Służba Zdrowia - strona główna
SZ nr 77–84/2011
z 17 października 2011 r.


>>> Wyszukiwarka leków refundowanych


Brzytwa tonącego czyli słów kilka o zarzynaniu publicznych szpitali

Marek Derkacz

Dlaczego pozwalamy, by w państwie uznającym się za państwo prawa działy się rzeczy moralnie i etycznie wątpliwe? Czy decyzja sprzedaży najlepszych oddziałów publicznych szpitali nie jest działaniem na ich szkodę, a zatem również na szkodę szeroko pojętego interesu publicznego.

Dyrektor niezbyt dobrze prosperującego państwowego zakładu przetwórstwa owocowego, produkującego konfitury z truskawek, agrestu i porzeczek, stanął przed nie lada problemem – ratowania upadającej firmy. Chcąc uchronić zakład przed finansową klapą, podjął zaskakującą decyzję. Postanowił sprzedać jedyną dochodową linię produkcyjną, wytwarzającą dżemy truskawkowe. Swoje postępowanie tłumaczył tym, iż dzięki pieniądzom otrzymanym z transakcji będzie mógł sprzedać więcej przetworów z agrestu i porzeczek.

Dzięki dodatkowym środkom finansowym uda mu się słoiki zaopatrzyć w ładniejsze etykiety, a dzięki temu to rzesze konsumentów rozsmakują się w konfiturach porzeczkowych i agrestowych. Oczywiście, pojawił się chętny do transakcji prywatny podmiot i przejął lukratywną część owocowego interesu.

Dyrektor ów odpowiadając na pytania zdziwionych dziennikarzy, dlaczego sprzedał coś, co „utrzymywało” przy życiu cały zakład, tłumaczył, że kierował się interesem firmy, a utrzymywanie jedynej dochodowej linii produkcyjnej dżemów truskawkowych było dla zakładu po prostu… niekorzystne. Był również święcie przekonany, że konsumenci, którzy spożywali dotąd głównie dżemy truskawkowe, przestawią się teraz na konsumpcję dżemów z agrestu i porzeczek, mimo że produkcja tych z truskawek nie została wstrzymana, ale przekazana prywatnej firmie, która zadeklarowała, że doinwestuje tę produkcję i zadba, by konsumenci otrzymali jeszcze lepszy produkt niż dotychczas.

Choć szpital to nie zakład przetwórstwa owocowego, a oddziały szpitalne nie są liniami produkcyjnymi wytwarzającymi konfitury, dla lepszego zobrazowania, jak postępuje się w Polsce z dochodowymi oddziałami, pozwoliłem sobie na to porównanie.

Już kilka lat temu Beata Sawicka, była posłanka Platformy Obywatelskiej, zwierzała się podstawionemu funkcjonariuszowi CBA, który udawał biznesmena, że na prywatyzacji ochrony zdrowia można będzie zrobić niezły interes. Czy miała rację?

Zaczęło się od szpitala w Chorzowie

Dyrekcja Zespołu Szpitali Miejskich (ZSM) w Chorzowie podjęła niedawno kontrowersyjną decyzję sprzedaży oddziału kardiologii. Cenę wywoławczą ustalono na 4 mln zł, a koszt rocznego czynszu (bo jak mówi dyrektor sprzedany zostaje tzw. know-how, czyli prawo do wykonywania procedur medycznych z doświadczonym personelem i częścią sprzętu) ma wynosić blisko 1 mln zł. Kontrakt z NFZ w 2011 r. dla tego oddziału to niebagatelna kwota: 10 mln zł! Jedyną ofertę zakupu złożyła prywatna spółka: Polska Grupa Medyczna (PGM), której udziałowcami są lekarze związani ze Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu.

Według kierujących szpitalem – utrzymanie oddziału kardiologicznego okazało się po prostu … niekorzystne. Choć zabiegi ratujące życie nie są limitowane, to jak podaje portal miejski www.mojchorzow.pl, NFZ nie wypłaca w terminie dodatkowych środków z tytułu nadwykonań, jednocześnie żądając planowania nadwykonań w przyszłorocznym budżecie! Decyzję sprzedaży kardiologii tłumaczono również faktem, że NFZ w pierwszej kolejności wypłacał pieniądze na świadczenia ratujące życie, jak np. koronaroplastyka, a z tego powodu kontrakty dla innych oddziałów na przestrzeni 2 ostatnich lat uległy zmniejszeniu o 10–30%. W celu „ratowania” sytuacji finansowej szpitala, podjęto więc decyzję o pozbyciu się „problematycznej” kardiologii.

