Służba Zdrowia - strona główna
SZ nr 53–56/2003
z 10 lipca 2003 r.


>>> Wyszukiwarka leków refundowanych


Z pamiętnika lekarza poz

Janina Banachowska

Niedziela

Niedzielny, a więc lepiej płatny dyżur w pogotowiu zapowiadał się spokojnie. Całe popołudnie załatwiałam wraz z drugim lekarzem drobne zachorowania, głównie bóle gardła lub niedyspozycje żołądkowe.

O dziesiątej wieczór, a była to moja kolej do wyjazdu, dyspozytorka zgłosiła silne bóle brzucha u młodej dziewczyny. Wzywający (ojciec) sugerował zapalenie wyrostka. Wieś, do której mieliśmy jechać, była na samym skraju naszego rejonu, pogotowie zaglądało tam rzadko, więc kierowca mruczał pod nosem, że można to było załatwić za dnia, bo nikomu wyrostek nie zapala się niczym stodoła, w którą trafił piorun.

Chaotyczne wyjaśnienia, jak dojechać do wsi, niewiele nam dały, pojechaliśmy nie tą polną drogą co trzeba. Od oświetlonego domu dzieliło nas... kartoflisko. Przed domem ktoś machał rękami. Kierowca zaparł się, że nie będzie szukał objazdu, możemy kawałek przejść piechotą. Naturalnie, bez noszy, bo po co. Na miejscu okazało się, że przypadek był zgoła inny.

Wyrostek – dziewczyna (16-letnia) miała wycięty już dwa lata temu, teraz po prostu urodziła w 5. miesiącu martwe dziecko.

Przypuszczam, że w piątym, bo noworodek miał jakieś 20 cm długości, zmierzyć dokładnie nie było czym, użyłam kartki z zeszytu w kratkę. Z rodzącej krew leciała jak z wodociągu. Nie mieliśmy ze sobą nic, co mogłoby zatrzymać krwotok.

Posłałam ojca dziewczyny biegiem do karetki po nosze, a sama zaczęłam masować rozkurczoną macicę przez powłoki. To jedyne co mogłam i musiałam robić, bez przerwy, co chwila wołając, by się pospieszyli.

Noworodka zawiniętego w szmatę, może nawet ręcznik, położyłam obok matki na noszach i ruszyliśmy z powrotem przez kartoflisko, potykając się na bruzdach, bez latarki, bo wszyscy mieli ręce zajęte. Wsunęliśmy nosze do karetki, siadłam obok pacjentki nadal masując jej brzuch, sanitariusz z przodu.

Tak dojechaliśmy do szpitala. Chorą zajęły się pielęgniarka i położna, ja zdawałam sprawę dyżurnemu lekarzowi ze stanu, jaki zastałam.

- Niech mi pani pokaże tego noworodka – poprosił lekarz. Od wielkości płodu zależy urlop macierzyński; przy płodzie, a nie noworodku – należy się jedynie zwolnienie lekarskie.

NOWORODEK! Gdzie może być noworodek? Nosze już puste, szukamy w kocu, którym była przykryta młodociana matka, potem w karetce, na próżno. Noworodek znikł, a mnie się zrobiło słabo z wrażenia.

Dziecko musieliśmy zgubić idąc przez kartoflisko. Szczęściem wszyscy widzieli, jakie było małe, wszyscy widzieli, że było martwe. Dyżurny lekarz pocieszał mnie, że ważne było w tym wypadku życie matki, najwyżej policja spisze protokół. Odetchnęłam z ulgą.

Poniedziałek

Wezwano mnie do domu, w którym nikt nigdy obłożnie nie chorował... Owszem, przychodziła do mnie synowa po receptę dla babki, ale albo wszyscy mieli tu końskie zdrowie, albo po prostu unikali lekarza.

Chorym, do którego mnie wezwano, był ojciec rodziny. Nikt nie umiał lub nie chciał powiedzieć, co się stało. Blady, przymroczony, z wymiotami i zaburzeniami widzenia, sam nie bardzo mógł rozmawiać. Usiłowałam dowiedzieć się czegoś od żony, bezskutecznie. Ustaliłam jedynie, że w takim stanie jest już od tygodnia. Pogotowia nie wzywali, a bo to sąsiedzi potem obgadają.

Ciśnienie niskie, 95/60, akcja serca niemiarowa, odruchy ścięgniste słabe – źrenice leniwie reagują na światło.

