Służba Zdrowia - strona główna
SZ nr 26–33/2020
z 23 kwietnia 2020 r.

Stuknij na okładkę, aby przejść do spisu treści tego wydania


>>> Wyszukiwarka leków refundowanych


COVID-19. Świat preapokaliptyczny

Andrzej Silczuk

Cela śmierci


Jestem człowiekiem, więc na różne sposoby umiem oszukiwać (się). Udoskonaliliśmy ten proces jak żaden inny gatunek. Kwintesencją tej sztuki jest zdolność do trwania, mimo dojmującej świadomości o własnej umieralności. Funkcjonujemy. Pośród licznych zagrożeń bezpośrednich, umiejętnie ignorujemy te pośrednie jak choroby cywilizacyjne, efekt cieplarniany. Dość biegle, w trzecim pokoleniu, opanowaliśmy zdolność do ignorowania ryzyka wybuchu globalnego konfliktu zbrojnego. Epidemie znane są bardziej z filmów, od dekad nie były realnym zagrożeniem. Realnym w aktualnej skali.

Dziecko we wczesnym wieku orientuje się, że życie raz odebrane nie wraca. Radzi sobie z własną umieralnością poprzez jej zanegowanie, gdyż lęk przed śmiercią jest tak duży, że uwalnia zachowania paniczne, graniczące z osłupieniem. Formalne funkcjonowanie i nadawanie sensu planom, zwłaszcza tym długoterminowym odbywa się właśnie w zaprzeczeniu własnej kruchości. Koncepcja celi śmierci opiera się na tym, że osadzony zna treść wyroku, lecz nie zna terminu jego egzekucji. Tymczasem świat obiegła seria zdarzeń – w grudniu 2019 roku pojawiła się oficjalna informacja nt. zjadliwego wirusa. Wiele osób zareagowało wzruszeniem ramion.

Utrata


Zaprzeczenie, złość, negocjacja, depresja, akceptacja to etapy reakcji psychologicznych opracowanych i opublikowanych w 1969 roku przez Elisabeth Kübler-Ross w „Rozmowach o śmierci i umieraniu”. Ewolucja informacji na temat koronawirusa początkowo budziła niepokój u pojedynczych osób, by wraz z rozwojem epidemii, jej transmisją na inne kontynenty, ostatecznie ogłoszenia pandemii, wtargnęła istotnie w codzienność każdej osoby na świecie.

Globalny niepokój wpływa na treść przeżyć, a reakcje opisane przez Kübler-Ross znajdują odzwierciedlenie na każdym z etapów rozwoju pandemii i jej konsekwencji. Przeżywanie straty dotyczy dotychczasowego stylu życia, poczucia bezpieczeństwa, nienaruszalności zdrowia, bezpieczeństwa zatrudnienia, płynności finansowej, ale także wszystkich krótkoterminowych i długoterminowych planów. Smutek potęguje bezradność, a poczucie beznadziejności może sprzyjać postawie biernego oczekiwania. Bierne oczekiwanie może prowadzić do akceptacji swojej bezradności. Wówczas staje się na rozdrożu: bezwzględne dostosowanie się do narzuconych zasad, np. izolacji w służbie walki z epidemią albo bezradności. Wyuczona bezradność (Seligman, lata 70. XX w.) może z kolei pozbawiać nadziei i generować dalsze utraty.

Postawy


Nagłe wytrącenie z rutyny dotychczasowych aktywności wywołuje opór. Miękka kwarantanna, w odróżnieniu od tej prawdziwej, która na zasadach aresztu domowego penalizuje opuszczanie mieszkań, sprzyja prezentowaniu zachowań ucieczkowych. Lekceważenie zasad może wynikać z cech osobowościowych, ale także deficytu dopaminergicznego, wtórnego do uprzednio mocno konsumpcyjnego, wolnościowego stylu życia.

