|
||||
„SZ” nr 71-75 z 29 września 2008 r.
Leczenie homeopatią wiąże się z przyjęciem filozofii i religii hinduizmu, panteizmu i ezoteryzmu. Tajemne działanie homeopatii przenosi się na chorego i poddaje go wpływowi złego ducha. Poprawie zdrowia fizycznego może towarzyszyć kryzys psychi-czny oraz kryzys w życiu religijnym. Wydaje się, że homeopatia spotyka się z coraz większą akceptacją w środowisku lekarskim w Polsce. Oznaką tego jest stosowanie substancji homeopatycznych przez lekarzy, którzy nie są homeopatami, udział lekarzy w kursach na temat tej metody i pojawienie się w aptekach substancji homeopatycznych - kiedyś były one dostępne tylko w specjalnych aptekach.
Warto się zastanowić, czym jest homeopatia, ponieważ zachodzi podejrzenie, że jest ona praktyką okultystyczną i jako taka może przynosić szkodę pacjentom nie tylko na poziomie fizycznym, ale także duchowym. Homeopatia jest metodą leczenia - jak zobaczymy - bardzo skomplikowaną, odwołującą się do sił nie zbadanych przez naukę. Georgios Vithoulkas, znawca i zwolennik tej metody, który założył w roku 1994 na wyspie Alonissos Międzynarodową Akademię Homeopatii Klasycznej, pisze: "Aby zrozumieć i opanować wiedzę homeopatyczną z tym wszystkim, co w niej najistotniejsze, trzeba poświęcić przynajmniej dwa razy więcej czasu na intensywne kształcenie i praktykę, niż na studia medycyny ogólnej" [1].
W Polsce już w 1892 r. powstało Towarzystwo Zwolenników Homeopatii, które zostało reaktywowane w 1973 r. pod nazwą Towarzystwo Zwolenników Homeopatii Rzeczypospolitej Polskiej. Stara się ono upowszechniać metodę leczenia wynalezioną przez Hahnemanna na terenie naszego kraju. Od 1925 r. istnieje Liga Medicorum Homeopathica Internationalis, skupiająca związki homeopatów z trzydziestu państw. W niektórych krajach homeopatia jest wykładana na wyższych uczelniach i działają kliniki homeopatyczne, m.in. we Francji, Niemczech, Szwajcarii i Stanach Zjednoczonych.
Twórcą homeopatii był lekarz niemiecki dr Samuel Hahnemann (1755-1843). W 1810 r. wydał dzieło pt. "Organon rationelle Heilkunde", które według niego otwierało nową epokę w historii medycyny. Tytuł nawiązywał do sławnego dzieła Franciszka Bacona "Organon", uważanego za fundament nowoczesnej metodologii badawczej. Hahnemann nie tylko krytycznie odniósł się do współczesnej sobie medycyny, ale w ogóle odrzucił dotychczasowe metody stawiania diagnozy i samego leczenia. Twierdził, że medycyna konwencjonalna nie leczy chorób, tylko ich objawy, a leki w niej stosowane właściwie nie pomagają, ale pogarszają stan zdrowia pacjenta. Nową medycynę nazwał Hahnemann homeopatią, od greckich słów "homoion pathos", czyli "podobne cierpienie", ponieważ jedną z jej zasad jest leczenie substancją, która wywołuje objawy podobne do objawów danej choroby. Innymi słowy jest to leczenie "podobnego przez podobne".
Na pomysł tej metody leczenia Hahnemann wpadł czytając raporty angielskiego lekarza Cullena dotyczące leczenia malarii korą chinową. Postanowił zbadać na sobie, jak ów lek może podziałać na człowieka zdrowego i okazało się, że spowodował objawy przypominające malarię: gorączkę, dreszcze i zmęczenie. Z tego faktu wyciągnął wniosek, że lekarstwem na daną chorobę jest substancja wywołująca tę chorobę. Późniejsze badania nie potwierdziły jednak wniosku Hahnemanna: chinina podawana osobom zdrowym wywoływała objawy przez niego opisywane tylko u osób, które były na ten lek uczulone. Hahnemann przyjmując chininę uznał za objawy malarii to, co było jedynie objawami alergii. Można więc powiedzieć, że jego nowa metoda leczenia wywodzi się z błędu w sztuce lekarskiej.
