Służba Zdrowia - strona główna
SZ nr 27–48/2024
z 30 czerwca 2024 r.


>>> Wyszukiwarka leków refundowanych


Tygrys maruder

Małgorzata Solecka

Gdzie są powiatowe centra zdrowia? Co z lepszą dostępnością do lekarzy geriatrów? A z obietnicą, że pacjent dostanie zwrot kosztów z NFZ, jeśli nie zostanie przyjęty w poradni AOS w ciągu 60 dni? Posłowie PiS skrzętnie wykorzystali „100 dni rządu”, by zasypać Ministerstwo Zdrowia mniej lub bardziej absurdalnymi interpelacjami dotyczącymi stanu realizacji obietnic, złożonych w trakcie kampanii wyborczej. Niepomni, że ich ministrowie i prominentni posłowie w swoim czasie podkreślali, że na realizację obietnic (w zdrowiu na pewno) potrzeba kadencji lub dwóch.

Słyszę z różnych stron, że praca w Ministerstwie Zdrowia ciągle się rozkręca i rozkręcić nie może – mówiła pod koniec kwietnia była minister, obecnie wiceprzewodnicząca Komisji Zdrowia Katarzyna Sójka. I znów – nie sposób nie przypomnieć posłance PiS, że w czasie gdy kierowała resortem, jego merytoryczna praca nie była specjalnie widoczna, może poza dzieleniem pieniędzy z Funduszu Medycznego. Jednym słowem, jak to przed wyborami. Ale w jednym Sójka ma jednak sporo racji: po blisko pięciu miesiącach pracy tak naprawdę trudno określić, w jakim kierunku Ministerstwo Zdrowia podąża. Może dlatego, że jeśli nie stoi w miejscu, to – kręci się w kółko.

Jest, oczywiście, dużo zapowiedzi, a nawet – sygnalizowanych decyzji. Również tych z kategorii fundamentalnych, jak choćby kwestia składki zdrowotnej dla przedsiębiorców. Wiosną ministrowie zdrowia i finansów ogłosili, że osiągnęli porozumienie, którego sens można streścić krótko: nie będzie powrotu do stanu sprzed Polskiego Ładu, ale lwia część przedsiębiorców, w tym samozatrudnionych, zapłaci niższe składki zdrowotne. Koszt dla Narodowego Funduszu Zdrowia – 5 mld zł, ma być „nieodczuwalny” (zapewne dlatego, że zostanie zrekompensowany wyższymi wpływami ze składek wpłaconych przez innych ubezpieczonych, bo o rekompensacie z budżetu państwa na razie nie ma mowy). Obniżenie składki dla przedsiębiorców obiecywała zarówno Koalicja Obywatelska, jak i Trzecia Droga, ale zdecydowanie sprzeciwia się jej Lewica, wskazując na absurdy – przedsiębiorcy mają płacić składki niższe niż osoby z wynagrodzeniem minimalnym. Pada też dość podstawowe pytanie: jak pogodzić decyzję ze zmniejszaniem składki dla jednej grupy z zapowiedziami, że nakłady na zdrowie będą w kolejnych latach rosnąć? Politycy KO tłumaczą, że zmiany w składce zdrowotnej dla przedsiębiorców są konieczne, bo jest absurdem, że oskładkowane są również przychody ze sprzedaży środków trwałych – i tu trudno polemizować. Polemika dotyczy ustalenia podstaw oskładkowania, nie zaś likwidacji absurdalnych rozwiązań z Polskiego Ładu.

Lepiej być w UE, ale co z nakładami?


Polska jest jednym z tygrysów UE, jeśli chodzi o wzrost gospodarczy i jednym z maruderów, jeśli chodzi i o wskaźniki zdrowotne, i o nakłady na zdrowie – politycy zaś konsekwentnie udają, że te sprawy nie mają ze sobą nic wspólnego.

– Zdrowie to nie tylko pieniądze. Wiem, że to, co mówię, brzmi kontrowersyjnie, ale system ochrony zdrowia nie może być odbierany wyłącznie w kategorii wydawanych środków finansowych – komentował kwestię składki zdrowotnej i nakładów na zdrowie pod koniec kwietnia publicznie były minister zdrowia, przewodniczący Komisji Zdrowia Bartosz Arłukowicz. – To jest formuła organizacji, struktury, sposobu zarządzania, funkcjonowania. Oczywiście pieniądze są bardzo ważne, ale nie są najważniejsze – ocenił polityk.