Czy decyzja tej sprzedaży podjęta została w pełni świadomie, czy, jak mówią złośliwi, w stanie zamroczenia, będącego ograniczeniem świadomości i brakiem kontaktu z otoczeniem? A może tylko i wyłącznie kierowano się dobrą wolą, zaś ludzie odpowiedzialni za losy szpitala, sprzedając tak naprawdę lukratywny oddział, rzeczywiście wierzyli, że działają w interesie placówki? Słyszy się zresztą głosy, że wszystko to jest po prostu częścią misternie przygotowywanego planu, mającego na celu stopniową prywatyzację szpitali.

Podjętą na posiedzeniu Rady Miasta decyzję dotyczącą dalszych losów szpitalnego oddziału trafnie podsumował były prezydent Chorzowa, Marek Kopel: – Według mnie, to jest klęska państwa prawa, ponieważ wyprowadza się ze struktur szpitala najlepszy jego oddział.

Podobnie w Dąbrowie Górniczej

12 września br. radni z Dąbrowy Górniczej przyjęli uchwałę o likwidacji oddziału kardiologii z intensywnym nadzorem kardiologicznym, poradni kardiologicznej, pracowni EKG i pracowni echokardiograficznej w Szpitalu Specjalistycznym im. Sz. Starkiewicza. To po ZSM w Chorzowie druga lecznica w Polsce, przekazująca kardiologię w prywatne ręce. W uzasadnieniu projektu uchwały można przeczytać, że likwidacja tych komórek organizacyjnych spowodowana była koniecznością restrukturyzacji szpitala w związku ze stale wzrastającym zadłużeniem oraz poszukiwaniem nowych rozwiązań, umożliwiających optymalizację kosztów finansowania placówki. Radnym nie przeszkadzało, że kardiologia, m.in. z uwagi na korzystną wycenę procedur przez NFZ, po prostu na szpital zarabiała… Kontrakt wart był ok. 4 mln zł, a oddział każdy rok zamykał z zyskiem.

Jednak dyrekcja spodziewa się, że przychody z czynszu przewyższą dochody uzyskiwane przez oddział kardiologii i pozwolą na rozwój pozostałych zakresów udzielanych świadczeń. Czy aby na pewno tak będzie? Z pewnością przekonamy się o tym niebawem. Co więcej, dyrektor szpitala w wypowiedzi dla jednej z branżowych gazet nie ukrywał, że sprzedaż oddziału kardiologicznego wzbudziła dość duże zainteresowanie dyrektorów innych szpitali, którzy biorą pod uwagę podobne rozwiązania.

Błogosławieństwo konsultanta

Prof. Lech Poloński, śląski konsultant w dziedzinie kardiologii, w wypowiedziach dla prasy wskazuje, że przejęcie chorzowskiego oddziału przez PGM uczyniło współpracę spółki ze szpitalem bardziej czytelną (wcześniej była ona w Zespole Szpitali Miejskich w Chorzowie podwykonawcą części usług z zakresu kardiologii inwazyjnej). Równocześnie zaznacza, że uzyskane przez szpital pieniądze są atrakcyjne, a przykład chorzowski ma szansę znaleźć naśladowców w innych częściach kraju… Jak donosi jeden z portali medycznych, profesor jest udziałowcem PGM, mającej placówki m.in. w Częstochowie, Sosnowcu, Kluczborku i właśnie w Chorzowie.

Czy konsultant wojewódzki powinien publicznie chwalić decyzję sprzedaży oddziału publicznego szpitala prywatnej spółce, której jest współudziałowcem? Czy ma do tego moralne prawo?

Czy wojewoda w trybie pilnym nie powinien odwołać człowieka, który w ważnych sprawach nie do końca będzie obiektywny? A może – on sam honorowo powinien podać się do dymisji ze stanowiska konsultanta? Nie ma chyba innego cywilizowanego kraju, w którym konsultant wojewódzki czy krajowy (lub osoba pełniąca analogiczną funkcję), będący udziałowcem prywatnych spółek przejmujących publiczne oddziały, zgodnie z prawem może sprawować tak odpowiedzialne dla interesu społecznego funkcje. Czy powinien, i czy w ogóle może – w sytuacji konfliktu inwestorów – wypowiadać się obiektywnie na tematy, które leżą w zakresie jego obowiązków? Czy ludzie, będący prywatnymi przedsiębiorcami, mogą opiniować i kontrolować – jakby nie było konkurencyjne – publiczne zakłady opieki zdrowotnej? Co w tym przypadku ma do powiedzenia wojewoda, który w porozumieniu z ministrem zdrowia powołał konsultanta?

