy wiejskiego lekarza spokoju nie ma nigdy. Przyjechała z płaczem kobieta, jej wysokocielna krowa złamała obie kości tylnej nogi, weterynarz dał skierowanie na ubój konieczny.

Zawsze staram się pomóc i ludziom, i zwierzętom, ale zarzynać cielną krowę, która za miesiąc ma termin porodu to dla mnie normalne morderstwo.

Posłałam właścicielkę krowy do szpitala po opaski gipsowe, byle dużo, kupiłam papier toaletowy, by owinąć nogę, inaczej gips zszedłby razem z sierścią.

Zadzwoniłam po weterynarza do pomocy, bo choć nigdy dużych zwierząt nie gipsował, to i tak będzie bardziej pomocny niż byle sąsiad, szczególnie że chciałam ją lekko przyśpić. Po dopasowaniu dwóch deszczułek położyliśmy krowę na boku i założyłam usztywniający opatrunek. Aż do wyschnięcia gipsu nie wolno jej wstać. Nie można było podwiesić na pasach, jak się to robi na przykład z końmi, pas musiałby przecież uszkodzić nienarodzone cielątko.

Piątek

Jak zwykle, z końcem tygodnia zjawiają się młodzi pacjenci pracujący głównie w Niemczech i Austrii, potrzebujący zapasu leków na schorzenia, z którymi nie chcą iść do tamtejszych lekarzy. Więc je przepisuję: na nadciśnienie, tak częste teraz u bardzo młodych ludzi, na cukrzycę oraz zwykłe środki przeciwbólowe, na wszelki wypadek.

Dowiedziałam się od nich, że jeden z polskich robotników spadł z rusztowania i leży w ciężkim stanie w szpitalu w Hamburgu. Naturalnie, nie miał ubezpieczenia, choć miał zezwolenie na pracę. Ubezpieczenie to duży koszt, zwłaszcza przy licznej rodzinie i jednym pracującym, bo hektar ugoru trudno określić jako gospodarstwo dochodowe. Każdy grosz się tu liczy.

Teraz będą ze sobą rozmawiać resorty zdrowia, kto za to jego leczenie zapłaci. Dziś nie liczy się zdrowie, liczą się pieniądze. A jeżeli zostanie kaleką, a na to wygląda? Cóż, w tym wypadku pomóc nie mogę.

Pod koniec dnia zjawił się pacjent z obciętym na cyrkularce palcem wskazującym. Popił trochę z kolegami, bo to już koniec tygodnia, a że żona marudziła o drwa do pieca, włączył piłę tarczową. No i chwila nieuwagi, gorsza równowaga, i po palcu.

Jak dużo gospodarzy nie ma po kilka palców u rąk, z tego nikt w mieście nie zdaje sobie sprawy. Wiem, przy zamkniętej osłonie nie da się po prostu ciąć nierównych kloców, ale trzeba to robić przynajmniej na trzeźwo i nie po całym, ciężko przepracowanym dniu. I co, że wiem i wszystkim powtarzam? Nic.




Najpopularniejsze artykuły

Ciemna strona eteru

Zabrania się sprzedaży eteru etylowego i jego mieszanin – stwierdzał artykuł 3 uchwalonej przez sejm ustawy z dnia 22 czerwca 1923 r. w przedmiocie substancji i przetworów odurzających. Nie bez kozery, gdyż, jak podawały statystyki, aż 80 proc. uczniów szkół narkotyzowało się eterem. Nauczyciele bili na alarm – używanie przez dzieci i młodzież eteru prowadzi do ich otępienia. Lekarze wołali – eteromania to zguba dla organizmu, prowadzi do degradacji umysłowej, zaburzeń neurologicznych, uszkodzenia wątroby. Księża z ambon przestrzegali – eteryzowanie się nie tylko niszczy ciało, ale i duszę, prowadząc do uzależnienia.

Rzeczpospolita bezzębna

Polski trzylatek statystycznie ma aż trzy zepsute zęby. Sześciolatki mają próchnicę częściej niż ich rówieśnicy w Ugandzie i Wietnamie. Na fotelu dentystycznym ani razu w swoim życiu nie usiadł co dziesiąty siedmiolatek. Statystyki dotyczące starszych napawają grozą: 92 proc. nastolatków i 99 proc. dorosłych ma próchnicę. Przeciętny Polak idzie do dentysty wtedy, gdy nie jest w stanie wytrzymać bólu i jest mu już wszystko jedno, gdzie trafi.

ZUS zwraca koszty podróży

Osoby wezwane przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych do osobistego stawiennictwa na badanie przez lekarza orzecznika, komisję lekarską, konsultanta ZUS często mają do przebycia wiele kilometrów. Przysługuje im jednak prawo do zwrotu kosztów przejazdu. ZUS zwraca osobie wezwanej na badanie do lekarza orzecznika oraz na komisję lekarską koszty przejazdu z miejsca zamieszkania do miejsca wskazanego w wezwaniu i z powrotem. Podstawę prawną stanowi tu Rozporządzenie Ministra Pracy i Polityki Społecznej z 31 grudnia 2004 r. (...)

Astronomiczne rachunki za leczenie w USA

Co roku w USA ponad pół miliona rodzin ogłasza bankructwo z powodu horrendalnie wysokich rachunków za leczenie. Bo np. samo dostarczenie chorego do szpitala może kosztować nawet pół miliona dolarów! Prezentujemy absurdalnie wysokie rachunki, jakie dostają Amerykanie. I to mimo ustawy, która rok temu miała zlikwidować zjawisko szokująco wysokich faktur.