Aż chciałoby się zapytać, w kontekście unijnych aspiracji Bartosza Arłukowicza, jak ma się polskie 5 proc. PKB na zdrowie – bo tyle, realnie, w tej chwili stanowią wydatki publiczne do unijnej średniej i jak – przy takich nakładach – realizować strategię Komisji Europejskiej niwelowania i wyrównywania różnic w poziomie dostępności do opieki zdrowotnej?

Gdy 1 maja Polska świętowała 20. rocznicę przystąpienia Polski do Unii Europejskiej, premier Donald Tusk napisał w mediach społecznościowych, że „lepiej być w Unii”, bo gdy będziemy obchodzić 25. rocznicę, Polska – wskazują na to analizy Banku Światowego – będzie zamożniejsza od Wielkiej Brytanii. Mówiąc konkretnie, polskie PKB w przeliczeniu na mieszkańca będzie wyższe niż brytyjskie (choć zapewne z uwzględnieniem siły nabywczej pieniądza, zwłaszcza że niewiele wskazuje na możliwość wejścia przez nasz kraj do strefy euro przed tym terminem). Brzmi nieprawdopodobnie? Brzmiałoby może jeszcze kilka lat temu, ale dziś – sky is the limit, w czym wydatnie pomógł oczywiście brexit. Szybki rozwój gospodarki i ewidentnie rosnąca zamożność społeczeństwa nie przekładają się – na pewno nie w takim stopniu – na sytuację w ochronie zdrowia. Oczywiście, na zdrowie też wydajemy więcej, ale ten wzrost w niewielkim stopniu jest realny, bo znacząco wyższe, wraz ze wzrostem PKB, są przecież koszty (w tym przede wszystkim koszty pracy).

Pozostańmy przy Wielkiej Brytanii, skoro mamy za pięć lat „prześcignąć” dawne imperium, nad którym słońce nigdy nie zachodziło. Wydatki bieżące na zdrowie w Polsce w 2022 roku wyniosły niecałe 3 tys. USD (PPP) na głowę mieszkańca, w Wielkiej Brytanii – ok. 5,5 tysiąca USD (PPP). Wydatki na zdrowie względem PKB – Polska 6,7 proc., w tym ok. 5 proc. wydatki publiczne, Wielka Brytania – 11,3 proc. w tym ponad 9 proc. wydatki publiczne. Tak, NHS jest w kryzysie, a jedna z głównych obietnic autorów brexitu, czyli przekierowanie pieniędzy wpłacanych do „kasy w Brukseli” na ochronę zdrowia nigdy nie została spełniona. Tak, Wielka Brytania ma potężne i rosnące problemy kadrowe (brexit, emigracja brytyjskich lekarzy do Australii i Nowej Zelandii, przede wszystkim). Tak, ER przeżywają nie mniejsze problemy niż polskie SOR-y. Ale czy to jest wystarczający dowód, by uznać, że za połowę mniejsze środki można zorganizować system wystarczająco dobry, czyli gwarantujący dostępność do jakościowych świadczeń w racjonalnych terminach?

Lepiej być w Unii, czyli porozmawiajmy o KPO


W ostatnim dniu kwietnia rząd przyjął rewizję Krajowego Planu Odbudowy. To konieczne, bo Polska na wydanie pieniędzy z KPO będzie mieć praktycznie dwa lata, a patrząc jedynie na obszar ochrony zdrowia poprzedni rząd wytyczył niezwykle ambitne kamienie milowe, kompletnie nie przygotowując do nich oprzyrządowania (lub wręcz, jak w przypadku reformy szpitalnictwa, porzucając przygotowanie odpowiednich przepisów, ale również sam kierunek zmian). Mówiąc w największym uproszczeniu – rząd Mateusza Morawieckiego „obiecał” Brukseli zmiany w strukturze szpitalnictwa, z likwidacją małych, ekonomicznie nieopłacalnych szpitali (głównie powiatowych), jednak poległ – na własne życzenie – na polu krajowym na etapie prezentacji kolejnych projektów przepisów w tej sprawie. Żaden z kilku projektów nie wyszedł poza etap prac w resorcie zdrowia. Izabela Leszczyna w pierwszych miesiącach swojego urzędowania kilka razy zapewniała, że w ramach renegocjacji KPO z Komisją Europejską chce przedstawić propozycje uzdrowienia ekonomicznego szpitali bez konieczności ich likwidacji. – Nie zakładamy zamykania szpitali, chcemy doprowadzić do tego, by się bilansowały – mówiła na marcowym Kongresie Wyzwań Zdrowotnych w Katowicach.