Kilka tygodni temu MZ odwołało z funkcji kilkunastu konsultantów. Zarzuty podobno były różne. Dlaczego w naszym kraju funkcje konsultantów wojewódzkich i krajowych sprawują osoby, które śmiało można nazwać biznesmenami?! Czy władze publiczne nie widzą tu konfliktu interesów?! Dlaczego pozwalamy, by w państwie uznającym się za państwo prawa działy się rzeczy moralnie i etycznie wątpliwe?

Dobrze by było, gdyby całej sprawie przyjrzały się takie instytucje, jak CBA czy NIK i sprawdziły, czy decyzja sprzedaży najlepszych oddziałów publicznych szpitali nie jest przypadkiem działaniem na ich szkodę, a zatem również – na szkodę szeroko pojętego interesu publicznego.

Nie zabijać kury znoszącej złote jaja

Z pomocą argumentów, jakimi posłużono się przy sprzedaży oddziałów kardiologicznych – niemal wszystkie publiczne szpitale w Polsce powinny pozbyć się najbardziej dochodowych oddziałów, a pozostawić w swoich strukturach te, które przyczyniają się do wzrostu ich zadłużenia.

Zarzynanie kury znoszącej złote jaja po prostu mocno śmierdzi. Niektórzy tę sytuację porównują do chwytania się brzytwy przez tonącego. Brzytwa ta ma się stać narzędziem zaplanowanej wcześniej zbrodni.

Według dyrektora Szpitala Wojewódzkiego nr 2 w Rzeszowie, Janusza Solarza, decyzja sprzedaży oddziału kardiologicznego jest dramatycznym ruchem, wejściem na drogę do upadłości szpitala. Jego opinię podzielają dyrektorzy innych placówek. Jeśli coś przynosi zysk, to po co to sprzedawać? Brak zdrowego rozsądku czy wyobraźni, a może – część misternego planu?

Czy decydując się na sprzedaż oddziałów kardiologicznych można mieć nadzieję na otrzymanie większego kontraktu dla innych oddziałów, jak tłumaczył to jeden z dyrektorów? Czy zmiana właściciela oddziału kardiologii zmniejszy liczbę ostrych incydentów wieńcowych? Bzdura. NFZ dalej będzie w pierwszej kolejności wypłacał pieniądze za procedury ratujące życie, aczkolwiek zarabiać na tym będzie już nie szpital, a prywatna spółka, która zwietrzyła interes. Pozostałe środki, jak dotychczas, popłyną do innych oddziałów i najprawdopodobniej znów okażą się niewystarczające.

Szokujące jest to, iż choć żyjemy (wydawałoby się) w państwie prawa, w świetle jupiterów wmawia się obywatelom, że 4 minus 1 to 5. Skrajna to arogancja i poczucie wszechwładzy czy może – traktowanie społeczeństwa jako bandy idiotów? Co można myśleć o ludziach, którzy wyzbywają się części publicznego, tj. stworzonego dzięki pieniądzom podatników i z tych pieniędzy utrzymywanego majątku, a który do tej pory stanowił siłę napędową dla całego szpitala? Czy sprzedaż oddziałów kardiologicznych, jednych z najbardziej dochodowych komórek szpitalnych, może poprawić kondycję zadłużonych szpitali, czy tylko stopę życiową grupy współudziałowców spółek, które oddziały kupiły?

Mniej więcej w tym czasie, gdy dyrektorzy szpitali przy poparciu radnych dokonywali egzekucji kur znoszących złote jaja, dyrekcja szpitala św. Barbary w Sosnowcu podjęła zupełnie inną decyzję: chce taką kurę mieć na własność, a ze sprzedaży złotych jaj bilansować inne, mniej dochodowe oddziały. Niedawno rada społeczna placówki przegłosowała rozwiązanie umowy właśnie z PGM, będącą właścicielem pracowni znajdującej się w budynku wynajętym od szpitala. Podczas posiedzenia rady pozytywnie zaopiniowano także projekt stworzenia nowej pracowni kardiologii inwazyjnej, będącej własnością szpitala. Jeśli dzięki kardiologii można ratować sytuację finansową placówki, to grzechem zaniechania byłoby nierobienie tego. W podobny sposób myślą również inni szpitalni menedżerowie, którzy inwestują w oddziały ratujące budżety ich szpitali!

