Służba Zdrowia - strona główna
SZ nr 85–92/2016
z 3 listopada 2016 r.


>>> Wyszukiwarka leków refundowanych


Leczenie prawie po omacku

Krzysztof Boczek

W Polsce zlecają 3,5– do 5–krotnie mniej badań diagnostycznych niż średnio w Europie. Każda analiza to oczywisty koszt. Czy w związku z tym polska medycyna działa w ciemno?

Badań laboratoryjnych za mało jest głównie w POZ. To najistotniejszy wniosek, jaki wypłynął z niedawnej dyskusji panelowej ekspertów w Najwyższej Izbie Kontroli.

NIK zorganizował ją, bo przygotowuje się do dużego audytu polskiej diagnostyki. Eksperci stwierdzili, że w porównaniu z krajami UE, w Polsce wykonuje się aż 5 razy mniej badań laboratoryjnych. – W stosunku do średniej europejskiej, zużywamy 3,5 razy mniej wyrobów medycznych do diagnostyki laboratoryjnej. W odniesieniu do krajów Zachodu – nawet 5 razy mniej. To przekłada się na mniej informacji diagnostycznej w decyzjach medycznych – doprecyzowuje te dane Józef Jakubiec, dyrektor Izby Producentów i Dystrybutorów Diagnostyki Laboratoryjnej (IPDDL). W Europie w tej branży korzysta się z tych samych wyrobów czołowych firm na świecie, procedury badań są takie same, co wg

J. Jakubca oznacza, że polski pacjent jest 3,5 do 4 razy bardziej niedodiagnozowany przed podjęciem decyzji klinicznej niż przeciętny Europejczyk. Inny sposób szacowania tego zjawiska wskazuje na podobny wynik. W Europejskich Statystykach IVD podawany jest wskaźnik liczby badań wykonywanych z jednego pobrania. Także w naszym kraju wykonuje się 4 razy mniej analiz niż w warunkach zachodnich. Lekarz podejmuje więc decyzje medyczne na podstawie 4-krotnie mniejszego zasobu informacji diagnostycznej. – Pacjent jest niedodiagnozowany, dlatego zbyt późno wykrywa się stany chorobowe – podkreśla Jakubiec.

Najwięcej zarzutów płynie pod adresem POZ. To tam lekarze winni zlecać najwięcej badań, a tego nie robią. Diagnostyka laboratoryjna pozwala określić dużo wcześniej zmiany w organizmie niż diagnostyka obrazowa, podkreśla Jakubiec. Dlatego... – aż w 70 proc. decyzja diagnostyczna lekarza bazuje na wyniku badań laboratoryjnych – dodaje Elżbieta Puacz, prezes Krajowej Rady Diagnostów Laboratoryjnych (KRDL). A skoro nie zlecają analiz, to „lekarze często leczą, nie mając pewności co do postawionej diagnozy” – konkluduje NIK w swoim sprawozdaniu z panelu eksperckiego.


Lista zaniechań

Jakich badań laboratoryjnych nie zlecają lekarze, a powinni? – W POZ dotyczy to praktycznie wszystkich podstawowych – twierdzi dr Bogdan Solnica, prezes Polskiego Towarzystwa Diagnostyki Laboratoryjnej (PTDL). Najwięcej rozmówców wskazuje, że niezwykle rzadko wykonywane są antybiogramy. – W POZ prawie się ich nie zleca – twierdzi Elżbieta Puacz.

– Poza szpitalami wykonuje się je bardzo rzadko – dodaje prof. Waleria Hryniewicz, mikrobiolog lekarski, szef Narodowego Programu Ochrony Antybiotyków (NPOA). Lekarze nie wykonują testów w kierunku paciorkowcowego zapalenia gardła i bez pełnej wiedzy, czy choroba jest bakteryjna, czy wirusowa, lekką ręką wypisują antybiotyki. Dostaje je aż 70 proc. pacjentów z zakażeniem górnych dróg oddechowych. Tymczasem jedynie u 15 proc. są do tego wskazania. W reszcie przypadków mamy do czynienia z zakażeniami wirusowymi – np. grypą lub zapaleniem oskrzeli. Ponad 80 proc. antybiotyków jest przepisywanych nieprawidłowo. Prawie wyłącznie w POZ – recepty na 95 proc. wszystkich tych leków rozdają lekarze pierwszego kontaktu. A nadużywanie antybiotyków jest główną przyczyną rosnącego zjawiska antybiotykooporności.