Bezpośrednich przyczyn można doszukiwać się w reakcji na zmianę, na utraty wynikające z wypadnięcia ze schematów, planu tygodnia. Pośrednich, i co bliższe prawdzie, właściwych przyczyn szuka się w cechach osobowości, dojrzałości społecznej, umiejętności współpracy w zakresie środowiskowym, społecznym, narodowym. Osoby objęte kwarantanną zmuszone są do uruchomienia wewnątrzsterowalnych modeli funkcjonowania. Odrębnie do sterowanych poprzez dotychczasową organizację rytmów dobowych, tygodnia, zobowiązani są do zbudowania struktury, przy braku realnej wizji, kiedy będzie można je porzucić. Zmiany zewnętrzne generują również zmiany w postawach, zależne o cech osobowości przedkryzysowej, umiejętności dostosowywania się, modalnych środowiskowych i przebiegu kryzysu.

Prepperyzm


Podejście prepperystyczne (ang. be prepared) to funkcjonowanie w stałej gotowości do ucieczki przed nagłym zagrożeniem. Szkoła przetrwania, której genezy można upatrywać w ruchach działających w minionym stuleciu. Pierwsze grupy surwiwalowców organizowały się w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii, zwykle w reakcji na wówczas istotne zagrożenia (inwazja „obcych”, zimna wojna, ryzyko wojny wybuchu bomby atomowej).

Współczesne, potencjalne przyczyny mogą być różne, a pośród nich wymienia się epidemie. Umiarkowanie liczna populacja osób przygotowujących się na nagłe zmiany zwykle ma opracowane drogi ucieczki, miejsce zbiórki, sieć społecznościową niezależną od mediów, w tym Internetu (np. utrzymywaną drogą radiową), ma zgromadzone zapasy, broń. O ile racjonalne planowanie to reagowanie na wydarzenia i przewidywanie masowych ruchów (np. tłumne zakupy, wykupywanie kolejno środków do dezynfekcji, mydeł, papieru toaletowego, drożdży etc.), utrzymywanie w stałej gotowości może być osiągalne wyłącznie u osób potrafiących długoterminowo funkcjonować w takim napięciu.

Kolektywizm a indywidualizm


Pragnienie poczucia wyjątkowości na co dzień zaspokaja się różnymi, bezpieczniejszymi niż w czasie apokalipsy metodami. Z łatwością można czuć związek z grupą i świadomością grupową w populacji osób trenujących biegi maratońskie, zakonników duchownych i świeckich, kolekcjonerów lub opozycjonistów. W stanach takich jak pandemia kolektywizm wewnętrzny uruchamia się w populacjach kasjerów, kurierów, służb mundurowych i opieki zdrowia. Dumna przynależność do wybranej, elitarnej subpopulacji. Grupy nadają sobie wewnętrzne misje, często początkowo wykraczające nawet ponad oczekiwania społeczne.

Wraz z czasem trwania kryzysu oczekiwania społeczne mogą zwiększać się, a misje wewnętrzne dezaktualizują się na poczet ubezwłasnowolnienia danej grupy, której praca staje się wymagalnym zadaniem. Wówczas – stojący naprzeciw kolektywistycznemu – indywidualistyczny model staje się zagrożeniem dla dobra ogółu. W stanach kryzysu podejście nieindywidualistyczne może być bardziej korzystne dla strategii długoterminowych dla populacji. Przyjmuje się, że kraje bardziej rozwinięte cechuje przewaga indywidualizmów nad kolektywizmami, a z drugiej strony kraje rozwijające się, uboższe – odwrotnie.