Szpitale różnią się misją

Nietrudno zgadnąć, że priorytetem prywatnej spółki będącej właścicielem (i zarazem zarządcą) oddziału będzie nie dobro pacjenta (nie kwestionuję, że ono również, aczkolwiek zawsze na drugim planie), ale uzyskanie jak najwyższych dochodów. Kto myśli inaczej, jest hipokrytą, człowiekiem naiwnym lub po prostu nie ma elementarnej wiedzy z zakresu działania prywatnych spółek. Ich podstawowym celem jest realizacja interesów własnych, polegająca na powiększaniu wartości majątku spółki, na szczęście, w większości przypadków, z uwzględnieniem interesu ich klientów, tj. chorych. Niestety, nie zawsze.

Nie jestem przeciwnikiem prywatnych szpitali. Takie również powinny funkcjonować na rynku usług zdrowotnych, a pacjent powinien mieć prawo wyboru placówki, w której chce się leczyć. Tym bardziej że jakość opieki i satysfakcja pacjentów z leczenia często jest tu wyższa niż w szpitalach publicznych. Na pewno jednak nie można pozwolić na niszczenie szpitali publicznych, których podstawową misją jest dobro chorego, a celem ekonomicznym nie mnożenie zysków, lecz utrzymanie płynności finansowej.

Szpital publiczny z założenia jest placówką, która otacza wszystkich pacjentów opieką medyczną. Z kolei, jak widać doskonale w codziennej praktyce, szpital prywatny to taki, który dysponuje oddziałami z założenia mającymi przynosić zyski, nastawionymi na wykonywanie dobrze wycenionych procedur i hospitalizację najbardziej „opłacalnych” pacjentów.

Prywatna placówka niechętnie przyjmuje przewlekle chorych lub tzw. trudne przypadki, których diagnostyka i leczenie są bardzo kosztowne i nieadekwatnie wysokie w stosunku do środków uzyskiwanych z NFZ. Często tacy pacjenci nie mają szansy na leczenie w prywatnych jednostkach, nawet mających kontrakt z NFZ, a jeśli już – to szybko są z nich wypisywani i kierowani do placówek publicznych celem „dalszego specjalistycznego leczenia”.

Polską patologią jest również możliwość sprawowania funkcji ordynatorów oddziałów w publicznych szpitalach przez właścicieli prywatnych placówek, szumnie nazywanych nieraz klinikami. Niemal każdy lekarz pracujący z takim ordynatorem wie, że „pacjent szefa” przed zaplanowanym zabiegiem w jego prywatnym ośrodku musi mieć wykonaną diagnostykę w oddziale publicznego szpitala. Fakt ten jest nawet coraz rzadziej ukrywany. Bez trudu na jednym z dość popularnych portali medycznych, promujących m.in. prywatyzację służby zdrowia, można znaleźć „cenną” radę: „Jeśli musisz skorzystać z prywatnej usługi, postaraj się zminimalizować koszty – większość badań diagnostycznych, koniecznych przed operacją, możesz wykonać w publicznej przychodni”.

Choć publiczna i prywatna ochrona zdrowia powinny koegzystować, to prywatne placówki nie mogą być pasożytem żyjącym i mającym się dobrze właśnie kosztem publicznej ochrony zdrowia, utrzymywanej z naszych podatków. A z całą pewnością dyrektorzy publicznych placówek czy ordynatorzy oddziałów nie powinni podrzynać gardeł zarządzanym przez siebie szpitalom i znajdującym się w ich strukturach oddziałom.

Już teraz musimy więc zaapelować do nowych parlamentarzystów, by przez tworzenie nowego, lepszego prawa eliminowali tę patologię w ochronie zdrowia. Nie ma wątpliwości, że brzytwę z rąk tonącego trzeba jak najszybciej wytrącić, a tonącym szpitalom rzucić prawdziwe koło ratunkowe.





Najpopularniejsze artykuły

Ile trwają studia medyczne w Polsce? Podpowiadamy!