– Badanie stężenia glukozy we krwi, jako badanie przesiewowe w kierunku cukrzycy, winno być wykonywane co 3 lata u osób powyżej 45. r.ż. Jeśli chory jest otyły, to co roku już przed czterdziestką. Tak się nie dzieje – podaje kolejny przykład dr Solnica. W efekcie aż 700 tys. Polaków żyje bez wiedzy, że chorują na cukrzycę typu 2. Wykrywa się ją dopiero w szpitalach. 62 proc. mieszkańców Polski ma podwyższone stężenie cholesterolu we krwi, ale aż 60 proc. z nich o tym nie wie. Bo nie mają przeprowadzanych badań pod tym kątem. Przewlekła choroba nerek występuje u kilkunastu procent populacji. Tymczasem badań przesiewowych stężenia kreatyniny we krwi w POZ też się raczej nie zleca. Ciężarnym trzeba zlecać badania w kierunku toksoplazmozy i różyczki – to zalecają konsultanci wojewódzcy. Też nie jest to respektowane. – Jeśli już, to panie wykonują te analizy z własnej inicjatywy, odpłatnie – twierdzi dr Roland Rółkowski, kierownik Zakładu Diagnostyki Laboratoryjnej na Uniwersytecie Medycznym w Białymstoku.

Nawet najprostszych badań: morfologii zleca się za mało. – W Białymstoku zmarło dziecko, bo nie przebadano mu krwi. A można było uratować jego życie – podaje przykład prezes KRDL. Według niej stanowczo za rzadko zlecane są też badania wykrywające WZW C, WZW B. Litania zaniechań jest bardzo długa.


Powód? Pieniądze

– Paradygmat naszego systemu ochrony zdrowia jest naprawczy, a nie profilaktyczny – takie praźródło problemu widzi E. Puacz. Bezpośrednim, głównym powodem niezlecania analiz laboratoryjnych są pieniądze. A właściwie ich brak. Mimo że badania diagnostyczne są najtańszym i najłatwiej dostępnym źródłem informacji medycznej – stanowią tylko ok. 3–4 proc. kosztów opieki medycznej – to właśnie na nich się najbardziej oszczędza. Zwłaszcza w POZ – bo tutaj pokrywane są głównie ze stawki kapitacyjnej przypadającej na pacjenta. – Czyli im mniej lekarz zleci badań, tym więcej pieniędzy zostanie dla niego – wysuwa prosty wniosek Elżbieta Puacz. Badania diagnostyczne w POZ to przede wszystkim źródło kosztów, a nie istotnej wiedzy niezbędnej do postawienia diagnozy.

Przyznają to także przedstawiciele środowiska lekarskiego. – Sposób finansowania POZ powoduje, że lekarze unikają zlecania badań. Od dawna wskazujemy na ten rażący konflikt interesów: lekarz musi wybierać między kosztami w swojej praktyce, a dobrem pacjenta – przyznaje Romuald Krajewski, wiceprezes Naczelnej Izby Lekarskiej.

– Gdy funduszy jest tak dramatycznie mało, to lekarz nie jest w stanie zrobić tych badań, bo inaczej musiałby na nie wydać wszystkie pieniądze – tłumaczy prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Maciej Hamankiewicz, podkreślając, że naciski administracyjne w placówkach zdrowia są tak silne, by nie zlecać badań, że medycy im ulegają. – Kilka lat temu robiliśmy z PAN badania. Okazało się, że ok. ¾ lekarzy doświadczało presji ze strony dyrekcji i administracji, by nie zlecać diagnostyki laboratoryjnej – mówi Hamankiewicz.

Faktycznie. Przy ok. 140 zł podstawowej stawki kapitacyjnej już jedno podstawowe badanie, np. antybiogram, to min. 15–30 zł. Czyli 10–20 proc. „przychodu” z pacjenta. Z danych NFZ za lata 2014 i 2015 (w tych latach lekarze POZ raportowali zlecone badania) wynika, że diagnostyka laboratoryjna kosztowała placówki POZ ok. 520 mln zł. To ok. 6 proc. budżetu NFZ na podstawową opiekę zdrowotną.