Hahnemann był swoim odkryciem zafascynowany. Zaczął badać na sobie i przyjaciołach wpływ różnych substancji, a objawy skrupulatnie zapisywał. I coraz bardziej utwierdzał się w postawionej tezie, że substancja wywołująca u zdrowego człowieka dane objawy, u chorego je leczy. Niestety, niekiedy podawana choremu substancja homeopatyczna powodowała pogorszenie. Jak bowiem wymioty może leczyć substancja, która je wywołuje? Hahnemann stwierdził, że przyczyną niepowodzenia jest zbyt duże stężenie substancji i postanowił ją rozcieńczać: do jednej kropli dodawał 99 kropel rozpuszczalnika. Wyniki nie były zadowalające, zatem nadal ją rozcieńczał: do kropli dziesięciokrotnie rozcieńczonej dodawał znowuż 99 kropli rozpuszczalnika i tak dalej. Aby uniknąć początkowego ponoć tylko pogorszenia zdrowia pacjenta, coraz bardziej substancję rozcieńczał i doszedł do takiego stopnia rozcieńczenia, że w owym roztworze nie było już pierwotnej substancji. Wówczas jednak (czy tylko wówczas?) roztwór przestawał działać.
Wydawało się, że nowa metoda poniosła klęskę. Hahnemann wpadł wówczas na rewolucyjny pomysł: rozcieńczanie trzeba połączyć z silnym wstrząsaniem. Stokrotnie rozcieńczoną substancję należy sto razy potrząsnąć. Takie rozcieńczenie Hahnemann nazwał pierwszą potencją centyzemalną (C1). Następnie do kropli tak rozcieńczonej substancji dodał 99 kropel rozpuszczalnika i sto razy potrząsnął - otrzymał wtedy drugą potencję centyzemalną (C2). W wyniku trzeciego rozcieńczania jeden milion kropel nowej substancji zawierał tylko jedną kroplę pierwotnej substancji. Hahnemann tego rodzaju rozcieńczanie i potrząsanie powtarzał 30 razy, a później nawet więcej. Był przekonany, że im bardziej rozcieńczona substancja i więcej razy wstrząśnięta, tym mocniejsza - ma większą potencję.
Obecnie w homeopatii rozcieńczenie oznacza się literą D (decymalne). Pierwszy stopień (D1) to rozcieńczenie 1/10 (jedna kropla substancji i 9 kropli rozpuszczalnika). Rozcieńczenie D10 to takie, w którym wśród 10 milionów kropli znajduje się tylko jedna kropla pierwotnej substancji, ale stosowane są jeszcze większe rozcieńczenia - jeden do stu milionów i więcej.
Biorąc pod uwagę tak wielkie rozcieńczenia substancji leczącej, powstaje pytanie, czy w homeopatii istotnie stosuje się zasadę "leczenia podobnym przez podobne", skoro w substancji podawanej choremu najczęściej nie ma już żadnego "podobnego". Leczenie polega na podawaniu choremu rozpuszczalnika, czyli alkoholu zmieszanego z wodą, a jeżeli są to pastylki - na podawaniu cukru mlecznego.
Trzeba wyjaśnić, że substancje nierozpuszczalne homeopaci rozcierają na proszek i mieszają z cukrem mlecznym; jedna porcja substancji i 99 porcji cukru itd. Potrząsanie zastępują rozcieraniem przez jedną godzinę. Po kilku rozcieraniach do substancji dodają rozpuszczalnik i dalej postępują jak z substancjami płynnymi.
A zatem, w jaki sposób taka substancja leczy? Elżbieta Cybulska, autorka książki "Tajemnice medycyny niekonwencjonalnej", zadaje podobne pytanie: "Skąd w takim roztworze działanie lecznicze, skoro nie ma w nim elementów czynnych? To pytanie, mimo wysiłku naukowców, pozostaje na razie bez odpowiedzi" [2].
Nasuwa się refleksja: jeżeli w substancji mającej leczyć nie ma lub prawie nie ma "leku", to zdolność lecznicza tej substancji płynie jedynie z potrząsania. Sam Hahnemann twierdził, że potrząsanie ma większe znaczenie niż rozcieńczanie, ponieważ uwalnia coś dynamicznego.