Reformę szpitalnictwa ma zastąpić pakiet legislacyjny, regulujący wybrane (by nie powiedzieć, wybiórcze) aspekty funkcjonowania systemu ochrony zdrowia. Zmienić się ma m.in. kwalifikacja do sieci szpitali czy wymogi dla zarządzających placówkami szpitalnymi. Rewizja KPO to też zmiany w Krajowej Sieci Onkologicznej czy opiece długoterminowej. Rząd musi czekać na zgodę Brukseli, wartą – w przypadku zdrowia – ok. 17 mld zł. Negocjacje z Komisją Europejską trwały wyjątkowo długo, bo zdrowie było obszarem, w którym zmiany w KPO musiały być „dość” zasadnicze: choćby dlatego, że w żaden sposób nie dano by rady zrealizować zaprojektowanej przez ekipę byłego ministra zdrowia Adama Niedzielskiego modernizacji szpitali. Wiceminister Katarzyna Kacperczyk, odpowiedzialna w resorcie właśnie za negocjacje w sprawie KPO, miała jedno zadanie: przekonać unijnych urzędników, że porzucenie ustawy o modernizacji nie oznacza, że rząd rezygnuje z fundamentalnych zmian w ochronie zdrowia. Takich, które mają skutkować realnym – a nie tylko deklaratywnym – „odwróceniem piramidy świadczeń” i dzięki temu zwiększyć prawdopodobieństwo, że szpitale nie będą się bez końca zadłużać. Unia Europejska, która już w poprzednich perspektywach budżetowych sfinansowała w polskiej ochronie zdrowia niezliczone inwestycje infrastrukturalne wyraźnie dawała do zrozumienia (już w latach 2014–2015), że bez racjonalizacji inwestycji dalszych miliardów na zdrowie nie będzie.

Bruksela jest jednak daleko, a wyborcy – blisko. Przed rządem nie lada wyzwanie, przekonać nie tylko włodarzy powiatów czy województw, ale przede wszystkim społeczności lokalne, że przekształcenie szpitala powiatowego w placówkę o zupełnie innym charakterze (np. powiatowe centrum zdrowia z oddziałami opieki długoterminowej) nie oznacza utraty nie tylko prestiżu (tu trudno nie wspomnieć o żywej pamięci „powiatotwórczej roli szpitali”), ale przede wszystkim dobra najbardziej wymiernego, czyli – miejsc pracy. Wydaje się, że z akceptacją tego pierwszego lokalne społeczności mogą mieć problem, ale jeśli przekształcenia miałyby oznaczać redukcję zatrudnienia, prawdziwy problem miałoby Ministerstwo Zdrowia i rząd. Oczywiście, potężnym argumentem mogą być leżące na stole pieniądze – na budowę bazy opieki długoterminowej i geriatrycznej w KPO przewidziano ponad 1,3 mld zł.

Rząd Tuska musiał przekonać Brukselę, że zmiany w zdrowiu, polegające na istotnych, ale w sumie drobnych korektach, których dużą część można przeprowadzić bez uchwalania budzących kontrowersje ustaw, będą tak samo skuteczne i doprowadzą do osiągnięcia podstawowego celu, jakim jest poprawa dostępności do leczenia – i tym samym, w dalszej perspektywie czasowej, pozwolą poprawić wskaźniki zdrowotne.