Lekarze widzą też inne, mniej istotne, powody tak dużych rozbieżności między liczbą zlecanych badań w Polsce a w Europie. Według Krajewskiego ok. 20 proc. zlecanej diagnostyki na świecie jest wykonywana niepotrzebnie – ma tylko zabezpieczyć lekarza przed ewentualnymi roszczeniami ze strony pacjenta. Medycyna defensywna. Prezes NRL wskazuje też na coś innego: lekarze POZ w Polsce nie mogą przepisywać wielu badań zastrzeżonych dla specjalistów. – Na Zachodzie zaś lekarz pierwszego kontaktu może zlecać wszelkie badania – twierdzi Hamankiewicz.


Słowa i czyny

Jak zmienić sytuację? Podwyższając stawki kapitacyjne dla lekarzy POZ? – Jaka by była, zawsze będzie za mała. Nadal będzie narzekanie, że lekarzom nie starcza na badania laboratoryjne – twierdzi Jakubiec. I faktycznie – mało kto pamięta, że w 2005 r. na POZ trafiło 3,6 mld zł. W 2016 r. prawie 3 razy tyle – 9,5 mld zł. Ciągle za mało. W 2005 r.
podstawowa stawka kapitacyjna wynosiła 60 zł, teraz 140 zł. Czy więc diagnostyka laboratoryjna powinna być osobno wycenianą usługą w budżecie? – Byłoby to lepsze wyjście. Lekarze nie oszczędzaliby na pacjencie i wcześniej diagnozowali potencjalne zagrożenie zdrowia – uważa Jakubiec.

– Środowisko domaga się tego od wielu lat. Fee-for-service – tak powinna być rozliczana diagnostyka – popiera pomysł dr Solnica. Dodaje, że w wielu krajach właśnie tak jest – bezpośrednie kontraktowanie badań laboratoryjnych przez ubezpieczyciela. Lekarze także popierają ten pomysł. – Badania laboratoryjne powinny być oddzielnie finansowane z budżetu NFZ, niezależnie od kosztów praktyki lekarza – postuluje Romuald Krajewski z NIL.

– Taki pomysł oczywiście byśmy poparli. Najbardziej przyzwoite jest płacenie za wykonanie. Sytuacja uległaby wówczas dramatycznej poprawie – dodaje prezes Hamankiewicz.

Jednak te deklaracje przedstawicieli lekarzy rozmijają się z czynami. W 2013 roku NFZ chciał przeznaczyć w budżecie osobne pieniądze na badania okresowe i diagnostyczne, co miało się odbyć kosztem stawki kapitacyjnej. Lekarze z PZ nie zgodzili się. Zagrozili strajkiem. NFZ ustąpił. Prof. Waleria Hryniewicz postuluje, by – przynajmniej w kwestii powszechnych schorzeń, tj. zapaleń górnych dróg oddechowych – lekarzom POZ dać dostęp do szybkich, tanich testów POC (point of care). Pozwalają odróżnić zapalenie wirusowe od bakteryjnego w 10–15 minut. To znacząco ograniczyłoby ilość niewłaściwie przepisywanych antybiotyków. – Trafność diagnoz zacznie by wzrosła – twierdzi prof. Hryniewicz. Specjalistka kilka lat temu przekonywała NFZ, by zakupił 3 mln takich tekstów „paciorkowcowych”. Koszt 1,2–1,7 zł za sztukę. Czyli sumarycznie rzędu 4–5 mln zł. NFZ miał jednak odmówić zakupu. Tłumaczył: nie mamy takich możliwości prawnych.


Prosty rachunek

Ile wart jest rynek diagnostyki laboratoryjnej? Prezes Jakubiec podaje, że to ok. 2 proc. wydatków całkowitych na ochronę zdrowia. Czyli rynek wart jest jakieś 2 mld zł. Z tego ok. 520 mln zł to wydatki POZ.