Byle jakość

Senat pod koniec marca podjął uchwałę o odrzuceniu ustawy o jakości w opiece zdrowotnej i bezpieczeństwie pacjenta w całości, uznając ją za niekonstytucyjną, niedopracowaną i zawierającą szereg niekorzystnych dla systemu, pracowników i pacjentów rozwiązań. Sejm wetem senatu zajmie się zaraz po świętach wielkanocnych.

Leki, patenty i przymusowe licencje

W nowych przepisach przygotowanych przez Komisję Europejską zaproponowano wydłużenie monopolu lekom, które odpowiedzą na najpilniejsze potrzeby zdrowotne. Ma to zachęcić firmy farmaceutyczne do ich produkcji. Jednocześnie Komisja proponuje wprowadzenie przymusowego udzielenia licencji innej firmie na produkcję chronionego leku, jeśli posiadacz patentu nie będzie w stanie dostarczyć go w odpowiedniej ilości w sytuacjach kryzysowych.

Reforma systemu psychiatrii zbacza z wyznaczonego kursu

Rozmowa z Markiem Balickim, byłym pełnomocnikiem ministra zdrowia ds. reformy psychiatrii dorosłych i byłym kierownikiem biura ds. pilotażu Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego na lata 2017–2022, ministrem zdrowia w latach 2003 oraz 2004–2005.

2023 – stara bieda

Wiara w to, że zmiana daty oznacza nowe szanse, nowe możliwości, nowe otwarcie, od dawna nie dotyczy systemu ochrony zdrowia. I chyba w mało którym obszarze tak dobrze oddaje sytuację odpowiedź: „stara bieda”, gdy komuś przyjdzie do głowy zapytać: „co słychać”. Będzie źle, ale czy beznadziejnie?

Protonoterapia. Niekończąca się opowieść

Ośrodek protonoterapii w krakowskich Bronowicach kończy w tym roku pięć lat. To ważny moment, bo o leczenie w Krakowie będzie pacjentom łatwiej. To dobra wiadomość. Zła jest taka, że ułatwienia dotyczą tych, którzy mogą za terapię zapłacić.

Leczenie przeciwkrzepliwe u chorych onkologicznych

Ustalenie schematu leczenia przeciwkrzepliwego jest bardzo często zagadnieniem trudnym. Wytyczne dotyczące prewencji powikłań zakrzepowo-zatorowych w przypadku migotania przedsionków czy zasady leczenia żylnej choroby zakrzepowo-zatorowej wydają się jasne, w praktyce jednak, decydując o rozpoczęciu stosowania leków przeciwkrzepliwych, musimy brać pod uwagę szereg dodatkowych czynników. Ostatecznie zawsze chodzi o wyważenie potencjalnych zysków ze skutecznej prewencji/leczenia żylnej choroby zakrzepowo-zatorowej oraz ryzyka powikłań krwotocznych.

Prosimy o zmiany

Z Agnieszką Lewonowską-Banach, pielęgniarką, dyrektor Zakładu Aktywności Zawodowej U Pana Cogito Pensjonat i Restauracja w Krakowie; sekretarzem Stowarzyszenia Rodzin Zdrowie Psychiczne; członkinią Rady ds. Zdrowia Psychicznego przy Ministerstwie Zdrowia rozmawia Katarzyna Cichosz.

EBN, czyli pielęgniarstwo oparte na faktach

Rozmowa z dr n. o zdrowiu Dorotą Kilańską, kierowniczką Zakładu Pielęgniarstwa Społecznego i Zarządzania w Pielęgniarstwie w UM w Łodzi, dyrektorką Europejskiej Fundacji Badań Naukowych w Pielęgniarstwie (ENRF), ekspertką Komisji Europejskiej, Ministerstwa Zdrowia i WHO.

Leczenie wspomagające w przewlekłym zapaleniu prostaty

Terapia przewlekłego zapalenia stercza zarówno postaci bakteryjnej, jak i niebakteryjnej to duże wyzwanie. Wynika to między innymi ze słabej penetracji antybiotyków do gruczołu krokowego, ale także z faktu utrzymywania się objawów, mimo skutecznego leczenia przeciwbakteryjnego.

Neonatologia – specjalizacja holistyczna

O specyfice specjalizacji, którą jest neonatologia, z dr n. med. Beatą Pawlus, lekarz kierującą Oddziałem Neonatologii w Szpitalu Specjalistycznym im. Świętej Rodziny w Warszawie oraz konsultant województwa mazowieckiego w dziedzinie neonatologii rozmawia red. Renata Furman.

Osteotomia okołopanewkowa sposobem Ganza zamiast endoprotezy

Dysplazja biodra to najczęstsza wada wrodzona narządu ruchu. W Polsce na sto urodzonych dzieci ma ją czworo. W Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym pod kierownictwem dr. Jarosława Felusia przeprowadzane są operacje, które likwidują ból i kupują pacjentom z tą wadą czas, odsuwając konieczność wymiany stawu biodrowego na endoprotezę.

Promieniowanie ultrafioletowe

Piękna opalenizna zwykle kojarzy się ze zdrowiem. Czy jest to dobre skojarzenie? Dla wielu tak. To ich przyciągają solaria, by niezależnie od pory roku mogli wyglądać jak po pobycie na nadmorskiej plaży. Opalanie to ekspozycja naszej skóry na promieniowanie ultrafioletowe. Efekty tego oddziaływania na ludzką skórę budzą coraz większy niepokój świata medycznego, a ze zdrowiem niewiele mają wspólnego (...)




bot