Podczas Kongresu Wyzwań Zdrowotnych Izabela Leszczyna, pytana o reformę szpitalnictwa, przyznała, że zmiany, o jakich myśli resort zdrowia, nie odbiegają w istotny sposób od tego, co planował Niedzielski – on również mówił przecież o przekształcaniu szpitali powiatowych w centra zdrowia i rozbudowie opieki długoterminowej. – Oni chcieli zrobić tę reformę centralnie, „po pisowsku”. My będziemy rozmawiać z samorządami – obiecała, zapowiadając, że rozmowy te rozpocznie po wyborach samorządowych, gdy już będzie wiadome, kto w kolejnych pięciu latach weźmie odpowiedzialność, na poziomie województw, powiatów i miast, za podejmowanie decyzji. Kilka tygodni po wyborach samorządowych (licząc od 7 kwietnia) takie negocjacje jeszcze się jednak nie rozpoczęły. Jednym z kluczowych wątków tych rozmów ma być przekonanie samorządowców do konsolidacji ich szpitali – ułatwić to mają zmiany w przepisach, które ułatwią (już w tej chwili jest to możliwe) prowadzenie szpitali przez związki JST.

Ale myliłby się ten, kto by sądził, że MZ może (chce i planuje) puścić zmiany w obszarze szpitalnictwa „na żywioł”. Może nie „po pisowsku”, ale by sprostać wymogom Komisji Europejskiej, centralny nadzór (a także przynajmniej do pewnego stopnia centralne sterowanie) musiało zostać do KPO wpisane. Kluczowa ma być rola Narodowego Funduszu Zdrowia, który ma zyskać lepsze (bardziej skuteczne) narzędzia kontrolne, by płacić nie tylko (i nie tyle) za liczbę świadczeń, co za ich jakość – i w wymiarze medycznym i konsumenckim. Ustawa o jakości, którą być może Ministerstwo Zdrowia będzie chciało poprawić, wraz z rozporządzeniami (których nie ma), dadzą płatnikowi możliwości, o których do tej pory jedynie rozprawiano podczas eksperckich paneli.

Polska obiecała też doprecyzować przepisy dotyczące planów naprawczych, które będą musiały przygotowywać zadłużone (i zadłużające się) szpitale, a także zagwarantować systemowe podniesienie kwalifikacji kadry menedżerskiej w ochronie zdrowia.

Lepiej być w Unii, ale co z kadrami?


W poprzednich kilku latach debata publiczna skupiona była, w obszarze kadr medycznych, przede wszystkim na lekarzach. Mocno upolitycznione decyzje dotyczące otwierania nowych kierunków lekarskich z jednej strony budziły kontrowersje, z drugiej – i to chyba, oprócz meritum, którym jest niepewność co do jakości kształcenia – przyćmiły główny problem systemu ochrony zdrowia, czyli dramatyczny wręcz niedobór kadr pielęgniarskich, z demografią gorszą niż w przypadku zawodu lekarza, co tylko pogłębia katastrofę. Wskaźniki są bezwzględne: 5,1 pielęgniarki w przeliczeniu na tysiąc mieszkańców, przy średniej unijnej 8,3 (nie warto nawet dodawać, że liderzy z kręgów EFTA, czyli Norwegia i Szwajcaria, zbliżają się do wskaźnika 20). Patrzmy i mierzmy bliżej: Czechy właśnie „przeskoczyły” unijną średnią (8,7), a Litwa, na którą – zupełnie już w tej chwili w sposób nieuzasadniony – przywykliśmy patrzeć jak na „ubogiego krewnego” – do tej średniej się zbliża (7,8).