Szacuje się, że tylko w przypadku nieprawidłowo przepisanych antybiotyków, pieniądze wyrzucane w błoto z państwowej kasy sięgają 800 mln zł rocznie. Trudno określić, jakie koszty z tego samego tytułu ponoszą pacjenci. A jeszcze trudniej ustalić sumę strat, uwzględniając choroby i zgony z powodu niewłaściwego leczenia lub jego braku, wynikającego z oszczędzania na diagnostyce oraz stawiania diagnoz w ciemno. Ile z tych 100 mld zł, które rocznie wydajemy na ochronę zdrowia, to efekt np. leczenia cukrzycy u setek tysięcy Polaków, zamiast jej prewencji? Ile to efekt terapii innych chorób w późnych stadiach, bo wcześniej oszczędzało się na diagnostyce? Na pewno w grę wchodzą grube miliardy zł. Tymczasem już tylko podwojenie obecnego budżetu POZ na diagnostykę laboratoryjną – z 520 mln zł na 1 miliard – byłoby skokową zmianą. Efektem byłyby trafniej stawiane diagnozy, wcześniej wykrywane u pacjentów choroby. Krótsze leczenie, rzadsze hospitalizacje. Rachunek jest więc prosty.

PS. Pod koniec września br. Ministerstwo Zdrowia ogłosiło projekt założeń zmian w ustawie o POZ. Zakłada on m.in. wydzielenie osobnego budżetu na badania diagnostyczne. Środki mają być wypłacane za zrealizowane zadania. Niewykorzystane przepadną. W momencie zamykania tego wydania „SZ” projekt był nadal na etapie konsultacjach społecznych.



Elżbieta Puacz
prezes Krajowej Rady
Diagnostów Laboratoryjnych
(KRDL)

„Ruszamy z kopyta”, czyli problemy diagnostyki

Elżbieta Puacz jednym tchem wymienia całą litanię nierozwiązanych problemów branży.

– Brak wycen badań laboratoryjnych. Dlaczego nie liczy się ich jakość, a jedynie cena? – pyta. To drugie potwierdza raport NIK z czerwca br. „Zamawiając usługi diagnostyczne, szpitale w większości przypadków kierowały się wyłącznie oferowaną ceną, nie uwzględniając kryteriów jakościowych, choć taki obowiązek wynikał wprost z ustawy” – jest napisane w raporcie NIK-u. – Dyrektor szpitala chce pokazać, że ma niskie koszty. A nie, że prawidłowo są wykonywane badania – komentuje Puacz. Według niej, w innych państwach Europy – z wyjątkiem Wlk. Brytanii – istnieją wyceny badań laboratoryjnych.

Firmy także nie dbają o jakość i przestrzeganie procedur, bo wg prezes KRDL nie ma praktycznych możliwości zamknięcia laboratorium. – Prawo przewiduje taką możliwość, ale nie ma precyzyjnych wskazań. Ja nie słyszałam, by wskutek kontroli któreś zamknięto – przekonuje pani Elżbieta, od wielu lat prowadząca KRDL.

Medyczne laboratoria diagnostyczne często są bardzo oddalone od szpitala czy przychodni. A tak nie powinno być. Bo daleki transport, temperatura w jego trakcie, drgania mogą wpłynąć na ostateczny wynik. – Czas od pobrania krwi z żyły pacjenta do momentu odwirowania jej nie powinien przekraczać jednej godziny. Co z tego, że próbka trafi do supernowoczesnego laboratorium, skoro jej transport trwa trzy godziny i już są złamane procedury? Wynik może być zafałszowany – opisuje

Puacz. Tymczasem sieciowe laboratoria mają wozić próbki po całym kraju. A nawet za granicę: na Słowację, do Niemiec, Czech, a nawet USA i Chin. – Jedna z ambasad wprost zapytała nas, czy trzeba przesyłać potwierdzenie utylizacji materiału biologicznego, jeśli badania wykonano za granicą – opisuje Elżbieta Puacz. – To są fabryki wyników – dodaje.

Inspekcję w branży diagnostycznej może zlecić wojewoda. – Gdy konsultant wojewódzki w Gdańsku chciał skontrolować prywatne laboratorium, to został z niego wyprowadzony przez ochronę – podaje kolejny przykład Puacz. Nie chce ujawnić nazwy firmy, bo twierdzi, że już miała trzy procesy z „sieciówkami”. Dwa z nich wygrała.
Na wnioski KRDL o zmianę prawa, by lepiej kontrolować laboratoria, Ministerstwo Zdrowia odpowiedziało, że Izba też może tego dokonywać. – Możemy sprawdzać, ale tylko pracę diagnosty. A gdy przyjeżdżamy – a musimy o kontroli uprzedzić – to wszyscy diagności są akurat na zwolnieniu. Nawet jeśli coś stwierdzimy, to możemy jedynie pogrozić – twierdzi prezes Puacz.