Nie potrafiłam postawić rozpoznania. Mimo oporu żony wezwałam karetkę, na parapecie okna znalazłam bowiem butelkę po winie, na dnie której resztki gęstawej cieczy pachniały płynem chłodnicowym.

Pogotowie przyjechało szybko, zabrali pacjenta na noszach, bo nie był w stanie utrzymać się na nogach; na wszelki wypadek dołożyłam im znalezioną butelkę.

Po odjeździe karetki żona stała się bardziej rozmowna, przyznała, że mąż pije od czasu, gdy przeszedł na emeryturę codziennie, nieraz i dwie butelki wina. Ale był spokojny, nie rozrabiał. Jednak teraz od kilku dni tylko leżał, nie jadł, nie oddawał moczu...

- I czekaliście tyle czasu, mając telefon w domu i mnie pod ręką?

- Ano myślelim, że mu przejdzie, już nieraz, jak se popił, to spał i dwa dni – usłyszałam. Wolałam już nie dyskutować. Zadzwonię do szpitala, powiem, czego się dowiedziałam.

Pod moim domem czekali już Cyganie z Piekiełka. Musiało ich bardzo przypilić, mają kawał drogi. Gruba Cyganka z zaawansowaną cukrzycą znowu nie miała leków, na dodatek ciśnienie 245/130 mm Hg. Wyniku cukru nie miała, więc tylko powtórzyłam leki przepisane przez diabetologa, natomiast z ciśnieniem skierowałam do szpitala. Chora, jak zwykle odmówiła położenia się na oddział. Zapisałam Prestarium i Enap, a znając dom, spytałam, czy ma za co wykupić. Nie miała. Dałam 60 zł na leki, szwagier samochodem odwiezie ją do domu.

- Tylko tabletki trzeba brać dokładnie według przepisu; jeżeli nie będziecie mieli pieniędzy, to szwagier wam pożyczy, on zawsze ma, handel mu dobrze idzie...

Z Karolem, szwagrem Cyganki, znamy się jak łyse konie: on nimi handluje, ja w razie wątpliwości kupującego – oceniam. Tak jakoś przypadkowo – zawsze na korzyść Karola, ale wieś uznaje mnie za znawcę koni i często prosi o radę. No i ja, w przeciwieństwie do Cyganów, uważana jestem za uczciwą w handlu, choć dziwię się, że jeszcze w to wierzą.

Telefon do szpitala potwierdził moje podejrzenia: chłop wypił borygo, płyn chłodnicowy na bazie glikolu. Teraz, podłączony do sztucznej nerki, odzyskał nieco świadomość, niemniej rokowanie jest złe.

Wtorek

Na placu naprzeciw mojego domu składowane jest drewno z wyrębu lasu. Sądząc po ilości, jaka jest ściągana przez wozaków i wywożona specjalnymi ciężarówkami, niedługo w górach pozostaną same pnie.

Nadleśnictwo nie ma pieniędzy, więc sprzedaje drewno. Ale co będzie potem, już ich nie obchodzi. I oszukuje ZUS, bo do zrywki biorą tylko rolników ubezpieczonych w KRUS-ie. Jedynie piłkarze muszą mieć ubezpieczenie ZUS-owskie i specjalne badania.

Z rana przy zrzucaniu pni z wozu jeden z chłopów poślizgnął się i dłużyca zmiażdżyła mu nogę. Założyłam prowizoryczną szynę z kory, podałam zastrzyk Dolarganu i na wszelki wypadek – szklankę wódki. W szpitalu nie przyzna się, że to ja mu ją dałam, na pewno mu zaś nie zaszkodzi.

Dzisiejszy dzień nie należał do spokojnych. Konia wozaka zabranego przez pogotowie chłopi pozostawili na łące obok drogi, niech się spokojnie pasie. Jak opróżnią wozy, to któryś go odprowadzi do stajni, na sąsiednie osiedle.

Nagle pędząca zakosami półciężarówka, która cudem ominęła chłopów zrzucających dłużyce z wozów, wpadła na pasącego się konia. Odbiła się od niego jak od ściany i pomknęła w dół. Numeru nikt nie zapamiętał.

Koń zachwiał się i upadł. Ktoś przez komórkę wezwał policję i weterynarza. Zwierzę miało rozdarty bok, przez powłoki brzuszne widać było jelita. Połamane żebra wystawały przez skórę. Nie było innej rady niż dobić nieszczęśnika. Nie chciałam na to patrzeć, śmierć zwierzęcia jest dla mnie bardziej stresująca niż śmierć człowieka. Czy dlatego, że ludzkich zgonów widziałam więcej?