Problem jest złożony i nie można go sprowadzać tylko do wymiaru zarobków, ale też trudno od nich abstrahować. Jednym z kluczowych wątków – pokazujących zresztą dobitnie, jak bardzo reaktywna jest polityka państwa – jest dyskusja wokół obywatelskiego projektu nowelizacji ustawy o wynagrodzeniach minimalnych. Projekt, de facto mrożony od pierwszego czytania (listopad 2023) na poziomie najpierw komisji zdrowia oraz finansów publicznych, potem specjalnej podkomisji, doczekał się wiosną wznowienia prac, a tak naprawdę przedstawienia przez Ministerstwo Zdrowia kontrpropozycji: na zapisy proponowane przez pielęgniarki zgody nie ma, natomiast na stole położono ofertę, składającą się z dwóch punktów, czyli stopniowego, rozłożonego na dwa lata (2025–2026) podniesienia współczynników dla dwóch grup (5 i 6) oraz wpisania do ustawy, że pracodawca jest zobowiązany uznawać kwalifikacje posiadane, ale tylko w tym przypadku, gdy ich podniesienie nastąpiło na polecenie lub co najmniej za zgodą pracodawcy. To ma, jak tłumaczono w kuluarach, chronić szpitale przed zjawiskiem, miejscowo dość masowym, „sztucznego” podnoszenia kwalifikacji przez pielęgniarki, którego jedynym uzasadnieniem jest chęć osiągania zarobków według współczynnika przypisanego grupie 2.

Propozycja ministerstwa zaskoczyła wszystkich, bo długie miesiące oczekiwania na wznowienie prac były interpretowane raczej jako chęć odrzucenia projektu bez ruszania wątłego konsensusu wokół ustawy. Już podczas posiedzenia podkomisji, na którym wiceminister zdrowia Marek Kos zaprezentował ofertę, podniosły się zresztą – przede wszystkim ze strony największych central związkowych, reprezentowanych w Radzie Dialogu Społecznego – głosy, że choć niewątpliwie rząd wychodzi naprzeciw postulatom pielęgniarek, czyni to niejako kosztem innych grup zawodowych. Na przykład – lekarzy. Bo korekta współczynników oznacza, że pracownicy zakwalifikowani do grupy 6. (są w niej nie tylko pielęgniarki i położne, choć to one stanowią większość, zarówno w grupie 6. jak i 5.) będą zarabiać więcej niż lekarz stażysta, zaś pracownicy z grupy 5. – niemal tyle samo, co lekarz bez specjalizacji (choć nie rezydent, bo wynagrodzenia rezydentów są regulowane osobnym rozporządzeniem). Trudno się spodziewać akceptacji takiego rozwiązania przez środowisko lekarskie, zarówno samorząd, jak i organizacje związkowe, dodatkowo „podrażnione” przez decydentów (i część ekspertów) zapowiedziami czy też przymiarkami do połączenia dyskusji o tym, ile powinny wynosić minimalne wynagrodzenia lekarzy z dyskusją o ich maksymalnym wymiarze, oczywiście – w sektorze publicznym, co z kolei pociąga za sobą kolejny palący temat, czyli powrót do umów o pracę jako podstawowej (albo wręcz jedynej możliwej) formy zatrudnienia. Raczej nie ma wątpliwości, że choć wskaźnik liczby lekarzy w przeliczeniu na populację w ostatnim czasie, dzięki poprawieniu metodologii, wzrósł do ok. 3,2 i nie odstajemy już tak dramatycznie od unijnej średniej (4), jakiekolwiek zmiany w tym zakresie, przeprowadzone wcześniej niż zaobserwować się dadzą pierwsze efekty „odwracania piramidy świadczeń” nie tylko może zaowocować, ale z pewnością zaowocuje potężnymi wstrząsami w dostępności do opieki lekarskiej.





Najpopularniejsze artykuły

Ile trwają studia medyczne w Polsce? Podpowiadamy!

Studia medyczne są marzeniem wielu młodych ludzi, ale wymagają dużego poświęcenia i wielu lat intensywnej nauki. Od etapu licencjackiego po specjalizację – każda ścieżka w medycynie ma swoje wyzwania i nagrody. W poniższym artykule omówimy dokładnie, jak długo trwają studia medyczne w Polsce, jakie są wymagania, by się na nie dostać oraz jakie możliwości kariery otwierają się po ich ukończeniu.

Czym jest supinacja i kiedy staje się problemem?

Supinacja potrafi prowadzić do kontuzji i zapalenia tkanek, a także stopniowo przeciążać kolejne partie ciała. Ból pojawia się nie tylko w samej stopie, ale też w kolanach, biodrach, plecach czy dolnym odcinku kręgosłupa. W takich sytuacjach wkładki supinujące pomagają przywrócić zdrowe ustawienie stopy i poprawić komfort chodzenia. Pierwsze objawy często są bardzo subtelne i łatwo je zignorować. Z czasem jednak zaczynają wpływać na codzienne funkcjonowanie i przejawiają się pod postacią bólu czy dużego dyskomfortu. Jeśli zauważasz u siebie oznaki nadmiernej supinacji, warto poszukać wkładek, które przyniosą ulgę i pomogą zadbać o zdrowie.