Studia medyczne są marzeniem wielu młodych ludzi, ale wymagają dużego poświęcenia i wielu lat intensywnej nauki. Od etapu licencjackiego po specjalizację – każda ścieżka w medycynie ma swoje wyzwania i nagrody. W poniższym artykule omówimy dokładnie, jak długo trwają studia medyczne w Polsce, jakie są wymagania, by się na nie dostać oraz jakie możliwości kariery otwierają się po ich ukończeniu.

Polisa jako element wsparcia finansowego – jak zadbać standard życia najbliższych?

Materiał marketingowy: W dynamicznie zmieniającym się świecie poczucie stabilizacji staje się jedną z najcenniejszych wartości. Ubezpieczenie na życie może pomóc złagodzić finansowe skutki trudnych sytuacji i wesprzeć bliskich w razie zdarzeń losowych.

Życie po wyjściu z sieci

System podstawowego szpitalnego zabezpieczenia opieki zdrowotnej zaczął w Polsce funkcjonować od 1 października 2017 r. i objął 590 placówek. Obecnie w tzw. sieci szpitali działają 582 lecznice.

Wczesny hormonozależny rak piersi – szanse rosną

Wczesny hormonozależny rak piersi u ponad 30% pacjentów daje wznowę nawet po bardzo wielu latach. Na szczęście w kwietniu 2022 roku pojawiły się nowe leki, a więc i nowe możliwości leczenia tego typu nowotworu. Leki te ograniczają ryzyko nawrotu choroby.

Kolagen w formie leku jeszcze nie istnieje, ale działa

Chociaż nie ma jeszcze kolagenu zarejestrowanego jako lek, istnieją suplementy diety, które bazują na peptydach kolagenowych o działaniu potwierdzonym w badaniach naukowych. Jeden z przeglądów badań opublikowany w 2022 roku wskazał wiele obszarów zdrowia, na które może wpływać suplementacja kolagenu. To m.in. kondycja stawów, stan skóry i paznokci, a także gojenie się ran.

Suplementacja na diecie ketogenicznej — czego potrzebuje organizm i jak uzupełniać niedobory

Dieta ketogeniczna, znana również jako dieta keto, to sposób żywienia charakteryzujący się bardzo niskim spożyciem węglowodanów (zazwyczaj poniżej 50 gramów dziennie), umiarkowaną ilością białka i wysoką zawartością zdrowych tłuszczów. Taka proporcja makroskładników zmusza organizm do zmiany głównego źródła energii z glukozy na ketony – związki powstające z rozkładu tłuszczów w wątrobie. Stan metaboliczny, w którym ciała ketonowe stają się podstawowym paliwem dla komórek, nazywamy ketozą. Z medycznego punktu widzenia dieta niskowęglowodanowa może wspierać redukcję masy ciała, poprawę kontroli glikemii u osób z insulinoopornością oraz korzystnie wpływać na profil lipidowy krwi, choć wymaga świadomego planowania, aby uniknąć niedoborów składników odżywczych.

Lecytyna sojowa – wszechstronne właściwości i zastosowanie w zdrowiu

Lecytyna sojowa to substancja o szerokim spektrum działania, która od lat znajduje zastosowanie zarówno w medycynie, jak i przemyśle spożywczym. Ten niezwykły związek należący do grupy fosfolipidów pełni kluczową rolę w funkcjonowaniu organizmu, będąc podstawowym budulcem błon komórkowych.

W jakich specjalizacjach brakuje lekarzy? Do jakiego lekarza najtrudniej się dostać?

Problem z dostaniem się do lekarza to dla pacjentów codzienność. Największe kolejki notuje się do specjalistów przyjmujących w ramach podstawowej opieki zdrowotnej, ale w wielu województwach również na prywatne wizyty trzeba czekać kilka tygodni. Sprawdź, jakich specjalizacji poszukują pracodawcy!

Aż 9,3 tys. medyków ze Wschodu ma pracę dzięki uproszczonemu trybowi

Już ponad 3 lata działają przepisy upraszczające uzyskiwanie PWZ, a 2 lata – ułatwiające jeszcze bardziej zdobywanie pracy medykom z Ukrainy. Dzięki nim zatrudnienie miało znaleźć ponad 9,3 tys. członków personelu służby zdrowia, głównie lekarzy. Ich praca ratuje szpitale powiatowe przed zamykaniem całych oddziałów. Ale od 1 lipca mają przestać obowiązywać duże ułatwienia dla medyków z Ukrainy.