Wyjątkami mogą być kolektywizmy kulturowe, a przykładem postawa Japończyków w czasie katastrofy w elektrowni w Fukushimie. Osobniczo korzystne byłoby unikanie pracy w tamtym regionie po awarii, dla ogółu korzystne było uprzątnięcie i odzyskanie obszaru. Kolektywistyczne poczucie obowiązku, wewnętrznego braku konfliktu między dobrem jednostki a zadaniem – trzeba sprzątać, to trzeba, pokazuje, jak duże znaczenie w sytuacjach kryzysu w makroskali społecznej ma dyscyplina grupowa. Mimo oczywistych potencjalnych kosztów dla jednostki. I co warto nadmienić, bez konieczności stosowania narzędzi represyjnych (patrz awaria z 1986 roku w ZSRR).

Misyjność i romantyzm


Pokolenie osób urodzonych w latach XX ubiegłego wieku dzisiaj należy do subpopulacji osób najbardziej narażonych na skutki COVID-19. To samo pokolenie wychowało dzisiejszych 60-65-latków i ich potomstwo w etosie doznanych krzywd, głodu i trudności okołowojennych/okupacyjnych. Urodzeni w latach 50. i 60. dzisiejsi pracownicy okołoemerytalni przeżyli namiastkę zagrożenia w 1981 roku, lecz skala niepokoju i wizji aktualnego, globalnego zagrożenia gatunkowego jest nieporównywalna z innym dotychczasowym doznaniem. Pokolenia urodzone po 1980 roku, nie mając nawet takich doświadczeń jak stan wojenny w Polsce, obecnie po raz pierwszy borykają się z ekspozycją na taką intensywność stresu.

Z jednej strony wyzwala to nowe dla doświadczających epidemii osób postawy, często ucieczkowe. Z drugiej, potrzebę oddziaływania, romantycznej wizji spełnienia heroicznego. Posłannicze, czasem na pograniczu krytycyzmu potrzeby zrealizowania zadań zawodowych. Na przykład emerytowani lekarze powracający do pracy mimo braku komunikatów na temat niedoborów w systemie opieki zdrowia, a narażający się na przykre konsekwencje w przypadku zarażenia. Poszukiwanie roli, nadanie znaczenia i podkreślenie ważności społecznej przy ignorowaniu ostrzeżeń.

Zmiana ról


Dotychczas mawiano, że niemal wszyscy są specjalistami w dziedzinie politologii, finansów, zdrowia, edukacji i prawa. Role te przyjmowano również w reakcji na bieżące wydarzenia, a szkoły wyższe zastępowały źródła internetowe. Polem ekspresji i wypowiadanych osądów były spotkania towarzyskie lub fora on-line. Współcześnie ujawniło się liczne grono absolwentów internetowej epidemiologii. Domowych specjalistów wirusologii. Dziennikarzy śledczych tropiących sieci powiązań i odnajdujących przyczyny i cele epidemii. Tymczasem faktyczna zmiana ról nastąpiła w zupełnie innych polach. Dotychczas tradycyjne specjalizacje lekarskie, od królowej specjalizacji – neurochirurgii, przez choroby wewnętrzne, anestezjologię, laryngologię, ginekologię po psychiatrię straciły swoje dominujące znaczenie. Współcześnie wszyscy lekarze stali się faktycznie – lekarzami zakaźnikami. Niezależnie od woli i zainteresowania.

Lęk


Rola lęku była szeroko dyskutowana przez ewolucjonistów i antropologów, jest przedmiotem zainteresowania psychologii. Panika jako dziedzictwo lęku przed zagrożeniem u praprzodków stałą się ceną za przetrwanie gatunku. Zachowania paniczne, panika, z perspektywy popularnonaukowej, to reakcja na pobudzenie, intensywna, nieskoordynowana. Postrzegana jako zagrażająca, nielogiczna. Zwierciadlanym konstruktem mogłaby stać się – antypanika. Lecz w tym przypadku równie trudno będzie opisać ją w kategoriach bezpieczeństwa i logicznego postępowania. Antypaniczne oddziaływania na ogół ujawniają się w reakcji na panikę lub w obawie przed nią. Mogą istotnie opóźniać również te racjonalne reakcje, adekwatne do skali zagrożenia.