Wspomniany już Vithoulkas pisze na temat potrząsania: "Nie wiadomo do dzisiaj, w jaki sposób [Hahnemann] doszedł do tego odkrycia. Z pewnością odegrała tu rolę jego subtelna zdolność naukowego myślenia oraz znajomość powiązań fizycznych i metafizycznych" [3]. I dodaje: "W ten sposób udało się Hahnemannowi rozwiązać istniejący od stuleci problem, nad którym bezowocnie pracowały całe pokolenia lekarzy. Aż trudno uwierzyć, że prosty proces rozcieńczania i specjalnego rodzaju wstrząsania substancji, nazywany teraz potencjonowaniem, wzmaga siłę leczniczą łagodząc równocześnie niekorzystne pogorszenie" [4].
Rzeczywiście, trudno uwierzyć, że ten "prosty sposób" jest tak skuteczny. Zwróćmy uwagę, że Vithoulkas odwołuje się do znajomości przez Hahnemanna "powiązań fizycznych i metafizycznych".
Następnym odkryciem Hahnemanna, które miało zrewolucjonizować medycynę, było ścisłe powiązanie objawów choroby z pewnego rodzaju indywidualną wrażliwością człowieka, z jego duchem, duszą i ciałem. Połączenie terminów "duch, dusza i ciało" występuje w nauce św. Pawła i oznacza trzy elementy każdej istoty ludzkiej. W 1 Tes 5,23 czytamy: "Sam duch pokoju niech was całkowicie uświęca, aby nienaruszony duch wasz, dusza i ciało bez zarzutu zachowały się na przyjście Pana naszego Jezusa Chrystusa". Jednak w nauce św. Pawła trudno dopatrzyć się powiązania zdrowia duszy ze zdrowiem ciała. W tekście chodzi o świętość ciała, o jego ochronę przed grzesznymi uczynkami. Hahnemann źle interpretuje tekst apostoła; według niego leczyć należy całego człowieka, a więc wszystkie trzy jego elementy, leczenie samego ciała nie tylko nie pomoże, ale zaszkodzi. Hahnemann przedmiot leczenia nazywa najczęściej "zasadą życiową" (dynamis). Jest to coś duchowego, dynamicznego, inteligentnego, coś, co kieruje procesami życiowymi w organizmie człowieka. W "Organon" (paragraf 9) pisze: "W stanie zdrowia podobna duchowej siła żywotna (dynamis) ożywiająca materialny organizm rządzi nim jak doskonały zwierzchnik. Utrzymuje ona odczuwanie i działalność wszystkich części żywego organizmu w harmonii, która zmusza do podziwu. Duch obdarzony rozumem, który zamieszkuje organizm, może wtedy swobodnie używać tego zdrowego, żywego narzędzia do osiągnięcia wzniosłego celu ludzkiego istnienia".
Każdy człowiek ma swoją własną, niepowtarzalną "zasadę życiową". Choroba polega na zaburzeniu jej działania. Nie ma chorób nerek, serca, gruźlicy, itd., zawsze jest zakłócenie aktywności owej "zasady życiowej". Leczyć należy nie chorobę nerek czy gruźlicę, ale "zasadę życiową". Ale jak można leczyć "zasadę życiową", która jest i czymś duchowym, i substancją materialną? Hahnemann miesza pojęcia medyczne z teologicznymi i nie zauważa, że chce działać w świecie ducha posługując się narzędziami materialnymi. Czy nie przypomina to praktyk magicznych?
Substancje homeopatyczne nie są lekami na choroby znane w medycynie. Nie ma np. homeopatycznego leku na chorobę nerek czy gruźlicę. Zwolennik homeopatii Robert Zawiślak w swojej książce "Podstawy homeopatii klasycznej" podkreśla tłustym drukiem: "Leki homeopatyczne jako takie, w oderwaniu od konkretnych chorych ludzi, nie istnieją. Istnieją tylko środki lecznicze" [5]. Owe środki lecznicze - substancje homeopatyczne - muszą być dostosowane do ducha, duszy i ciała pacjenta, albo innymi słowy - do jego indywidualnej "zasady życiowej". Hahnemann nauczał, że jak każdy człowiek posiada swój "charakter", tak również poszczególne substancje homeopatyczne posiadają "charakter". Aby substancja zadziałała, charakter substancji i pacjenta powinny być podobne.
(...)