Z dr n. med. Iwoną Paradowską-Stankiewicz, konsultant krajową ds. epidemiologii, kierownik Pracowni Epidemiologii Chorób Zwalczanych Drogą Szczepień w Państwowym Zakładzie Higieny (PZH) rozmawia Krzysztof Boczek
Krzysztof Boczek: Czy z nieszczepieniem jesteśmy blisko tej kropli, która przelewa dzban?
Iwona Paradowska-Stankiewicz: Biorąc pod uwagę dynamikę, zbliżamy się do niej wielkimi krokami. NIZP-PZH od wielu lat mówiło o narastającej tendencji do nieszczepienia. Ale ostatni skok liczby dzieci niezaszczepionych jest zaskoczeniem i budzi w nas ogromny niepokój.
Z drugiej strony stan zaszczepienia populacji spadł w stosunku do lat poprzednich tylko o 1–2 proc. z poziomów pow. 95 proc., a w niektórych szczepionkach nawet 98 proc. Nadal więc możemy się cieszyć odpornością zbiorowiskową.
Jeśli jednak spadek będzie się pogłębiał i osiągniemy poziom 80–85 proc. stanu zaszczepienia, to zaczną wracać te choroby, z którymi skutecznie walczyliśmy. W pierwszym rzędzie odra – najbardziej z nich zaraźliwa, na drugim miejscu krztusiec, a potem błonica, polio.
K.B.: Czyli dzwonu Zygmunt nie trzeba jeszcze uruchamiać?
I.P.S.: Pomału trzeba się do tego szykować. Należy zjednoczyć siły i edukować na każdym możliwym poziomie. Kluczowy jest kontakt rodzica z lekarzem. Ogromna jest rola mediów, osób, które zajmują się szczepieniami i każdego lekarza, który ma pod swoją opieką dzieci. W Internecie łatwo dostępne są straszne, często nieprawdziwe informacje, że szczepionki szkodzą. W poradni rodzic musi więc otrzymać rzetelną wiedzę, podaną w skondensowany sposób. Że szczepionki działają, są skuteczne i zapobiegają powikłaniom chorób.
K.B.: Wielka skoordynowana akcja?
I.P.S.: Tak, środowisk medycznych. Rodzice nie widzą wokół siebie zachorowań, więc po co mają dzieci szczepić? To główny ich argument. Mówimy im, że właśnie dzięki szczepieniom nie ma tej choroby w środowisku. Lekarz pierwszego kontaktu musi też wyjaśniać wątpliwości odnośnie do NOP-ów – niepożądanych odczynów poszczepiennych. Ostatnio w serialach pojawiły się wątki związane ze szczepieniami – to jeden z takich kroków edukacyjnych. Chyba w „Barwach szczęścia”, bohaterowie zastanawiali się, czy należy szczepić dzieci. Okazało się, że to niezaszczepione zachorowało.
Jeden z postulatów, o których mówi się ostatnio głośno, to 100-proc. odpłatność za leczenie chorób, przeciwko którym opiekun odmówił zaszczepić dziecko. Rodzic powinien ponosić konsekwencje swoich decyzji. Są lekarze, który nie zgadzają się przyjmować pacjentów niezaszczepionych. Coraz więcej jest też rodziców, którzy chcą, by przedszkola czy żłobki przyjmowały tylko dzieci zaszczepione. Bo nie chcą narażać swoich pociech. Myślę, że jesteśmy przed wielką dyskusją na temat tego, jak tę kwestię braku szczepień rozwiązać.