Na czym polega świadoma pielęgnacja twarzy?

Świadoma pielęgnacja twarzy to trend, który wykracza poza zwykłe stosowanie kosmetyków. To przede wszystkim umiejętność słuchania swojej skóry, rozumienia jej aktualnych potrzeb i podejmowania decyzji pielęgnacyjnych opartych na wiedzy o składnikach aktywnych. Na czym polega świadoma pielęgnacja twarzy? Na zastąpieniu przypadkowych zakupów celowanym działaniem, minimalizacji ryzyka podrażnień i maksymalizacji efektywności.

Choroby wirusowe u dzieci – jakie powinieneś znać?

Wirusowe choroby wieku dziecięcego to jedne z najczęstszych powodów wizyt u pediatry. Choć wiele z nich przebiega łagodnie, niektóre mogą prowadzić do groźnych powikłań, zwłaszcza u dzieci z obniżoną odpornością. Dzięki szczepieniom część z powszechnie występujących schorzeń udało się niemal całkowicie wyeliminować, jednak nie oznacza to, że nie stanowią one zagrożenia dla zdrowia najmłodszych. Warto więc znać ich objawy, aby móc odpowiednio zareagować w przypadku zakażenia.

Testy wielogenowe pozwalają uniknąć niepotrzebnej chemioterapii

– Wiemy, że nawet do 85% pacjentek z wczesnym rakiem piersi w leczeniu uzupełniającym nie wymaga chemioterapii. Ale nie da się ich wytypować na podstawie stosowanych standardowo czynników kliniczno-patomorfologicznych. Taki test wielogenowy jak Oncotype DX pozwala nam wyłonić tę grupę – mówi onkolog, prof. Renata Duchnowska.

Jak dostosować wysokość łóżka rehabilitacyjnego do potrzeb pacjenta i opiekuna?

Łóżka rehabilitacyjne stanowią ważny element wyposażenia osób przewlekle chorych i wymagających specjalistycznej opieki. Odpowiednie dostosowanie ich wysokości wpływa nie tylko na komfort pacjenta, ale również na zdrowie i wygodę opiekuna. Jak znaleźć odpowiednie ustawienie? 

Czy szczoteczka soniczna jest dobra dla osób z aparatem ortodontycznym?

Szczoteczka soniczna to zaawansowane narzędzie do codziennej higieny jamy ustnej, które cieszy się rosnącą popularnością. Jest szczególnie ceniona za swoją skuteczność w usuwaniu płytki nazębnej oraz delikatne, ale efektywne działanie. Ale czy szczoteczka soniczna jest odpowiednia dla osób noszących aparat ortodontyczny? W tym artykule przyjrzymy się zaletom, które sprawiają, że szczoteczka soniczna jest doskonałym wyborem dla osób z aparatem ortodontycznym, oraz podpowiemy, jak prawidłowo jej używać.

Od mikrobiologii do in vitro – jak szalki Petriego pomagają w badaniach komórkowych?

Szalki Petriego, znane również jako płytki Petriego, to podstawowe naczynia laboratoryjne o płaskim dnie i niskich ściankach bocznych. Powszechnie wykorzystywane są w badaniach mikrobiologicznych i komórkowych. Ich uniwersalność i prostota konstrukcji sprawiają, że są niezastąpione w wielu dziedzinach nauki i przemysłu. Współcześnie, dzięki rozwojowi technologii, plastikowe wersje tych naczyń, czyli plastiki laboratoryjne, stały się standardem w nowoczesnych laboratoriach.

Super Indukcyjna Stymulacja (SIS) – nowoczesna metoda w fizjoterapii neurologicznej i ortopedycznej

Współczesna fizjoterapia dysponuje coraz szerszym wachlarzem metod terapeutycznych, które pozwalają skuteczniej i szybciej osiągać cele rehabilitacyjne. Jedną z technologii, która w ostatnich latach zyskuje na znaczeniu w leczeniu schorzeń układu mięśniowo-szkieletowego oraz neurologicznych, jest Super Indukcyjna Stymulacja, w skrócie SIS. Ta nieinwazyjna metoda wykorzystuje wysokoenergetyczne pole elektromagnetyczne do głębokiej stymulacji tkanek, oferując alternatywę dla tradycyjnych form elektroterapii i kinezyterapii.



© 2026 SANITAS sp. z o.o. | Ustawienia cookies

bot