Lecytyna sojowa – wszechstronne właściwości i zastosowanie w zdrowiu

Lecytyna sojowa to substancja o szerokim spektrum działania, która od lat znajduje zastosowanie zarówno w medycynie, jak i przemyśle spożywczym. Ten niezwykły związek należący do grupy fosfolipidów pełni kluczową rolę w funkcjonowaniu organizmu, będąc podstawowym budulcem błon komórkowych.

Wczesny hormonozależny rak piersi – szanse rosną

Wczesny hormonozależny rak piersi u ponad 30% pacjentów daje wznowę nawet po bardzo wielu latach. Na szczęście w kwietniu 2022 roku pojawiły się nowe leki, a więc i nowe możliwości leczenia tego typu nowotworu. Leki te ograniczają ryzyko nawrotu choroby.

10 000 kroków dziennie? To mit!

Odkąd pamiętam, 10 000 kroków było złotym standardem chodzenia. To jest to, do czego powinniśmy dążyć każdego dnia, aby osiągnąć (rzekomo) optymalny poziom zdrowia. Stało się to domyślnym celem większości naszych monitorów kroków i (czasami nieosiągalną) linią mety naszych dni. I chociaż wszyscy wspólnie zdecydowaliśmy, że 10 000 to idealna dzienna liczba do osiągnięcia, to skąd się ona w ogóle wzięła? Kto zdecydował, że jest to liczba, do której powinniśmy dążyć? A co ważniejsze, czy jest to mit, czy naprawdę potrzebujemy 10 000 kroków dziennie, aby osiągnąć zdrowie i dobre samopoczucie?

Czym jest propolis i dlaczego ma tak silne działanie lecznicze?

Propolis, znany również jako kit pszczeli, to naturalna substancja wytwarzana przez pszczoły z żywic roślinnych, wosku oraz enzymów. Od wieków wykorzystywany jest w medycynie naturalnej ze względu na swoje niezwykle szerokie spektrum działania. Współczesne badania potwierdzają, że propolis wykazuje silne właściwości przeciwbakteryjne, przeciwwirusowe, przeciwgrzybicze oraz przeciwzapalne.

Suplementacja na diecie ketogenicznej — czego potrzebuje organizm i jak uzupełniać niedobory

Dieta ketogeniczna, znana również jako dieta keto, to sposób żywienia charakteryzujący się bardzo niskim spożyciem węglowodanów (zazwyczaj poniżej 50 gramów dziennie), umiarkowaną ilością białka i wysoką zawartością zdrowych tłuszczów. Taka proporcja makroskładników zmusza organizm do zmiany głównego źródła energii z glukozy na ketony – związki powstające z rozkładu tłuszczów w wątrobie. Stan metaboliczny, w którym ciała ketonowe stają się podstawowym paliwem dla komórek, nazywamy ketozą. Z medycznego punktu widzenia dieta niskowęglowodanowa może wspierać redukcję masy ciała, poprawę kontroli glikemii u osób z insulinoopornością oraz korzystnie wpływać na profil lipidowy krwi, choć wymaga świadomego planowania, aby uniknąć niedoborów składników odżywczych.

Super Indukcyjna Stymulacja (SIS) – nowoczesna metoda w fizjoterapii neurologicznej i ortopedycznej

Współczesna fizjoterapia dysponuje coraz szerszym wachlarzem metod terapeutycznych, które pozwalają skuteczniej i szybciej osiągać cele rehabilitacyjne. Jedną z technologii, która w ostatnich latach zyskuje na znaczeniu w leczeniu schorzeń układu mięśniowo-szkieletowego oraz neurologicznych, jest Super Indukcyjna Stymulacja, w skrócie SIS. Ta nieinwazyjna metoda wykorzystuje wysokoenergetyczne pole elektromagnetyczne do głębokiej stymulacji tkanek, oferując alternatywę dla tradycyjnych form elektroterapii i kinezyterapii.