Elżbieta Puacz uważa, że zagraniczne sieci laboratoriów wprowadzają ceny dumpingowe, by wykończyć polskie firmy. – Spotkałam się z ofertą analizy moczu nawet za 1 zł. Tymczasem sama utylizacja to 3 zł. A gdzie transport, analiza, sprzęt, wykonanie badania i jego rejestracja? Takie ceny to czysty dumping – mówi Puacz. KRDL zgłaszał dumping do UOKiK-u, ale dostał odpowiedź, że nie są stroną w sprawie. Bo reprezentują diagnostów, a nie firmy z branży.

Problemem jest też brak rejestru badań laboratoryjnych. – We wszystkich krajach, w których o to pytałam, takowy jest – przekonuje Puacz.

– Resort o tych wszystkich problemach wie i nic nie robi – skarży się Puacz. Na dowód dostajemy kilka odpowiedzi z Ministerstwa Zdrowia, na wnioski KRDL. Faktycznie, wymijające. – Ministerstwa diagnostyka w ogóle nie interesuje. Bo gdybyśmy my – w ramach protestów – odeszli od stołów, to zaraz „sieciówki” przejęłyby nasze zlecenia – tłumaczy Puacz.

Do niedawna lekarze POZ musieli raportować o ilości zleconych badań diagnostycznych, ale Konstanty Radziwiłł uchylił ten obowiązek wprowadzony przez

B. Arłukowicza. Dlaczego? – Nie otrzymaliśmy żadnej merytorycznej odpowiedzi na to pytanie. W gazecie przeczytaliśmy, że było to spełnienie obietnic ministra wobec lekarzy – mówi pani prezes.

By rozwiązać niektóre z ww. problemów, KRDL wnioskuje o zmiany prawa już od kilkunastu lat. Prace nad nowelizacją ustawy o diagnostyce laboratoryjnej rozpoczęły się w 2011 roku. Zdecydowała o tym Ewa Kopacz, wówczas minister zdrowia. Uzgodnienia zmian z przedstawicielami MZ trwały do sierpnia 2014. Gotowy projekt miał zostać zgłoszony przez rząd PO–PSL do sejmu, ale zmienił się minister zdrowia i MZ zatrzymało procedowanie. Posłowie złożyli więc projekt poselski, ale i ten utknął w zamrażarce marszałka sejmu. Nie trafił nawet do komisji zdrowia.

W grudniu ub.r. KRDL spotkało się z nowo powołanym ministrem, K. Radziwiłłem. Ten miał stwierdzić, że koniecznie trzeba wznowić pracę nad nowelizacją i obiecał diagnostom: „ruszamy z kopyta”. – Dał mi nawet na to słowo honoru. Od grudnia ub.r. nic jednak nie zostało zrobione – kończy Puacz.





Najpopularniejsze artykuły

Ile trwają studia medyczne w Polsce? Podpowiadamy!

Studia medyczne są marzeniem wielu młodych ludzi, ale wymagają dużego poświęcenia i wielu lat intensywnej nauki. Od etapu licencjackiego po specjalizację – każda ścieżka w medycynie ma swoje wyzwania i nagrody. W poniższym artykule omówimy dokładnie, jak długo trwają studia medyczne w Polsce, jakie są wymagania, by się na nie dostać oraz jakie możliwości kariery otwierają się po ich ukończeniu.

E-Recepta – Cyfrowa Rewolucja w Polskim Systemie Ochrony Zdrowia

Od 8 stycznia 2020 roku w Polsce wprowadzono obowiązek wystawiania recept w formie elektronicznej, co stanowiło przełomowy krok w cyfryzacji systemu ochrony zdrowia. E-recepta to nowoczesne rozwiązanie, które zrewolucjonizowało sposób przepisywania i realizacji leków, przynosząc liczne korzyści zarówno pacjentom, jak i personelowi medycznemu.

Jak powinna wyglądać pielęgnacja języka? Dlaczego należy go czyścić?