Środa

Jeszcze przed rozpoczęciem pracy zatelefonowałam do szpitala dowiedzieć się o stan chorego po wypiciu boryga. Nie żył. W szpitalu nic już nie mogli pomóc. Chłop ze złamaną nogą leżał natomiast na urazówce, miał założony wyciąg.

Dziś dzień szczepień. Tylko troje dzieci matki nie przywiozły, z resztą poszło sprawnie. Był też ojciec, który sam przywiózł dziecko, bo żona w szpitalu rodzi następne. Nie mógł sobie poradzić z rozpinaniem i zapinaniem malutkiego kaftanika. Zastanawia mnie zawsze, że w bardzo precyzyjnych czynnościach mężczyźni są świetni, ale proste zapięcie niemowlakowi guzika stanowi dla nich problem niemal nie do przebycia.

Po południu, gdy zabierałam się już do czytania "Władcy Pierścieni" Tolkiena, wezwano mnie do porodu u krowy. Żadnego weterynarza w okolicy, gospodarz gdzieś pojechał, stara babka bezradnie czeka pomocy. – Żebym tylko pokierowała chłopami...

Znalazł się... jeden. Jałówka nieduża, zapłodniona szarolezem, poród będzie ciężki – pomyślałam.

Umyłam ręce, zdjęłam bluzkę, wsadziłam rękę, by ustalić położenie płodu. Niestety, szło tyłem, w dodatku jedna nóżka podwinięta. W przerwie między bólami popchnęłam cielaka w głąb macicy i wyciągnęłam raciczkę.

Teraz miałam już dwie. Przy okazji obmacałam rodzące się cielątko i stwierdziłam, że przez miednicę matki to ono nie przejdzie. Mimo tego spróbowaliśmy, zakładając wygotowany powróz na kopytka. Ciągnęliśmy we trójkę, bo doszedł jeszcze jeden sąsiad, ale widać było, że szybkiego porodu nie będzie, a położenie pośladkowe może bardzo łatwo doprowadzić do uduszenia się zaciśniętą przez kości miednicy pępowiną.

Posłałam jednego z chłopów po technika i narzędzia do cesarskiego cięcia, a sama wpychałam byczka (to już wymacałam) ile tylko sił do wnętrza macicy.

Po pół godziny zjawił się technik. Położyliśmy krowę na słomie w stajni, cesarki u krowy nigdy jeszcze nie robiłam, technik zabrał się do krojenia w znieczuleniu miejscowym, mnie przypadło trzymać haki, klęcząc w arcyniewygodnej pozycji przy grzbiecie leżącej pacjentki i z rękami wyciągniętymi przez krowi brzuch. Po chwili byłam całkiem zdrętwiała. Technik był szybki, niebawem spory byczek ujrzał światło dzienne. Chłopi pomogli mi wstać, odśluzowałam krowiego noworodka, a położnica, ledwo co zeszyta, wstała sama, oglądając się za potomkiem.

Podstawiono go jej pod pysk, by mogła polizać, niech ma tę radość, karmić nie będzie, cielę musi się nauczyć pić z wiaderka.

Gdy poszliśmy umyć ręce, gospodyni przygotowała już "pępkówkę", żeby się dobrze chowało.

Czwartek

Pogoda się ustaliła, upał. Czas na anginy, zaczynają też chorować przegrzane niemowlęta. Matkom nie da się wytłumaczyć, że jeśli same się pocą w podkoszulkach, to dzieci powinny być półnagie. Opatulone w sweterki i wełniane czapeczki maleństwa, odparzone, przegrzane, a potem mamy się dziwią, że dziecko chore.

Mam też wezwanie do ofiary wypadku. Chłopak z sąsiedniego osiedla dostał motorower. Trzymał go na środku stodoły, pełnej siana i słomy. Chciał zapalić pojazd, a że mu się nie udało, zajrzał do baku, czy ma benzynę. Było ciemno, zapalił więc zapałkę, by zajrzeć do baku. Zobaczył, a raczej poczuł płomień. Skleił mu rzęsy, poparzył twarz i ręce.

Udało mi się delikatnie oddzielić posklejane powieki, na szczęście gałki oczne były nieuszkodzone. Widocznie, nim płomień dotarł do twarzy, odruchowo zamknął oczy. Twarz zaopatrzyłam tak, żeby mógł coś widzieć, po czym, już z elektryczną latarką, poszłam sprawdzić, czy stodoła jeszcze stoi.