Czy szczoteczka soniczna jest dobra dla osób z aparatem ortodontycznym?

Szczoteczka soniczna to zaawansowane narzędzie do codziennej higieny jamy ustnej, które cieszy się rosnącą popularnością. Jest szczególnie ceniona za swoją skuteczność w usuwaniu płytki nazębnej oraz delikatne, ale efektywne działanie. Ale czy szczoteczka soniczna jest odpowiednia dla osób noszących aparat ortodontyczny? W tym artykule przyjrzymy się zaletom, które sprawiają, że szczoteczka soniczna jest doskonałym wyborem dla osób z aparatem ortodontycznym, oraz podpowiemy, jak prawidłowo jej używać.

Testy wielogenowe pozwalają uniknąć niepotrzebnej chemioterapii

– Wiemy, że nawet do 85% pacjentek z wczesnym rakiem piersi w leczeniu uzupełniającym nie wymaga chemioterapii. Ale nie da się ich wytypować na podstawie stosowanych standardowo czynników kliniczno-patomorfologicznych. Taki test wielogenowy jak Oncotype DX pozwala nam wyłonić tę grupę – mówi onkolog, prof. Renata Duchnowska.

Na czym polega świadoma pielęgnacja twarzy?

Świadoma pielęgnacja twarzy to trend, który wykracza poza zwykłe stosowanie kosmetyków. To przede wszystkim umiejętność słuchania swojej skóry, rozumienia jej aktualnych potrzeb i podejmowania decyzji pielęgnacyjnych opartych na wiedzy o składnikach aktywnych. Na czym polega świadoma pielęgnacja twarzy? Na zastąpieniu przypadkowych zakupów celowanym działaniem, minimalizacji ryzyka podrażnień i maksymalizacji efektywności.

Co powinna umieć opaska SOS dla seniora?

Bezpieczeństwo seniorów to temat, który zyskuje coraz większą wagę w kontekście starzejącego się społeczeństwa. Dla wielu rodzin, które nie mogą zapewnić swoim bliskim stałej opieki, opaska SOS dla seniora staje się niezwykle praktycznym i niezastąpionym urządzeniem. Jakie funkcje powinna mieć opaska SOS, by spełniała swoje zadanie? Przyjrzyjmy się najważniejszym z nich.

Od RCP do danych zarządczych. Co placówka może wyczytać z rzeczywistego czasu pracy personelu?

Rejestracja czasu pracy kojarzy się przede wszystkim z ewidencją obecności i przygotowaniem danych do rozliczenia wynagrodzeń. W placówce medycznej takie podejście wykorzystuje jednak tylko część informacji, które powstają w tym procesie. Znacznie większą wartość daje zestawienie rzeczywistego wykonania z planem pracy, ponieważ pozwala zobaczyć, gdzie i dlaczego organizacja musiała odejść od wcześniej przygotowanego harmonogramu.

Polisa jako element wsparcia finansowego – jak zadbać standard życia najbliższych?

Materiał marketingowy: W dynamicznie zmieniającym się świecie poczucie stabilizacji staje się jedną z najcenniejszych wartości. Ubezpieczenie na życie może pomóc złagodzić finansowe skutki trudnych sytuacji i wesprzeć bliskich w razie zdarzeń losowych.

W jakich specjalizacjach brakuje lekarzy? Do jakiego lekarza najtrudniej się dostać?

Problem z dostaniem się do lekarza to dla pacjentów codzienność. Największe kolejki notuje się do specjalistów przyjmujących w ramach podstawowej opieki zdrowotnej, ale w wielu województwach również na prywatne wizyty trzeba czekać kilka tygodni. Sprawdź, jakich specjalizacji poszukują pracodawcy!

Rekrutacja na medycynę krok po kroku – wymagania, egzaminy, dokumenty

Planujesz spełnić swoje marzenie i pójść na studia medyczne? Sprawdź, jakie formalności musisz spełnić podczas rekrutacji na polskie i zagraniczne uczelnie!



© 2026 SANITAS sp. z o.o. | Ustawienia cookies

bot