Gdy pojawiły się pierwsze komunikaty na temat potencjalnie groźnego wirusa znaczna większość respondentów tego komunikatu przyjęła go obojętnie. Wraz ze zwiększeniem ryzyka pandemizacji COVID-19 stopniowo narastało napięcie i reakcje społeczne. Skrajność i ostracyzm prezentowanych na tym etapie opinii znajdowała swoje odbicie w konsekwencjach kolejnych dużych ekspozycji osób zdrowych na potencjalnie zakaźne. Wobec antypanicznego uspokajania społeczeństwa i studzenia niepokoju i oczekiwanego dążenia do szybkiego ustąpienia zagrożenia wystąpiło nagłe poruszenie i tłumne wykonywanie zakupów m.in. po ogłoszeniu zamknięcia szkół. Kolejne migracje osób, szturm na bankomaty i siedziby banków wobec wiralnie multiplikowanych plotek na temat „zamknięcia Warszawy”, lub potencjalnej awarii systemu płatności bezgotówkowych, skończenia się paliwa, papieru toaletowego, pieczywa.

Oczekiwania


Każdy kryzys wywołuje poczucie niestabilności. Pochodną siły kryzysu jest czas jej trwania, a kompetencje adaptacyjne społeczeństwa przyspieszają osiągnięcie stabilizacji. Dużym obciążeniem staje się izolowanie społeczeństwa. Oddalone od siebie rodziny, znaczne utrudnienie relacji, niegdyś bliskich. Szczególnie trudny czas dla dzieci, bez zaplecza doświadczeń w radzeniu sobie z tak dużą zmianą, wobec regularnej improwizacji, zarówno ze strony rodziców, jak i szybkiego kursu doskonalenia się w zakresie domowego szkolnictwa.

Z innej strony nastąpiła gwałtowna intensyfikacja życia prowadzonego w sieci oraz za pośrednictwem telefonów. Praca zdalna opiera się na dwóch narzędziach – komputerze i telefonie. Spotkania towarzyskie realizuje się za pośrednictwem wideokonferencji. Większość osób przeżywających zmianę oczekuje jej krótkiej terminowości, szybkiego zakończenia. Możliwe, że z obawy, iż brniemy w rewolucję komunikacji międzyludzkiej, z której trudniej będzie wrócić. Istotnie, współczesne, a właściwie ówczesne dyskusje na temat potencjalnie uzależniającego wpływu nowych mediów na populacje dzieci, młodzieży, dorosłych i seniorów całkowicie się dezaktualizują. Zostaną zastąpione analizami wpływu aktualnej eksploatacji nowych mediów, o ile jest tymczasowa. Oczekuje się niewielkich kosztów. Zarówno ekonomicznych, zawodowych, społecznych, jak i emocjonalnych.

Potencjalne możliwości


Postapokaliptyczna wizja świata. Punktem wyjścia do rozważań na temat potencjalnych kierunków dalszych zmian społecznych z pewnością są analizy historyczne zmian powstałych na skutek wielkich epidemii minionych wieków. Lecz skali tamtych nie da się porównać do współczesnej. Współczesne 7,6 mld ludzi na świecie to ponad 4-krotnie więcej ludzi niż sto lat temu. Wydaje się również niewłaściwe porównywanie populacji poszczególnych państw, zwłaszcza wobec tych, które na skutek zdarzeń politycznych zmieniały obszary, na których się znajdują, skutkiem czego zmieniła się również gęstość zaludnienia (np. Polska 1920 vs 2020 to ludność niespełna 27 mln i 39 mln na powierzchni 389,7 tys. km² i 312,6 tys. km² odpowiednio).