Stała. Zapaliły się tylko opary benzyny, bo bak był na szczęście całkowicie pusty. Inaczej i stodoła, a kto wie, czy i nie stojący w pobliżu dom, poszłyby z dymem.

Piątek

Upał coraz większy, w cieniu 32 stopnie. Słońce przypieka niemiłosiernie, ale bokami mruczą odległe burze. Wieś ma przed sobą najcięższe prace – dosuszenie i zwózkę siana. W takim czasie pacjentów nie ma, najważniejsze, by siana nie zalało, chorować można później. Jeżeli coś się dzieje, to wypadki spowodowane upałem i ogromnym zmęczeniem, narastającym od kilku suchych dni. Takim zmęczeniem, które zaciemnia umysł: wszystko jedno, niech się dzieje, co chce, byle zdążyć przed burzą.

No i naturalnie musiało się coś przytrafić. Doświadczona gospodyni weszła po drabinie na okół, czyli strych w stodole, drabina przewróciła się, a kobieta spadła z wysokości 4 m okrakiem na dyszel stojącego wozu. Przywieziono ją do mnie na furmance, leżącą, bo o tym, by mogła usiąść czy wstać, nie było mowy.

Zajrzałam w uszkodzone dyszlem miejsce. Intymna część jej ciała wielkością i kolorem przypominała do złudzenia "klejnoty rodzinne" mojego karego ogiera. – Do szpitala! – zadecydowałam. Tego rozmiaru krwiaki, bez ewakuacji zebranej tam treści, muszą zropieć.

- Za nic! – sprzeciwiła się babka. – Róbcie, pani dochtorko, co chcecie, możecie mnie nawet krajać, ale do szpitala nie pójdę. Przyłoży się żywokost z psim sadłem, samo przejdzie.

Wypisałam środki przeciwbólowe, dałam z własnych, co miałam, kobieta pojechała do domu. I choć wydaje się to nieprawdopodobne, olbrzymie krwiaki warg sromowych zniknęły po niecałych dwóch tygodniach. Pod psiną z żywokostem.

Sobota

W soboty przychodzą po leki chronicy, na tyle zdrowi, by móc pracować gdzieś na budowach, lecz na tyle chorzy, by lekarstwa na ich przewlekle dolegliwości były konieczne.

Dzień mijał spokojnie, kto jeszcze mógł się ruszać, kończył zbiórkę siana. Od niedzieli ma być ochłodzenie i deszcz.

Zaczął się już sezon kleszczy. Co prawda nikt nie dostał tu jeszcze boreliozy, niemniej w okolicy zanotowano przypadek kleszczowego zapalenia mózgu. Matki pouczone przez księdza na kazaniu, jakie to te kleszcze niebezpieczne, zaczęły się zjawiać z dziećmi, abym usunęła krwiopijcę.

Kleszcz dopiero co przyczepiony, malutki, ledwo widoczny, wymaga większej precyzji. Robię to igłą do zastrzyków, podważając łebek. Dużego – wykręcam ręką niczym małe agresty, delikatnie, by nic z treści przewodu pokarmowego nie zostało wciśnięte do skóry pacjenta.

Kończy się tydzień, na niebo nawlekają się ciemne, opite wodą chmury. Szczęśliwi, co już zwieźli siano, albo przynajmniej postawili w kopy. Przez niedzielę odpoczną, część przed telewizorami, część przy wódce i podłym winie, ale przecież coś im się od życia należy. Codzienne prace przy inwentarzu muszą zrobić, nawet w największe święto.

- Nie ma to jak w mieście – wzdychają.





Najpopularniejsze artykuły

Ile trwają studia medyczne w Polsce? Podpowiadamy!

Studia medyczne są marzeniem wielu młodych ludzi, ale wymagają dużego poświęcenia i wielu lat intensywnej nauki. Od etapu licencjackiego po specjalizację – każda ścieżka w medycynie ma swoje wyzwania i nagrody. W poniższym artykule omówimy dokładnie, jak długo trwają studia medyczne w Polsce, jakie są wymagania, by się na nie dostać oraz jakie możliwości kariery otwierają się po ich ukończeniu.

E-Recepta – Cyfrowa Rewolucja w Polskim Systemie Ochrony Zdrowia

Od 8 stycznia 2020 roku w Polsce wprowadzono obowiązek wystawiania recept w formie elektronicznej, co stanowiło przełomowy krok w cyfryzacji systemu ochrony zdrowia. E-recepta to nowoczesne rozwiązanie, które zrewolucjonizowało sposób przepisywania i realizacji leków, przynosząc liczne korzyści zarówno pacjentom, jak i personelowi medycznemu.