Higiena jamy ustnej kojarzy się przede wszystkim ze szczotkowaniem zębów, stosowaniem nici dentystycznej i płynów do płukania. Jednak równie istotny, choć często pomijany, jest język. To właśnie na jego powierzchni gromadzi się ogromna liczba bakterii, resztek jedzenia i martwych komórek nabłonka. Zaniedbanie pielęgnacji języka może prowadzić nie tylko do nieprzyjemnego oddechu, ale i poważniejszych problemów zdrowotnych. Dlatego w codziennej rutynie higienicznej nie powinno zabraknąć także czyszczenia języka.

Ryczałt nie wyklucza zapłaty za nadwykonania

Jest Pani pełnomocnikiem szpitala, który zdecydował się dochodzić od NFZ zapłaty za świadczenia medyczne, których kosztów nie pokrył przyznany wcześniej placówce ryczałt sieciowy. To chyba pierwszy taki pozew w Polsce?

Kobiety w chirurgii. Równe szanse na rozwój zawodowy?

Kiedy w 1877 roku Anna Tomaszewicz, absolwentka wydziału medycyny Uniwersytetu w Zurychu wróciła do ojczyzny z dyplomem lekarza w ręku, nie spodziewała się wrogiego przyjęcia przez środowisko medyczne. Ale stało się inaczej. Uznany za wybitnego chirurga i honorowany do dzisiaj, prof. Ludwik Rydygier miał powiedzieć: „Precz z Polski z dziwolągiem kobiety-lekarza!”. W podobny ton uderzyła Gabriela Zapolska, uważana za jedną z pierwszych polskich feministek, która bez ogródek powiedziała: „Nie chcę kobiet lekarzy, prawników, weterynarzy! Nie kraj trupów! Nie zatracaj swej godności niewieściej!".

Nauki medyczne potrzebują kobiet

Kultura medycyny akademickiej wciąż wzmacnia nierówności pomiędzy płciami, zamiast je niwelować. Na najwyższe szczeble kariery dociera znacznie mniej kobiet niż mężczyzn. Niedobór kobiecej perspektywy w badaniach i na stanowiskach przywódczych to strata nie tylko dla kobiet, ale głównie dla nauki.

Super Indukcyjna Stymulacja (SIS) – nowoczesna metoda w fizjoterapii neurologicznej i ortopedycznej

Współczesna fizjoterapia dysponuje coraz szerszym wachlarzem metod terapeutycznych, które pozwalają skuteczniej i szybciej osiągać cele rehabilitacyjne. Jedną z technologii, która w ostatnich latach zyskuje na znaczeniu w leczeniu schorzeń układu mięśniowo-szkieletowego oraz neurologicznych, jest Super Indukcyjna Stymulacja, w skrócie SIS. Ta nieinwazyjna metoda wykorzystuje wysokoenergetyczne pole elektromagnetyczne do głębokiej stymulacji tkanek, oferując alternatywę dla tradycyjnych form elektroterapii i kinezyterapii.

Irygatory dentystyczne: udokumentowaną klinicznie metoda higieny jamy ustnej

Irygatory do zębów stanowią udokumentowaną klinicznie metodę higieny jamy ustnej, redukującą płytkę nazębną o 74-89% i krwawienie dziąseł o 33-82% w porównaniu z samym szczotkowaniem. Najnowsze badania randomizowane i metaanalizy z lat 2015-2025 potwierdzają skuteczność porównywalną lub przewyższającą tradycyjną nić dentystyczną, szczególnie u pacjentów z aparatami ortodontycznymi, implantami i chorobami przyzębia. American Dental Association przyznała tym urządzeniom Znak Akceptacji na podstawie ponad 70 badań klinicznych. Choroby przyzębia dotykają 62% dorosłych Polaków, a ich związek z chorobami układowymi (serce, cukrzyca) czyni skuteczną higienę jamy ustnej priorytetem zdrowia publicznego.

Najlepsze systemy opieki zdrowotnej na świecie

W jednych rankingach wygrywają europejskie systemy, w innych – zwłaszcza efektywności – dalekowschodnie tygrysy azjatyckie. Większość z tych najlepszych łączy współpłacenie za usługi przez pacjenta, zazwyczaj 30% kosztów. Opisujemy liderów. Polska zajmuje bardzo odległe miejsca w rankingach.

Jak naprawdę wygląda praca asystentki stomatologicznej? To nie tylko pomoc dentyście!