Najprawdopodobniej należy spodziewać się zmian. Spekulacje na temat ich kierunku dzisiaj są bliższe fantazjowaniu niż realnym możliwościom prognozowania. Pośród potencjalnych możliwości trudno wykluczyć, że świat będzie trwał jak do tej pory. Głosy stanowiące o tym, że po kilku, kilkunastu miesiącach sytuacja światowa się ustabilizuje, ludzie powrócą do swoich aktywności zestawione będą właśnie z obrazem życia za kolejne dwa lata, dekadę, pięć dekad i wiek. Lub porównywane z kolejnymi ograniczonymi lokalnie i uogólnionymi epidemiami.

Trudno dzisiaj wykluczyć, a tym bardziej oszacować rozmiar traumatycznych skutków aktualnej epidemii. Różnice wynikają ze skali, dzisiaj jeszcze niemierzalnej, ale porównywanej do benchmarków z danych poprzednich pandemii. Zasadnicza różnica wynika z dostępu do szybkiej informacji, tempa ich przetwarzania, braku możliwości regulowania treści. Stanowiska rządów nie są już pierwszym oficjalnym komunikatem opisującym stan, lecz jednym z głosów w odbywającej się dyskusji w prasie, głównie on-line, mediach społecznościowych, rozmowach telefonicznych.

Powojenne pokolenia wynosiły ślady traumy, których ekspresję dostrzegano w kolejnych generacjach, ich dzieci i wnuków. Współczesnych rozmiarów traumy również nie da się oszacować. Wiadomo, że wobec gęstych sieci społecznościowych niemal każda osoba ma lub będzie miała przynajmniej jedną znajomą osobę z COVID-19. Prawdopodobnie wiele osób straci kogoś z bliskich. Wszystkim przyszło funkcjonować w wielotygodniowym czasie napięcia, lęku i niepewności. Dyskomfortu potęgowanego dezinformacją i intruzywnym, niemal nieustannym bombardowaniem spolaryzowanych wokół koronowirusa treści. Wielotygodniowy lęk, autorestrykcje narzucane wobec obaw o stabilność finansową, restrykcje obiektywne wynikające z ograniczeń gospodarczych, rezygnacji z urlopów, planowanych zakupów, restrykcje niezależne, wynikające z niedoborów (pozornie papier toaletowy, praktycznie: pieczywo, środki higieny osobistej, dezynfekcyjne).

Niepewność polityczna, obawy o przyszłość. Równocześnie niepewność wynika z oślepiającego efektu COVID-19 w mediach, gdy dotychczasowe tematy poruszane wobec napiętych relacji między USA a Iranem, kataklizmów w Australii, ryzyka kolejnego tsunami w Azji zostały zepchnięte poza zakres zainteresowania, a przecież nie stały się całkowicie nieistotne. Po niespełna miesiącu od potwierdzenia pierwszej osoby w Polsce (4 marca 2020 roku) nadal nieznany jest czas, w jakim ustabilizować się może bieżąca sytuacja, a w kolejnych tygodniach pojawią się następne restrykcje i niepokoje. Obecnie również o stabilność zatrudnienia, redukcje pensji lub etatów, trudności w wywiązywaniu się z zobowiązań trwałych, a także kredytowych.

Sytuacja jest na tyle niestabilna, że trudno dzisiaj przekonująco prognozować wizje końca epidemii i wnioskować o jej skutkach. Stopniowo topnieje też populacja osób deklarujących, że nie obawiają się wpływu pandemii na ich przyszłość. Dobrze. Więc wierzą jeszcze, że przyszłość nadejdzie.




Najpopularniejsze artykuły

Ciemna strona eteru

Zabrania się sprzedaży eteru etylowego i jego mieszanin – stwierdzał artykuł 3 uchwalonej przez sejm ustawy z dnia 22 czerwca 1923 r. w przedmiocie substancji i przetworów odurzających. Nie bez kozery, gdyż, jak podawały statystyki, aż 80 proc. uczniów szkół narkotyzowało się eterem. Nauczyciele bili na alarm – używanie przez dzieci i młodzież eteru prowadzi do ich otępienia. Lekarze wołali – eteromania to zguba dla organizmu, prowadzi do degradacji umysłowej, zaburzeń neurologicznych, uszkodzenia wątroby. Księża z ambon przestrzegali – eteryzowanie się nie tylko niszczy ciało, ale i duszę, prowadząc do uzależnienia.