Jak powinna wyglądać pielęgnacja języka? Dlaczego należy go czyścić?

Higiena jamy ustnej kojarzy się przede wszystkim ze szczotkowaniem zębów, stosowaniem nici dentystycznej i płynów do płukania. Jednak równie istotny, choć często pomijany, jest język. To właśnie na jego powierzchni gromadzi się ogromna liczba bakterii, resztek jedzenia i martwych komórek nabłonka. Zaniedbanie pielęgnacji języka może prowadzić nie tylko do nieprzyjemnego oddechu, ale i poważniejszych problemów zdrowotnych. Dlatego w codziennej rutynie higienicznej nie powinno zabraknąć także czyszczenia języka.

Ryczałt nie wyklucza zapłaty za nadwykonania

Jest Pani pełnomocnikiem szpitala, który zdecydował się dochodzić od NFZ zapłaty za świadczenia medyczne, których kosztów nie pokrył przyznany wcześniej placówce ryczałt sieciowy. To chyba pierwszy taki pozew w Polsce?

Kobiety w chirurgii. Równe szanse na rozwój zawodowy?

Kiedy w 1877 roku Anna Tomaszewicz, absolwentka wydziału medycyny Uniwersytetu w Zurychu wróciła do ojczyzny z dyplomem lekarza w ręku, nie spodziewała się wrogiego przyjęcia przez środowisko medyczne. Ale stało się inaczej. Uznany za wybitnego chirurga i honorowany do dzisiaj, prof. Ludwik Rydygier miał powiedzieć: „Precz z Polski z dziwolągiem kobiety-lekarza!”. W podobny ton uderzyła Gabriela Zapolska, uważana za jedną z pierwszych polskich feministek, która bez ogródek powiedziała: „Nie chcę kobiet lekarzy, prawników, weterynarzy! Nie kraj trupów! Nie zatracaj swej godności niewieściej!".

Nauki medyczne potrzebują kobiet

Kultura medycyny akademickiej wciąż wzmacnia nierówności pomiędzy płciami, zamiast je niwelować. Na najwyższe szczeble kariery dociera znacznie mniej kobiet niż mężczyzn. Niedobór kobiecej perspektywy w badaniach i na stanowiskach przywódczych to strata nie tylko dla kobiet, ale głównie dla nauki.

Super Indukcyjna Stymulacja (SIS) – nowoczesna metoda w fizjoterapii neurologicznej i ortopedycznej

Współczesna fizjoterapia dysponuje coraz szerszym wachlarzem metod terapeutycznych, które pozwalają skuteczniej i szybciej osiągać cele rehabilitacyjne. Jedną z technologii, która w ostatnich latach zyskuje na znaczeniu w leczeniu schorzeń układu mięśniowo-szkieletowego oraz neurologicznych, jest Super Indukcyjna Stymulacja, w skrócie SIS. Ta nieinwazyjna metoda wykorzystuje wysokoenergetyczne pole elektromagnetyczne do głębokiej stymulacji tkanek, oferując alternatywę dla tradycyjnych form elektroterapii i kinezyterapii.

Irygatory dentystyczne: udokumentowaną klinicznie metoda higieny jamy ustnej

Irygatory do zębów stanowią udokumentowaną klinicznie metodę higieny jamy ustnej, redukującą płytkę nazębną o 74-89% i krwawienie dziąseł o 33-82% w porównaniu z samym szczotkowaniem. Najnowsze badania randomizowane i metaanalizy z lat 2015-2025 potwierdzają skuteczność porównywalną lub przewyższającą tradycyjną nić dentystyczną, szczególnie u pacjentów z aparatami ortodontycznymi, implantami i chorobami przyzębia. American Dental Association przyznała tym urządzeniom Znak Akceptacji na podstawie ponad 70 badań klinicznych. Choroby przyzębia dotykają 62% dorosłych Polaków, a ich związek z chorobami układowymi (serce, cukrzyca) czyni skuteczną higienę jamy ustnej priorytetem zdrowia publicznego.

Najlepsze systemy opieki zdrowotnej na świecie

W jednych rankingach wygrywają europejskie systemy, w innych – zwłaszcza efektywności – dalekowschodnie tygrysy azjatyckie. Większość z tych najlepszych łączy współpłacenie za usługi przez pacjenta, zazwyczaj 30% kosztów. Opisujemy liderów. Polska zajmuje bardzo odległe miejsca w rankingach.