Myślisz o pracy w gabinecie stomatologicznym? Zastanawiasz się, czy rola asystentki to coś dla Ciebie? Wbrew pozorom nie jest to tylko podawanie narzędzi dentyście. Rozwój gabinetów, większa liczba pacjentów i rosnące oczekiwania wobec jakości usług sprawiają, że zapotrzebowanie na wykwalifikowany personel stale rośnie. A asystentka stomatologiczna jest jedną z tych osób, bez których trudno wyobrazić sobie sprawne funkcjonowanie gabinetu.

Czy Unia zakaże sprzedaży ziół?

Z końcem 2023 roku w całej Unii Europejskiej wejdzie w życie rozporządzenie ograniczające sprzedaż niektórych produktów ziołowych, w których stężenie alkaloidów pirolizydynowych przekroczy ustalone poziomy. Wszystko za sprawą rozporządzenia Komisji Europejskiej 2020/2040 z dnia 11 grudnia 2020 roku zmieniającego rozporządzenie nr 1881/2006 w odniesieniu do najwyższych dopuszczalnych poziomów alkaloidów pirolizydynowych w niektórych środkach spożywczych.

Suplementacja na diecie ketogenicznej — czego potrzebuje organizm i jak uzupełniać niedobory

Dieta ketogeniczna, znana również jako dieta keto, to sposób żywienia charakteryzujący się bardzo niskim spożyciem węglowodanów (zazwyczaj poniżej 50 gramów dziennie), umiarkowaną ilością białka i wysoką zawartością zdrowych tłuszczów. Taka proporcja makroskładników zmusza organizm do zmiany głównego źródła energii z glukozy na ketony – związki powstające z rozkładu tłuszczów w wątrobie. Stan metaboliczny, w którym ciała ketonowe stają się podstawowym paliwem dla komórek, nazywamy ketozą. Z medycznego punktu widzenia dieta niskowęglowodanowa może wspierać redukcję masy ciała, poprawę kontroli glikemii u osób z insulinoopornością oraz korzystnie wpływać na profil lipidowy krwi, choć wymaga świadomego planowania, aby uniknąć niedoborów składników odżywczych.

Testy wielogenowe pozwalają uniknąć niepotrzebnej chemioterapii

– Wiemy, że nawet do 85% pacjentek z wczesnym rakiem piersi w leczeniu uzupełniającym nie wymaga chemioterapii. Ale nie da się ich wytypować na podstawie stosowanych standardowo czynników kliniczno-patomorfologicznych. Taki test wielogenowy jak Oncotype DX pozwala nam wyłonić tę grupę – mówi onkolog, prof. Renata Duchnowska.

Choroby wirusowe u dzieci – jakie powinieneś znać?

Wirusowe choroby wieku dziecięcego to jedne z najczęstszych powodów wizyt u pediatry. Choć wiele z nich przebiega łagodnie, niektóre mogą prowadzić do groźnych powikłań, zwłaszcza u dzieci z obniżoną odpornością. Dzięki szczepieniom część z powszechnie występujących schorzeń udało się niemal całkowicie wyeliminować, jednak nie oznacza to, że nie stanowią one zagrożenia dla zdrowia najmłodszych. Warto więc znać ich objawy, aby móc odpowiednio zareagować w przypadku zakażenia.

Na czym polega świadoma pielęgnacja twarzy?

Świadoma pielęgnacja twarzy to trend, który wykracza poza zwykłe stosowanie kosmetyków. To przede wszystkim umiejętność słuchania swojej skóry, rozumienia jej aktualnych potrzeb i podejmowania decyzji pielęgnacyjnych opartych na wiedzy o składnikach aktywnych. Na czym polega świadoma pielęgnacja twarzy? Na zastąpieniu przypadkowych zakupów celowanym działaniem, minimalizacji ryzyka podrażnień i maksymalizacji efektywności.

Polisa jako element wsparcia finansowego – jak zadbać standard życia najbliższych?

Materiał marketingowy: W dynamicznie zmieniającym się świecie poczucie stabilizacji staje się jedną z najcenniejszych wartości. Ubezpieczenie na życie może pomóc złagodzić finansowe skutki trudnych sytuacji i wesprzeć bliskich w razie zdarzeń losowych.



© 2026 SANITAS sp. z o.o. | Ustawienia cookies

bot