Astronomiczne rachunki za leczenie w USA

Co roku w USA ponad pół miliona rodzin ogłasza bankructwo z powodu horrendalnie wysokich rachunków za leczenie. Bo np. samo dostarczenie chorego do szpitala może kosztować nawet pół miliona dolarów! Prezentujemy absurdalnie wysokie rachunki, jakie dostają Amerykanie. I to mimo ustawy, która rok temu miała zlikwidować zjawisko szokująco wysokich faktur.

Czy Unia zakaże sprzedaży ziół?

Z końcem 2023 roku w całej Unii Europejskiej wejdzie w życie rozporządzenie ograniczające sprzedaż niektórych produktów ziołowych, w których stężenie alkaloidów pirolizydynowych przekroczy ustalone poziomy. Wszystko za sprawą rozporządzenia Komisji Europejskiej 2020/2040 z dnia 11 grudnia 2020 roku zmieniającego rozporządzenie nr 1881/2006 w odniesieniu do najwyższych dopuszczalnych poziomów alkaloidów pirolizydynowych w niektórych środkach spożywczych.

Leki, patenty i przymusowe licencje

W nowych przepisach przygotowanych przez Komisję Europejską zaproponowano wydłużenie monopolu lekom, które odpowiedzą na najpilniejsze potrzeby zdrowotne. Ma to zachęcić firmy farmaceutyczne do ich produkcji. Jednocześnie Komisja proponuje wprowadzenie przymusowego udzielenia licencji innej firmie na produkcję chronionego leku, jeśli posiadacz patentu nie będzie w stanie dostarczyć go w odpowiedniej ilości w sytuacjach kryzysowych.

ZUS zwraca koszty podróży

Osoby wezwane przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych do osobistego stawiennictwa na badanie przez lekarza orzecznika, komisję lekarską, konsultanta ZUS często mają do przebycia wiele kilometrów. Przysługuje im jednak prawo do zwrotu kosztów przejazdu. ZUS zwraca osobie wezwanej na badanie do lekarza orzecznika oraz na komisję lekarską koszty przejazdu z miejsca zamieszkania do miejsca wskazanego w wezwaniu i z powrotem. Podstawę prawną stanowi tu Rozporządzenie Ministra Pracy i Polityki Społecznej z 31 grudnia 2004 r. (...)

Rzeczpospolita bezzębna

Polski trzylatek statystycznie ma aż trzy zepsute zęby. Sześciolatki mają próchnicę częściej niż ich rówieśnicy w Ugandzie i Wietnamie. Na fotelu dentystycznym ani razu w swoim życiu nie usiadł co dziesiąty siedmiolatek. Statystyki dotyczące starszych napawają grozą: 92 proc. nastolatków i 99 proc. dorosłych ma próchnicę. Przeciętny Polak idzie do dentysty wtedy, gdy nie jest w stanie wytrzymać bólu i jest mu już wszystko jedno, gdzie trafi.

Odszedł Ireneusz Zatoński

Kilka dni przed świętami Bożego Narodzenia zmarł Irek, mój młodszy o 2 lata brat. Lekarz, który przez niemal pół wieku pełnił posługę lekarską dla mieszkańców podwrocławskiej gminy Żórawina.

Neonatologia – specjalizacja holistyczna

O specyfice specjalizacji, którą jest neonatologia, z dr n. med. Beatą Pawlus, lekarz kierującą Oddziałem Neonatologii w Szpitalu Specjalistycznym im. Świętej Rodziny w Warszawie oraz konsultant województwa mazowieckiego w dziedzinie neonatologii rozmawia red. Renata Furman.