Jak naprawdę wygląda praca asystentki stomatologicznej? To nie tylko pomoc dentyście!

Myślisz o pracy w gabinecie stomatologicznym? Zastanawiasz się, czy rola asystentki to coś dla Ciebie? Wbrew pozorom nie jest to tylko podawanie narzędzi dentyście. Rozwój gabinetów, większa liczba pacjentów i rosnące oczekiwania wobec jakości usług sprawiają, że zapotrzebowanie na wykwalifikowany personel stale rośnie. A asystentka stomatologiczna jest jedną z tych osób, bez których trudno wyobrazić sobie sprawne funkcjonowanie gabinetu.

Czy Unia zakaże sprzedaży ziół?

Z końcem 2023 roku w całej Unii Europejskiej wejdzie w życie rozporządzenie ograniczające sprzedaż niektórych produktów ziołowych, w których stężenie alkaloidów pirolizydynowych przekroczy ustalone poziomy. Wszystko za sprawą rozporządzenia Komisji Europejskiej 2020/2040 z dnia 11 grudnia 2020 roku zmieniającego rozporządzenie nr 1881/2006 w odniesieniu do najwyższych dopuszczalnych poziomów alkaloidów pirolizydynowych w niektórych środkach spożywczych.

Suplementacja na diecie ketogenicznej — czego potrzebuje organizm i jak uzupełniać niedobory

Dieta ketogeniczna, znana również jako dieta keto, to sposób żywienia charakteryzujący się bardzo niskim spożyciem węglowodanów (zazwyczaj poniżej 50 gramów dziennie), umiarkowaną ilością białka i wysoką zawartością zdrowych tłuszczów. Taka proporcja makroskładników zmusza organizm do zmiany głównego źródła energii z glukozy na ketony – związki powstające z rozkładu tłuszczów w wątrobie. Stan metaboliczny, w którym ciała ketonowe stają się podstawowym paliwem dla komórek, nazywamy ketozą. Z medycznego punktu widzenia dieta niskowęglowodanowa może wspierać redukcję masy ciała, poprawę kontroli glikemii u osób z insulinoopornością oraz korzystnie wpływać na profil lipidowy krwi, choć wymaga świadomego planowania, aby uniknąć niedoborów składników odżywczych.

Testy wielogenowe pozwalają uniknąć niepotrzebnej chemioterapii

– Wiemy, że nawet do 85% pacjentek z wczesnym rakiem piersi w leczeniu uzupełniającym nie wymaga chemioterapii. Ale nie da się ich wytypować na podstawie stosowanych standardowo czynników kliniczno-patomorfologicznych. Taki test wielogenowy jak Oncotype DX pozwala nam wyłonić tę grupę – mówi onkolog, prof. Renata Duchnowska.

Choroby wirusowe u dzieci – jakie powinieneś znać?

Wirusowe choroby wieku dziecięcego to jedne z najczęstszych powodów wizyt u pediatry. Choć wiele z nich przebiega łagodnie, niektóre mogą prowadzić do groźnych powikłań, zwłaszcza u dzieci z obniżoną odpornością. Dzięki szczepieniom część z powszechnie występujących schorzeń udało się niemal całkowicie wyeliminować, jednak nie oznacza to, że nie stanowią one zagrożenia dla zdrowia najmłodszych. Warto więc znać ich objawy, aby móc odpowiednio zareagować w przypadku zakażenia.

Na czym polega świadoma pielęgnacja twarzy?

Świadoma pielęgnacja twarzy to trend, który wykracza poza zwykłe stosowanie kosmetyków. To przede wszystkim umiejętność słuchania swojej skóry, rozumienia jej aktualnych potrzeb i podejmowania decyzji pielęgnacyjnych opartych na wiedzy o składnikach aktywnych. Na czym polega świadoma pielęgnacja twarzy? Na zastąpieniu przypadkowych zakupów celowanym działaniem, minimalizacji ryzyka podrażnień i maksymalizacji efektywności.

Polisa jako element wsparcia finansowego – jak zadbać standard życia najbliższych?

Materiał marketingowy: W dynamicznie zmieniającym się świecie poczucie stabilizacji staje się jedną z najcenniejszych wartości. Ubezpieczenie na życie może pomóc złagodzić finansowe skutki trudnych sytuacji i wesprzeć bliskich w razie zdarzeń losowych.



© 2026 SANITAS sp. z o.o. | Ustawienia cookies

bot