Miłość w białym fartuchu

Na nocnych dyżurach, w gabinecie USG, magazynie albo w windzie. Najczęściej
między lekarzem a pielęgniarką. Romanse są trwałym elementem szpitalnej rzeczywistości. Dlaczego? Praca w szpitalu jest ciężka – fizycznie i psychicznie. Zwłaszcza na chirurgii. W sytuacjach zagrożenia życia działa się tam szybko, na pełnej adrenalinie, często w nocy albo po nocy nieprzespanej. W takiej atmosferze, pracując ramię w ramię, pielęgniarki zbliżają się do chirurgów. Stają się sobie bliżsi. Muszą sobie wzajemnie ufać i polegać na sobie. Z czasem wiedzą o sobie wszystko. Są partnerami w działaniu. I dlatego często stają się partnerami w łóżku, czasami także w życiu. Gdzie uprawiają seks? Wszędzie, gdzie tylko jest okazja. W dyżurce, w gabinecie USG, w pokoju socjalnym, w łazience, a czasem w pustej sali chorych. Kochankowie dobierają się na dyżury, zazwyczaj nocne, często zamieniają się z kolegami/koleżankami, by być razem. (...)

PES po nowemu

Z prof. dr. hab. n. med. Mariuszem Klenckim, dyrektorem Centrum Egzaminów Medycznych w Łodzi rozmawia Ewa Szarkowska

EBN, czyli pielęgniarstwo oparte na faktach

Rozmowa z dr n. o zdrowiu Dorotą Kilańską, kierowniczką Zakładu Pielęgniarstwa Społecznego i Zarządzania w Pielęgniarstwie w UM w Łodzi, dyrektorką Europejskiej Fundacji Badań Naukowych w Pielęgniarstwie (ENRF), ekspertką Komisji Europejskiej, Ministerstwa Zdrowia i WHO.

Kobiety w chirurgii. Równe szanse na rozwój zawodowy?

Kiedy w 1877 roku Anna Tomaszewicz, absolwentka wydziału medycyny Uniwersytetu w Zurychu wróciła do ojczyzny z dyplomem lekarza w ręku, nie spodziewała się wrogiego przyjęcia przez środowisko medyczne. Ale stało się inaczej. Uznany za wybitnego chirurga i honorowany do dzisiaj, prof. Ludwik Rydygier miał powiedzieć: „Precz z Polski z dziwolągiem kobiety-lekarza!”. W podobny ton uderzyła Gabriela Zapolska, uważana za jedną z pierwszych polskich feministek, która bez ogródek powiedziała: „Nie chcę kobiet lekarzy, prawników, weterynarzy! Nie kraj trupów! Nie zatracaj swej godności niewieściej!".

Czy Trump ma problemy psychiczne?

Chorobę psychiczną prezydenta USA od prawie roku sugerują psychiatrzy i specjaliści od zdrowia psychicznego w Ameryce. Wnioskują o komisję, która pozwoli zbadać, czy prezydent może pełnić swoją funkcję.

Algorytmy czy intuicja?

Procedury redukują dostępną wiedzę do prostych wyborów. Ich sztywne trzymanie się zabija intelektualnego ducha medycyny, który przedkłada podejście zindywidualizowane, wynikające z doświadczenia lekarza.

Wciąż nie rozumiemy raka trzustki

 – W przypadku raka trzustki cele terapeutyczne są inne niż w raku piersi, jelita grubego czy czerniaku. Postęp w zakresie leczenia systemowego tego nowotworu jest nieznośnie powolny, dlatego sukcesem są terapie, które dodatkowo wydłużają mediany przeżycia nawet o klika miesięcy – mówi dr Leszek Kraj z Kliniki Onkologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. 

Czas pracy osób niepełnosprawnych w szpitalu

Czy niepełnosprawna pielęgniarka lub lekarz mogą pracować w systemie równoważnego czasu pracy i pełnić dyżury medyczne w porze nocnej?




bot